
strona główna
czytelnia
|
Jan Sosnowski. Ojciec Benignus. Kapucyn. (1916 - 1997), red. K. Kościelecki OFMCap, T. Pulcyn, Zakroczym 1998, ss. 176.
Jan Sosnowski. Ojciec Benignus.
Kapucyn (1916-1997)
Książka zawiera biografię Założyciela Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości oraz wspomnienia jego współpracowników.
Był jak granit
...Szkoda - tak myślę - że nasz Współbrat, po ukończeniu seminarium, nie miał warunków na podjęcie dalszych studiów. Lata powojenne to nie były dobre lata na studiowanie. Szkoda, bo on posiadał cnotę wytrwałości, nadzwyczaj cenną dla studiujących. Tak, on był wytrwały - aż do uporu. Miał też dużą zdolność przewidywania. Dlatego potrafił sobie wiele rzeczy zaplanować i często wiedział z góry, jaki będzie tego skutek. To była bardzo przydatna umiejętność, zwłaszcza w ustroju, w którym przez 50 lat przyszło nam żyć. Bo przecież nasz zakon nie był enklawą wolności, do której komunistyczna doktryna nie miała dostępu. O. Benignus nigdy jednak nie umizgiwał się do władzy panującego systemu. Był nawet przez nią represjonowany... Apostoł trzeźwości musiał być "podejrzany"... Cechowała go bezkompromisowość.
Sądzę, że o. Benignus byłby znakomitym proboszczem w każdej parafii na świecie. Potrafił sam wszystkiego dopilnować, ale też sam umiał pracować. Nawet jako przełożony często zamiatał, grabił obejście, porządkował strychy. Ciekawy był też jego stosunek do oponentów, przeciwników. Wysłuchiwał cierpliwie ich argumentów, aby nawiązać z nimi dialog. Umiał też manifestować swoją obojętność, a nawet niechęć wobec wrogów. Swoich racji potrafił bronić do końca... Był wewnętrznie silny, można by rzec - twardy jak granit. Znałem go od 1930 roku. Widziałem w niejednej sytuacji. Obserwowałem, jak z młodego, sympatycznego, pobożnego młodzieńca, kleryka - przeobrażał się w dojrzałego, naznaczonego piętnem obozowego życia kapłana i zakonnika. Potem musiał stawić czoło sprawom związanym z wykonywaniem wysokich funkcji w zakonie i działaniom podstępnych funkcjonariuszy UB. Musiał więc być twardy. (s. 44) o. Kajetan Ambrożkiewicz OFMCap
Umiał żartować
...Nie wszyscy może wiedzą, że Ojciec umiał żartować. Często zachodził do pralni i pytał, jak pralki piorą, czy mam proszku pod dostatkiem, czy w ogóle czegoś ml nie brakuje. Często przysiadł na krześle i gawędził. Nie był mrukiem. A już na moje imieniny to zawsze przychodził z pudłem czekoladek.
Ojciec rozgraniczał dwa porządki: jak chodziło o pracę, to był wymagający, nawet skrupulatny, a jak zajrzał do pralni - ot, tak sobie - to żartom nie było końca. (s. 81) s. Jolanta Golińska
Był dobrym psychologiem
...W pamięci mojej pozostanie podróż z Ojcem do Żar. Jechaliśmy pociągiem słabo ogrzewanym, ale było sporo czasu na rozmowę. Ojciec, który w zasadzie unikał wspomnień z okresu uwięzienia go w Dachau, tym razem opowiedział ml wiele o swoich przeżyciach. Potem już nigdy do tego tematu nie wracał.
Z wielką radością przyjął Ojciec propozycję zorganizowania w kościele wystawy o tematyce przeciwalkoholowej pt. "Taka jest prawda". Kilkadziesiąt plansz, wykresów, fotografii uwidaczniało problem alkoholizmu. Podczas Mszy św. o. Benignus w homilii nawiązał do tematyki wystawy. Potem jeden z moich pacjentów zerwał z anonimowością i przekonywał zebranych w kościele, jak wielkim szczęściem dla alkoholika jest kroczenie drogą abstynenta.
Ojciec robił wrażenie człowieka smutnego. Jednak kto poznał go bliżej wiedział, że ma duże poczucie humoru. Kiedyś powiedziałem do Niego: "Wyobrażam sobie jak trudno być zakonnikiem, prowadzić życie pełne wyrzeczeń i dyscypliny". Ojciec śmiał się: "Nie jest tak źle doktorze, chyba znacznie trudniej jest żyć w małżeństwie"... (s. 111) Jan Zienkowski
Mowa pożegnalna abpa Kazimierza Majdańskiego
Drogi Przyjacielu, odchodzący dziś do Domu Ojca. Wszystko, co dziś mówi Pan, mówi do Ciebie i rzeszy kapłanów, rzeszy uczestników pożegnania z Tobą - na jakiś czas. Idziemy przecież tak jak Ty do domu Ojca, choć jeszcze nie przyszła nasza ostatnia godzina. Przyjmij słowa, które pragnie Twój przyjaciel skierować do Ciebie, jak do Przyjaciela właśnie. Na imię Ci było Benignus. Młodziutki chłopiec otrzymał to imię w zakonie; Benignus - łagodny -jak błogosławieństwo Pana Jezusa na Górze Błogosławieństw.
Błogosławieni cisi, pokój czyniący... Tak, szedłeś bezszelestnie przez udręki; trzeba powiedzieć więcej, przez piekło obozu. Przemaszerowałeś przez piekło...
Jak na warunki obozowe myśmy się spotykali dosyć często. Nigdy nie słyszałem od Ciebie słowa skargi. Nie byłeś uśmiechnięty, ale byłeś spokojny, jakby się przemykający przez potworne godziny, dni, miesiące l lata obozowe. To wielka rzecz - nie lamentować, nie krzyczeć z bólu, a nawet nie bać się śmierci, która bezustannie zaglądała w oczy. Mogłeś zostać - na tym największym cmentarzysku kapłanów polskich i alumnów - w Dachau. Został tam co drugi z księży polskich. Już garstka tylko jeszcze na tej ziemi modli się i pracuje. Mogłeś tam zostać z wieloma świętymi...
To wzruszające, że zanim wyszliśmy do ołtarza, Twój współbrat wręczył mi zdjęcie, obraz męczenników z Dachau, którzy idą na ołtarze; idą za biskupem męczennikiem - Michałem Kozalem. Mogłeś tam zostać! Ocalałeś! Wiedząc, że zawdzięczasz to św. Józefowi, jak o tym wiedzieliśmy wszyscy. 22 kwietnia miało miejsce oddanie się w jego - Opiekuna Syna Bożego - niezawodną opiekę, a już 29 kwietnia 1945 r uzyskaliśmy wolność; Ci którzy jeszcze przy życiu zostali. To przecież łaska niemała. Potem było ponad 50 lat wolności; jaka ona była, taka była;
bolszewicka, przypominała nam hitlerowską, a jednak żyłeś i służyłeś Panu Bogu, zanosząc wszystko na Jego chwałę modlitwą swoją l tych, których modlitwy uczyłeś, także śpiewem gregoriańskim.
Służyłeś Bogu w człowieku. Byłeś ciągle - Benignus: łagodny, cichy, niosący pokój. Taki byłeś w tej cichej pracy, którą Bóg bardzo lubił i jej błogosławił. Myśmy w oddaniu się św. Józefowi powiedzieli, że wiemy, iż jest on przez Boga danym Opiekunem Świętej Rodziny i że dlatego pragniemy służyć, jeśli zostaniemy wyzwoleni, każdej rodzinie, bo każdej jest Patronem i Opiekunem.
W swojej cichej pracy zabrałeś się do dzieła niesłychanego, zwłaszcza w Polsce; wydałeś walkę wrogowi i zbudowałeś w Zakroczymiu twierdzę walki o trzeźwość narodu. Pamiętaj w wieczności o tym, co tak bardzo zaprzątało cię w doczesności, bo Polska trzeźwości nadal bardzo potrzebuje. Tej trzeźwości nadal potrzebują rozbite i rozbijane rodziny polskie.
Drogi Przyjacielu! Wielu przyszło Ci dziś podziękować za Twoją przyjaźń. Pozwól, że podziękuję Ci również i ja za Twoją cichą, wierną, zatroskaną i uczynną przyjaźń. Obdarzyłeś przyjaźnią nasz Ośrodek w Łomiankach: Instytut Studiów nad Rodziną i Wspólnotę Świętej Rodziny. Przyjechała dziś stamtąd niewielka gromadka.
Co Ci jeszcze powiem Drogi Przyjacielu. Spoczniesz na cmentarzu zakroczymskim. Nie będą Twoje prochy rozsypane po spaleniu w Dachau. I tamto łaska, i to łaska... Najmłodszy doktor Kościoła św. Teresa z Lisleux mówiła "tout est grâce", wszystko jest łaską. Żegnamy Cię życzeniem największej łaski. Boży kapłanie. Boży zakonniku, zgasły w niedzielę, to znaczy w dniu Zmartwychwstania Pańskiego.
Żegnany przez nas dziś, w święto pierwszych męczenników polskich. Byli pierwsi i byli ostatni. Jest dziś też tradycyjny dzień - święto św. Stanisława Kostki - patrona tej historycznej płockiej diecezji, diecezjanina z Rostkowa.
Sam Pan Jezus dziś mówi o domu Ojca. Zajdź tam, czym prędzej, jeżeli jeszcze tam nie zawędrowałeś, jak Staś z Rostkowa do upragnionego Rzymu. Zajdź tam, co prędzej, za nas wszystkich, bo przecież i my mamy niedługo tam przyjść do domu Ojca. Tak się z Tobą żegnamy, tak Ciebie żegnamy - w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. (s. 169-171)

Copyright by OAT 2000-2001
|
|