strona główna

dwumiesięcznik
numer 1/2001
numer 2/2001
numer 3/2001
numer 4/2001
numer 5/2001
numer 6/2001

okładkaNumer 1/2001
SPIS TREŚCI

Wstęp, Krzysztof Kościelecki OFMCap

* Problemy alkoholowe i abstynencja*

Zaufajmy Mu, Tadeusz Pulcyn
Wiersze Urszuli Michalak
Co przemawia na korzyść abstynencji, Krzysztof Wojcieszek
Bezdomność i alkohol, Marek Jaździkowski
Nie należy zapominać, z deklaracji Dominus lesus
Powrót do świata wartości, Anna Rak
Spostrzeżenia, Krzysztof Kościelecki OFMCap
Terminarz Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości

* Apostoł Trzeźwości*

Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Korespondencje
Rozważania. Bóg pomoże skutecznie, RED
W świetle Ewangelii. O trzeźwości i pijaństwie, ks. Janusz Kochański
Wydarzenia roku 2001
Refleksje homiletyczne, Tadeusz Pulcyn
Z prasy, O.Z.
Należy stanowczo wyznać prawdę, z deklaracji Dominus lesus
Czytelnicy piszą. Na Przymorzu
Księgi kanoniczne, z deklaracji Dominus lesus

* Wspólnota Kościola*

Dar rozumu, Edward Garstka
Fakty. Myślenie według buddyzmu, ks. Marek Dziewiecki
Biblia dla dzieci, Edward Garstka
Inicjatywy. Do rodziców i nauczycieli
Ekonomia Słowa Wiecznego, z deklaracji Dominus lesus
Warunki prenumeraty


PROBLEMY ALKOHOLOWE I ABSTYNENCJA

Co przemawia na korzyść abstynencji

Krzysztof Wojcieszek

(Przedruk z "Remedium" 7-8/2000)

Zbyt rzadko orientujemy się z jaką grupą rówieśniczą spotyka się nasze dziecko. Warto pamiętać, ze staje się ono podobne do kolegów i koleżanek. Naiwni rodzice wierzą, ze jest inne, lepsze i nawet spotykając się z mało ciekawym środowiskiem jest w stanie zachować zdrowe obyczaje.

     Jesteśmy stare konie! Dowiódł tego całkiem słusznie ks. Jan Twardowski w swoim wierszu. Zatem nic dziwnego, że trudno jest nam zrozumieć nasze własne dzieci. One już żyją w innym świecie. Jednak "trudno" nie jest identyczne z "niemożliwe". Można zrozumieć własne dzieci pod warunkiem odsuwania na bok spraw drugorzędnych i okazjonalnych, a zajmowania się zasadniczymi. Takie sprawy zasadnicze jak miłość, śmierć, nienawiść, rozwój, bliskość czy oddalenie tak samo poruszają nas, jak starożytnych. Bywa jednak, że są zasłaniane przez to wszystko, co dochodzi do nas z aktualnej ludzkiej kultury. Proponuję zatem wycieczkę w głąb. Przewodnikiem uczynię niezastąpionego księdza Twardowskiego - poetę.
     Aby zrozumieć najgłębsze aspiracje naszych dzieci, musimy zdobyć się na wyprawę we własną przeszłość i odpowiedzieć na pytanie: jaki byłem, jaka byłam? A zwłaszcza - jaki był poziom wewnętrznych aspiracji? To trudne pytanie. Rzadko bowiem udaje się sprostać nadziejom dzieciństwa i młodości. Jakby kolejno opuszczały nas dobre zamiary na korzyść tego, co gorsze, ale możliwe. Zawsze jednak pozostaje coś w rodzaju tęsknoty.
     To przypomnienie było mi potrzebne, aby zabrać się za arcyważny temat - abstynencję.

Wódka "Abstynent" jako znak czasu

Podejmując ten temat mam świadomość, że robi się wiele, aby zdyskredytować to słowo, postawę, którą ono wyraża i ludzi, którzy abstynencję praktykują. Ostatnio zauważyłem na półce sklepiku wiejskiego, przewrotną nazwę mocnej wódki - "Abstynent". Słowo to nie tak dawno wykorzystano też w nielegalnej reklamie piwa, żyje ono w dowcipach, a w niektórych kręgach kulturowych zaczęło przyjmować wyraźnie pejoratywny sens. Jednak czy warto się tym zajmować? Czy dla naszego wysiłku zrozumienia sytuacji dzieci sprawa ta ma jakiekolwiek znaczenie? Otóż ma, gdyż to, czego oczekujemy od naszych dzieci, czyli trzymania się z daleka od substancji psychoaktywnych (tytoniu, leków, alkoholu, narkotyków) nosi najprostszą nazwę: abstynencja. Abstynencja czyli powstrzymywanie się, powstrzymanie się od używania czegoś. Nie piję, nie używam narkotyków - jestem abstynentem.

Czy nasze dzieci to lubią

Czy można dziś proponować abstynencję? Są badacze, którzy postulują coś innego - niech dziecko powolutku popija, przyzwyczajając się do rozsądnego używania substancji. Badacze ci kierują się wyłącznie statystyką, wskazując na powszechność zachowań. Skoro niemal wszyscy to robią, to błędem jest zachęcanie do abstynencji. Traktuje się abstynencję jako dewiację, na równi z nasilonym piciem czy ćpaniem. Dla pełnej jasności: nie akceptuję tego rodzaju rozwiązań i nawet zdecydowanie się im sprzeciwiam we wszelki możliwy dla badacza i praktyka profilaktyki sposób. Muszę je tu jednak odnotować, aby tym mocniej uwypuklić zasadniczą tezę tego odcinka "Prostych pytań". A teza ta brzmi: Tak, dzieciaki to lubią!
     Dorosłym niekiedy trudno jest odkryć tę prawdę, że młodość to czas wzniosłych ideałów. Nawet w tak konkretnych sprawach, dotyczących codzienności. Narzekając na młodzież, nie jesteśmy skorzy przypisać jej dążenia do trudniejszych celów (które sami Już dawno porzuciliśmy). Tymczasem to oni właśnie mają od nowa moc stawania się lepszymi. Jest to kwestia ich wyboru. Może się okazać, że w sprawach dobra nas wyprzedzą. i faktycznie tak jest. Ostatnio mam wiele okazji, aby to potwierdzać. Liczne spotkania z młodymi ludźmi, badania i sondaże utwierdzają mnie w pewności, że młodzież bardzo, ale to bardzo ceni sobie abstynencję jako styl życia.
     Jest to jej rzeczywisty horyzont moralny. Inna rzecz - tylko ceni, ale czy praktykuje? Na razie mówię o swobodnych deklaracjach. Najczęstszym wynikiem, jaki uzyskuję w badaniach, jest około 80 proc. populacji młodych ludzi, którzy akceptują abstynencję. Nie uważają jej za dziwactwo czy dewiację negatywną (jak niedouczeni badacze). Nie uważają jej za coś szkodliwego czy niegodnego. Uważają ją za najwartościowszy sposób odnoszenia się człowieka do substancji psychoaktywnych, sposób, który radykalnie wyklucza wiele problemów. Oni po prostu to cenią.

Skoro cenię, to dlaczego nie praktykuję?

     Dlaczego coś, co wysoko cenią, nie jawi im się jako propozycja dla nich? Aby to wyjaśnić odwołam się do jednego z moich ulubionych przykładów. Moja znajoma, psycholog, prowadziła kiedyś zajęcia profilaktyczne w jednej z klas. Pracowało się jej bardzo trudno, z niespodziewanymi oporami. Gdy dla uczniów stała się widoczna jej frustracja, ogarnęło ich współczucie i jeden z nich tak się odezwał: "Niech się Pani z nami tak nie męczy. My i tak jesteśmy tumany!"
     Po prostu klasa ta była zbiorem słabszych uczniów i miała etykietkę niereformowalnej klasy prawdziwych tumanów. Samosprawdzająca się przepowiednia etykietek decydowała o tym, że uczniowie tej klasy zaakceptowali przeciętność i słabość, gdyż tak byli postrzegani i nazywani w szkole.
     Mamy tu klucz do naszego pytania: rezygnacja z cenionej abstynencji pojawia się wszędzie tam, gdzie młody człowiek przeżywa zawężenie swoich aspiracji, gdyż sądzi, że dobro nie jest przeznaczone dla niego! Wszystkie momenty w życiu, które utrwalają w młodym człowieku przeświadczenie, że jego życie jest mało warte, on sam mało wyjątkowy, przeciętny, a jedyne czego można oczekiwać to zwyczajność, banalność i szarość - oddalają człowieka od jego możliwych osiągnięć. Z jednej strony mamy tu oczywisty wpływ otoczenia i formułowanych przez nie oczekiwań wobec efektów rozwoju dziecka, a z drugiej pamiętać musimy o własnych decyzjach życiowych młodych ludzi. Niektórzy z nich odkrywają, że dobro jest w życiu ludzkim trudne, wymaga wysiłku. Sądzą jednak, że szczęście osiąga się bez wysiłku, wszak przekonują o tym liczne reklamy. Rezygnują zatem z trudnego dobra na rzecz łatwizny życiowej, która zawsze Jest paktowaniem ze złem.
     W ten sposób bardzo wielu przechodzi do zachowań przeciwnych abstynencji. Aby nie rozpaść się (dysonans poznawczy) muszą zdyskredytować w sobie i na zewnątrz postawę, którą pierwotnie najbardziej cenili, czyli abstynencję.
     Nie wszyscy jednak rezygnują. Jeżeli młody człowiek napotka odpowiednie wsparcie i zachętę dorosłych, jeśli potwierdzą oni wartość jego intuicji, że abstynencja jest korzystna, to pozostanie on przy tej postawie, stanie się ona dla niego łatwa, nabędzie pewnej sprawności.
     Warto wskazać na te środowiska, które konsekwentnie pomagają naszym dzieciom ocalić swoją wolność.

Współcześni abstynenci

     To przede wszystkim autentyczne harcerstwo, ale również ruchy religijne. Zorganizowanie w tego rodzaju ruchach, znakomicie wspiera nasze dzieci w kontynuacji wartościowych wątków ich życia. Nie są już sami, poruszają się w kulturze podobnie myślących, razem bawią się i spędzają czas. Znacznie łatwiej jest im ocalić swoje marzenia o lepszym życiu. Generalną zasadą byłoby wspieranie tego rodzaju kontaktów przez rodziców. Zbyt rzadko orientujemy się, z jaką grupą rówieśniczą spotyka się nasze dziecko. Warto przy tym pamiętać, że staje się ono podobne do kolegów i koleżanek. Naiwni rodzice wierzą, że jest inne, lepsze i nawet spotykając się z mało ciekawym środowiskiem jest w stanie zachować zdrowe obyczaje. Niestety, siła rówieśników jest bardzo duża i szybko możemy się o tym przekonać. Zatem: jeśli chcesz dowiedzieć się jak postępuje Twoje dziecko - obserwuj jego kolegów i przyjaciół.
     Wbrew pozorom, rodzice nie są w tej sprawie bez szans. Znam osobiście takich, którzy zdecydowali się rozpocząć po latach naukę instruktora harcerskiego, aby pomóc swoim dzieciom zorganizować drużynę. Osobiście nie znam wartościowszego systemu wychowania, niż ten oparty na modelu harcerskim. Harcerstwo jest skautingiem, ale rozszerzonym o ważne wątki, które są na świecie po prostu nieznane. Jest to własny dorobek pedagogiczny Polski, mocno zakorzeniony w tradycji i doświadczeniach polskich XX wieku. Obecnie stało się możliwe powolne odradzanie się pełnego wymiaru pracy harcerskiej. Warto wspierać ten proces.

A co jeśli wątpię w wartość abstynencji

     Wielu rodziców w pełni akceptuje abstynencję swoich dzieci, ale towarzyszy temu przekonanie o przemijalności tej postawy w trakcie rozwoju. Nie wyobrażają sobie swego dziecka jako dorosłego abstynenta. No cóż, to istotnie dyskusyjna sprawa. Dorosły człowiek ma niewątpliwie prawo korzystać z uroków życia w stopniu miarkowanym rozsądkiem. W skład tych możliwości wchodzi picie alkoholu w niewielkich ilościach. Nasz organizm radzi sobie z nimi, rozkładając alkohol, normy kulturowe przyzwalają, ba nawet zachęcają. Mimo to, warto rozważyć sprawę bardziej zasadniczo. Czy z tego powodu, że Ty jesteś abstynentem, wynika, że Twoje dziecko nie ma nim być? Czy jest to postawa lepsza - picie umiarkowane?
     Niewątpliwie umiar w piciu jest postawą bardziej powszechną niż abstynencja wśród dorosłych. W dorosłej populacji liczba pełnych abstynentów wynosi około 8 proc. Nie jest to mało (2,5 rażą tyle ile jest uzależnionych od alkoholu), ale to z pewnością nie jest większość. Co zatem przemawia na korzyść abstynencji w wieku dorosłym?
     Aby odpowiedzieć na to pytanie można obrać różne drogi: analizę psychologiczną, kulturową, socjologiczną, etyczną. Ja chciałbym skorzystać z uprzywilejowanej drogi, mianowicie z osobistego świadectwa. Mam w tej chwili 42 lata. Okres używania alkoholu, bardzo zresztą umiarkowanego, to 2-3 lata w ciągu tego całego czasu. Od ponad dwudziestu lat jestem konsekwentnym abstynentem. Dobrze mi z tym. Jest to obecnie trwała cecha mojej osobowości. I jak się wydaje, wpływa ona konstruktywnie na inne sfery mojego życia. Mam wrażenie, że to życie jest po prostu bogatsze.

Krzysztof Wojcieszek

do spisu treści

Copyright by OAT 2001

WSPÓLNOTA KOŚCIOŁA

Dar rozumu

Edward Garstka

Teoretycznie rozum ludzki mógłby poznać własnymi sitami jedynego osobowego Boga, jak i prawo naturalne, które jest wypisane przez Boga w sercach ludzkich, ale w praktyce i jedno, i drugie poznanie natrafia na liczne przeszkody spowodowane grzechem pierworodnym, dlatego potrzebuje światła Objawienia Bożego i wsparcia mocą Łaski Bożej.

     Przez wiarę człowiek poddaje Bogu swój rozum i swoją wolę. W ten sposób wchodzi w we-wnętrzną komunię z Nim i uczestniczy w świetle i mocy Ducha Świętego.
     Wśród darów, którymi obdarza Bóg człowieka, jest siedem darów Ducha Świętego. Wśród nich jako drugi figuruje dar rozumu. Zapyta ktoś, po co człowiekowi specjalny dar rozumu, skoro Bóg, stwarzając go istotą rozumną, obdarował go rozumem? A choćby po to, że - jak trafnie zauważa Jan Kochanowski:

"Wszystko się dziwnie plecie
Na tym biednym świecie,
A kto by chciał rozumem wszystkiego dochodzić
I zginie, a nie będzie umiał w to ugodzić".

     Właśnie doświadczenie nas poucza, że Kanta "czysty rozum" - rozum sam w sobie, czyli poznanie dane człowiekowi niezależnie od doświadczenia - nie wystarcza do poznania siebie, świata i naszego Stwórcy. Bo rozum to zdolność myślenia, poznawania, wykrywania relacji między postrzeganymi rzeczami l zjawiskami. To również zdolność formułowania sądów o rze-czach i związkach między nimi.
     A ponieważ w praktyce okazuje się, że "co głowa to rozum" (że każdy ma swoje zdanie, swój sąd o rzeczach poznawanych), przeto często nie wystarczy "mleć swój rozum", aby w rzeczach istotnych nie pobłądzić. Tym bardziej nie wystarczy to w sprawach objawionych człowiekowi przez Boga. Dlatego potrzebne jest wspieranie naszego "czystego rozumu" i różnorodnego doświadczenia "darem rozumu", udzielonym nam przez Ducha Świętego. Konieczność tego wsparcia zdają się rozumieć nawet ludzie dalecy od świętości. Przytoczę tu przykład Stanisława Przybyszewskiego. Powikłany jego żywot (m.in. rozbicie małżeństwa J. Kasprowicza i związek z jego żoną), alkoholizm, eksponowanie w twórczości tematyki erotycznej, głoszenie tezy, że seks jest główną siłą kosmiczną ("na początku była chuć"). Mimo to nie był amoralistą, w przeciwieństwie do jego niemal rówieśnika - Fridricha Nietzschego, który nie tylko głosił ideał nadczłowleka, ale i sam siebie za nadczłowieka uważał. Głosił też potrzebę "wychowania" nadludzi, co później próbował urzeczywistnić Adolf Hitler, też "Uber-mensch" - nadczłowiek.
     A oto co pisze o Nietzschem Przybyszewski: "Boże najdroższy, ten głupi, śmieszny nadczłowiek! Pan profesor Nietzsche zapomniał o całej tradycji i kulturze, która tysiące wieków potrzebowała, by sumienie wytworzyć. He-he, naturalnie głupim rozumem można nawet sumienie z rachuby wyeliminować; rozumem można by - jeżeli się człowiek weźmie logicznie do rzeczy - nawet sumienie przezwyciężyć. A jednakowoż nie można. Ach, jaki śmieszny ten nadczłowiek bez sumienia!" ("Po drodze").
     Na pierwszy rzut oka w powyższym tekście jest sprzeczność. Wszak jego autor mówi, że "głupim rozumem" można wyeliminować (z życia człowieka) sumienie (rzecz bezcenną). A zaraz w następnym zdaniu mówi, że nie można. Sprzeczność czy o innym rozumie tu mowa? Z pewnością chodzi tu o inny rozum, choć Przybyszewski nie określa o jaki. Nie będę, zapewne, w błędzie, jeśli powiem, że chodziło mu o rzecz, którą w katechizmie określa się mianem "dar rozumu".
     Niedawno ten temat poruszał na łamach naszego pisma ks. Dziewiecki, zwracając uwagę na to, że człowiek ma dużą władzę nad swoim myśleniem i może wmówić w siebie wszystko, co jest dla niego wygodne, albo co chce przyjąć za swoją "prawdę". Tenże człowiek wścieka się, gdy ktoś go oszuka lub nawet tylko próbuje go oszukać. A beż żadnego oporu oszukuje sam siebie. W takiej sytuacji przydałby się bardzo "dar rozumu".
     Zauważyć warto, że żyjemy w czasach samozwańczej "Epoki Rozumu". Dlaczego "samozwańczej"? Ponieważ sama tak się nazwała, nie czekając na ocenę historii. Pytaniem jest także dlaczego "Rozumu", a nie np. "Emocji" lub "Perfidii" albo "Wyrachowania"? A jeśli ktoś powie, dlatego "Rozumu" (Czystego), że nic na wiarę nie przyjmuje, to odpowiem, że - owszem - nasza Epoka odrzuciła "Wiarę", choć nie globalnie, a ci, którzy ją odrzucili, to na jej miejsce wprowadzili "Wiarołomstwo" - sprzeniewierzyli się Bogu i bliźniemu, odrzucając przykazanie miłości Boga i bliźniego. Do czego ta "Epoka Rozumu" doprowadza człowieka? Odpowiem słowami cytowanego wyżej Przybyszewskiego: "Prasa unicestwia ludzi, wyniszcza duszę, serce, honor, rozum - o! Rozum przede wszystkim". Zwracam uwagę, że zauważył to człowiek z przełomu XIX i XX wieku. Bajał czy prorokował? Odpowiedzią na to pytanie niech będzie wstrząsająca "spowiedź" Teda Bundy, 42-letniego Amerykanina, który zgwałcił i zamordował około 100 kobiet. Skazany na śmierć wyznał przed wykonaniem wyroku - 24 I 1989 r. - psychologowi Jakubowi Dobsonowi, co następuje:
     "Uważam, że to pornografia popchnęła mnie na drogę gwałtu. Podniecała moją wyobraźnie, potem stałem się niewolnikiem swoich wyobrażeń. Z pornografią zetknąłem się mając 12 lat, zbyt wcześnie, by mieć do niej dojrzały stosunek... Chcę, żeby ludzie zrozumieli, że byłem normalnym człowiekiem, nie spędzałem dni na piciu piwa w barze, nie byłem włóczęgą ani hazardzistą; miałem dobrych przyjaciół, dobrą, kochającą się rodzinę, prowadziłem życie normalne z wyjątkiem tych niszczycielskich wyobrażeń. które głęboko skrywałem. A były one jak narkotyk, bez którego nie można się obyć... Nie chcę umierać, chociaż rozumiem, że społeczeństwo musi się bronić przed takimi ludźmi, jak ja. Ale chcę też podkreślić bardzo mocno, że moja śmierć i mój przykład nie zdadzą się na nic, jeśli społeczeństwo będzie przechodzić obojętnie obok kiosków pełnych pornograficznych czasopism, które rodzą Tedów Bundych. Ludzie, brońcie się przed sobą, róbcie coś zawczasu!..." (cytowane za "Słowem Powszechnym", 24-29 XII 91).
     Cóż przeto należy czynić? Rozbijać kioski? -To grozi kryminałem. Inwigilować je? - Szkoda czasu. Prosić o interwencję policji? - Nie ma podstawy prawnej. Stworzyć podstawę prawną? - Trzeba by najpierw zmienić mentalność wielu parlamentarzystów nie tylko z lewicy, ale i z prawicy, którzy hołdują modnej tolerancji, rozumianej jako prawo - nie możność - wybierania między dobrem i złem oraz między prawdą i fałszem. Nie pozostaje więc chyba nic innego, jak powołać się na rację stanu? - Przecież wszyscy parlamentarzyści wciąż na nią się powołują, a co z tego wynika, powiedział już w XIX wieku Adam Asnyk:

"I wtenczas właśnie jesteśmy zabawni,
Gdy się stroimy w kawałek łachmanu,
Co się nazywa dziś rozumem stanu (czyt.: "racją stanu")
Ten rozum stanu wynalazek złoty!
Lepszy niż jaki płaszcz nieprzemakalny
Pod nim bezpiecznie można szydzić z cnoty
I podkopywać przesąd idealny,
Można ojczyźnie różne czynić psoty
I łuk w nagrodę dostać tryumfalny,
Bo on zasłonić zdoła każdą sprzeczność,
Wszelki egoizm, wszelką niedorzeczność".

     Tak więc dożyliśmy czasów, kiedy demokracja wchodzi w stan etycznego kryzysu. Czasów, kiedy -jak to trafnie ujął Ignacy Krasicki - "rozum z cicha, a głupstwo z hukiem wychodzą drukiem".      Ks. Józef Tischner napisał: "Kościół zgłasza swój sprzeciw wobec aborcji, eutanazji, antykoncepcji, przypomina o obowiązku wierności małżeńskiej, stara się określić granice eksperymentu naukowego, natomiast zabierając głos na temat życia społecznego mówi o opcji na rzecz ubogich, humanizacji pracy, wolności, która nie jest swawolą, lecz służbą. Także te słowa kieruje do wszystkich ludzi dobrej woli, a nie tylko do katolików".
     Jak na to reagują niektórzy z nich? Ujmując rzecz w wielkim skrócie: nieracjonalnie. Wspomniany Ks. Tischner formułuje w ten sposób ich pretensje pod adresem Kościoła: "Niech sobie Kościół porządkuje życie wewnętrzne swoich członków, jak chce, ale co go obchodzą inni! Jakim prawem "wtrąca się" w życie wolnych społeczeństw?"
     Tu ja dopowiem: nie "prawem kaduka" (bez podstawy prawnej)! Umocowanie prawne otrzymał Kościół od samego Chrystusa: "Idąc na cały świat, nauczajcie wszystkie narody". Czy autorytet Boga-Człowieka nie wystarcza? Przywołam tu jeszcze postać Fiodora Dostojewskiego i przytoczę słynne jego powiedzenie: "Gdybym miał pewność, iż prawda kryje się poza Chrystusem, wybrałbym Chrystusa...". To paradoksalne stwierdzenie mówi, że dla niego Jezus Chrystus był naprawdę "Drogą i Prawdą, i Życiem" (J 14,6). I mimo że był człowiekiem bardzo słabym, był za Chrystusem, gdyż był za człowiekiem, a bez Jezusa Chrystusa trudno sobie wyobrazić Człowieka (pełnię człowieczeństwa). Czy Dostojewski znał Chrystusa? Ależ oczywiście! Oto co pisze o nim Stanisław Mackiewicz w swoim "Dostojewskim": "Ewangelię znał dobrze jeszcze z dzieciństwa, na katordze jednak wmyślił się w każdą jej literę. Dostojewski to bezpośredni uczeń apostołów... Wszystkie zagadnienia, nad którymi się męczył i o których rozwiązanie się kusił, są zagadnieniami wszczętymi przez Ewangelię. Przed katorgą Dostojewski jest pisarzem drugorzędnym, jest wtedy uczniem Gogola, po katordze Dostojewski staje się pisarzem genialnym, ale jest już wtedy uczniem ewangelistów. Chciał być pisarzem rosyjskim, przez swój związek z Ewangelią sta się pisarzem uniwersalistycznym".
     Człowiek jest definiowany jako "zwierzę rozumne". Stąd z jednej strony pokrewny jest aniołom, którzy mają rozum, a z drugiej strony pokrewny jest zwierzętom, które rozumu nie mają. Człowiek bywa nazywany mikrokosmosem czyli, "małym światem", bo ma istnienie pospołu z przyrodą martwą, życie pospołu z przyrodą ożywioną, ale ma ponadto rozum pospołu z aniołami, czyli wchodzi w świat ducha, którego zmysłami nie da się uchwycić - ma duszę. Z tą duszą związane są dwie władze: intelekt, który jest zdolnością prostego, niezłożonego uchwycenia zrozumiałej prawdy (intuicja) i rozum, który jest zdolnością wyprowadzania jednego twierdzenia z drugiego, czyli przechodzenia od przesłanek do wniosku.
     Zdawałoby się, że skoro rozum sprawił, iż człowiek pospołu z aniołami wszedł w świat ducha, co pozwoliło mu - mówiąc obrazowo -wygrzebać się "z błota materii", to o nic bardziej nie będzie się starał, jak o swoje człowieczeństwo, o swoją godność ludzką. A tymczasem... już przed 1930 rokiem Ferdynand Goetel i Rafał Malczewski napisali swoją groteskę fantastyczną pt. "Król Nikodem", w której pokornie proponują "programowe zbydlęcenie ludzkości, jako jedyny czynnik mogący uratować państwo" (ciekawe, czy myśleli już wtedy o państwie, jako zglobalizowanej Europie?):

"Słuchajcie, rozum i uczucia skomplikowały życie do absurdu, wydźwignęły na piedestał życia wypociny ducha: kulturę, naukę, sztukę. A ja krzyczę pełną piersią: z powrotem do bydłęctwa... Nie masz hierarchii poczynań ludzkich. Funkcje ciała nade wszystko. Do wszystkich zdechłych pośladków zdegenerowanego społeczeństwa, niech żyje dobry apetyt. Rozpętajmy ukryte zdolności ogółu. Rozkażcie wycinać l tępić obrzydły gruczoł mózgu. Upoimy świat bezmyślnością, Sprawimy uroczysty pogrzeb rozumu! Zażyjemy, jak stado małp na świeżo udeptanym grobie! Zachłyśniemy się własną głupotą. Nagrody dla wzorowych bydląt! Nie poznawajmy świata, jak tylko przy pomocy łapczywych palców i wesołych liźnięć ozora! O, hej!"

     Zauważ - proszę - Czytelniku, że sztuka ta przeszła próbę sceny 70 lat temu w teatrze lwowskim, a staje się coraz aktualniejsza z upływem czasu. Parę lat temu Marek Koterski wydrukował w "Dialogu" swój monodram pt. "Nienawidzę". Pasuje on jak ulał do wspomnianej groteski. Choćby ten cytat:

Najważniejsze - mieć
Najważniejsze - żreć,
Najważniejsze napchać się do syta,
Więc - co możesz - łap,
Każdy pieniądz - chap,
Co tam - inni, co - Rzeczpospolita.

     Przyznasz, P.T. Czytelniku, że to wszystko w "rozumie" najrozumniejszego człowieka się nie mieści. Czy w takiej sytuacji można wątpić, że zwłaszcza bardzo zadufanym w swój rozum przydałby się "dar rozumu"?

Edward Garstka

do spisu treści

Copyright by OAT 2001