strona główna

dwumiesięcznik
numer 1/2002
numer 2/2002
numer 3/2002
numer 4/2002
numer 5/2002
numer 6/2002

okładkaNumer 3/2002
SPIS TREŚCI

Wstęp, Krzysztof Kościelecki OFMCap

* Problemy alkoholowe i abstynencja*

Jesteśmy w drodze, Rozmowa z prowincjałem Braci Mniejszych Kapucynów
Picie alkoholu w domu, Krzysztof Wojcieszek
Terminarz Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości
Czekam na następny cud, Tadeusz Pulcyn
Wiersze bł. Aniceta Koplińskiego OFMCap
Świadecta. Rozmowa z Markiem Jackowskim

* Apostoł Trzeźwości*

Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Kalendarium Apostolstwa Trzeźwości
Homilie. Odpowiedzialność za trzeźwość narodu, kard. Karol Woltyła
Czytelnicy piszą. Świadomość, Aneta Krysiak
Sprawozdanie z działalności Apostolstwa Trzeźwości za rok 2001
Zwierzenia. Odnalazłem siebie, Antek
Spotkania. W Ożarowie, Anna Rak
Spostrzeżenia. Kontrolowane picie, Krzysztof Kościelecki OFMCap
Porozmawiajmy... Opowołaniu, Jan Karczewski OFMCap
Refleksje homiletyczne. Chwała Boża, Tadeusz Pulcyn

* Wspólnota Kościola*

Czystość, Edward Garstka
Opowiadania Czytelników, Jan Kruk
Przezwyciężanie trudności małżeńskich i rodzinnych, ks. Marek Dziewiecki
Biblia dla dzieci, Edward Garstka


JUBILEUSZ

Jesteśmy w drodze...

Z prowincjałem Warszawskiej Prowincji Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów
ojcem Piotrem Stasińskim rozmawia Tadeusz Pulcyn

- W tym roku Warszawska Prowincja Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów obchodzi 50-lecie...

     - ...To nasz mały jubileusz, tak należy to przyjąć, bowiem prowincja pod nazwą Warszawska istnieje 50 lat. Natomiast historia kapucynów w Warszawie zaczyna się od 1681 roku. Kapucyni przybyli do stolicy na zaproszenie króla Jana III Sobieskiego. Zamieszkali na Zamku Królewskim zanim król Jan III położył kamień węgielny pod obecny nasz kościół i klasztor przy ul. Miodowej. Król, udając się pod Wiedeń, z drogi - z Częstochowy - przesłał pełen mieszek, aby mogli ruszyć z budową świątyni.
     Najpierw byli tu kapucyni z prowincji bolońskiej, potem z toskańskiej, marchijsklej i czeskiej. Prowincja Polska zaistniała w 1754 roku i w krótkim czasie zakonników było tylu, ilu jest ich obecnie - około trzystu. Trzeba zaznaczyć, że Polska istniała wówczas w dawnych granicach - bardzo rozciągnięta na Wschód. Gdy zmieniła się sytuacja polityczna (zabory), zmieniła się też struktura zakonu. Powstały trzy prowincje kapucyńskie. Szczytowy okres Prowincji Polskiej przypada na okres zarządzania o. Beniamina Szymańskiego. Wspólnota kwitła do kasaty zakonu w 1864 roku. Był to czas heroicznej pracy bł. Honorata Koźmińskiego i innych wybitnych przedstawicieli zakonu, m.in. Prokopa Leszczyńskiego. Po kasacie następowało powolne zamieranie prowincji. Najpierw zakonnicy skupieni byli w klasztorze w Zakroczymiu, a potem (w 1892 roku) zostali przesiedleni do Nowego Miasta nad Pilicą - skazani na wymarcie.

- BŁ Honorat mówił, że tam będzie grób i kolebka kapucynów...

     - ...I tak się stało. Po odzyskaniu niepodległości, po śmierci o . Honorata pojawili się nowi kandydaci do zakonu. Przychodzili nawet księża diecezjalni. Dzisiaj w Nowym Mieście jest dom nowicjatu. W rozwoju Prowincji Polskiej pomogli kapucyni z Holandii. Wśród dziewiętnastu Holendrów było kilku wybitnych profesorów, znawców Biblii, prawa kanonicznego i teologii. Do dziś w naszym mortuologium wspominamy ich w modlitwach jako wielkich dobrodziejów. Założyli m.in. Kolegium w Łomży, z którego wyszło kilka pokoleń przyszłych współbraci.
     Przed ostatnią wojną było 150 zakonników w tak zwanym Komisariacie Warszawskim, ponieważ nie mogła jeszcze powstać samodzielna prowincja. Potem przyszła wojna. Ponad pięćdziesięciu zakonników było w obozach niemieckich, dwunastu tam zmarło, kilku zamordowano w innych okolicznościach. Po wyzwoleniu Holendrzy wyjechali, część kapucynów nie wróciła do kraju, pozostała garstka... Dopiero w 1952 roku reerygowano Prowincję Warszawską.

- Nie jedyną w Polsce.

     - Przedtem były trzy prowincje: Ruska (ostatni klasztor skasowano w 1888 roku). Galicyjska i Polska. Na bazie Prowincji Galicyjskiej reerygowano w maju 1939 roku Prowincję Krakowską. Słowem, nasz jubileusz związany jest z dekretem reerekcyjnym z 1952 roku. który przywraca istnienie Prowincji Polskiej pod zmienioną nazwą Prowincji Warszawskiej.

- Jakie klasztory i wspólnoty ona obejmuje?

     - W Warszawie, Zakroczymiu, Nowym Mieście nad Pilicą, Rywałdzie Królewskim, Krynicy Morskiej, Bydgoszczy, Olsztynie, Łomży. Serpelicach. Białej Podlaskiej, Orchówku, Lubartowie, Lublinie (dwa klasztory), Gorzowie Wielkopolskim oraz za granicą: na Białorusi (trzy klasztory), na Łotwie, w Szwecji (trzy klasztory), w USA, w Gwatemali i Salwadorze, we Włoszech i Gabonie (nowa misja).

- Co w ciągu pięćdziesięciu lat można nazwać osiągnięciem prowincji?

     - Permanentny rozwój liczebny zakonu. Nie było roku, w którym nie byłoby przynajmniej kilku nowych zakonników. Dlatego możemy pomagać jako misjonarze w innych krajach świata. Nie mogę nie wspomnieć o naszych dziełach zakonnych, takich jak Ośrodek Apostolstwa Trzeźwości w Zakroczymiu i dużo młodsze (również w tym mieście) Honoratianum - ośrodek który prowadzi Studium Duchowości Franciszkańskiej , cykliczne Studium Duchowości Honorackiej, rekolekcje dla świeckich i duchownych oraz działalność powołaniową. Tam też mieści się archiwum prowincji i biblioteka prowincjałna oraz sale pamiątek ze wszystkich zakątków, w których pracowali i pracują kapucyni.
     Ośrodek Apostolstwa Trzeźwości jest już znany nie tylko w Polsce, ale i za granicą kraju. Jego założyciel, zmarły przed czterema laty o. Benignus Sosnowski, zaczął od organizowania kurso-rekolekcji dla duchowieństwa i laikatu. Prowadzili je wybitni znawcy (duchowni i świeccy) problemu alkoholowego oraz duszpasterze. Z Zakroczymia wyszli późniejsi liderzy ruchów trzeźwościowych.
     Obecnie OAT rozwinął swoją działalność, otworzył się na współpracę z ruchami samopomocowymi. Swoje stałe Dni Skupienia mają wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Prawie co tydzień na sobotę zjeżdżają do kaplicy OAT niepijący alkoholicy z całego kraju; we Mszy św. uczestniczy wtedy zawsze nie mniej niż sto osób. Rozwój ośrodka jest widoczny i cieszy, bowiem zakon nasz jest posłany do pomocy ludziom i ma w tym względzie swoje tradycje.

- Sięgające więcej niż pół wieku wstecz.

     - Tak. Ową tradycję wypracowywali bracia, odkąd pojawili się w Polsce. Wielu z nich, nie tylko wiodło godne naśladowania życie zakonne, ale także było wzorowymi Polakami, patriotami. Mamy sześciu kapucynów, którzy wyniesieni zostali na ołtarze. Bł. Honorat w 1982 roku oraz Anicet Kopliński, Symforlan Ducki, Florian Stę-pniak, Fidelis Chojnacki, Henryk Krzysztofik, których Jan Paweł II beatyfikował 13 czerwca 1999 roku na Placu Piłsudskiego w Warszawie pośród 108 męczenników ostatniej wojny. Tego dnia beatyfikowana została również kapucynka, s. Maria Teresa Kowalska z klasztoru w Przasnyszu (zmarła w obozie koncentracyjnym w Działdowie). Cały zastęp światłych i bogobojnych zakonników zostawił nam - współczesnym - dziedzictwo, które bodaj wciąż nie w pełni jest wykorzystywane.

- Jubileusze są okazją do podsumowań i ocen...

     - Właśnie. Chcielibyśmy ocenić jakiś nasz dorobek, uczynić refleksję nad obecnym życiem wspólnotowym. W roku Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa przeżywaliśmy Kapitułę Nadzwyczajną. "Przeoraliśmy" wspólnotę pod hasłem: "Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu" (IKor 1,26). I teraz ten maty jubileusz wymaga od nas odpowiedzi, co dalej robić? Nie chcemy go obchodzić w sposób spektakularny na zewnątrz, raczej bardziej pochylić się nad naszą Regułą, nad Konstytucjami. Dwa aspekty są najważniejsze: budowanie wspólnoty kapucyńskiej, która prowadzi do budowania wspólnoty z innymi, i większe otwarcie się dla ubogich. Wspólnota jest jak oddech, jak jej nie ma, to człowiek się dusi. Wspólnie więc się modlimy l pracujemy. Ta wspólnotowość musi mieć swoje odbicie w pracy z ludźmi potrzebującymi pomocy; wsparcia zarówno duchowego jak i materialnego. To jest nasze wyzwanie. Wzorem jest dla nas sam Chrystus i Apostołowie. Chcemy się wzorować jako ubodzy bracia nie tyle na pierwszych gminach chrześcijańskich, ile na samym Chrystusie i Jego uczniach. Tak chciał święty nasz ojciec Franciszek.
     Życie we wspólnocie nie jest łatwe, ale jest piękne. Św. Franciszek mawiał, że jeżeli matka tak bardzo kocha swoje dziecko, związana z nim tylko więzami krwi, to jak powinni kochać się bracia związani ze sobą tym samym duchem. Założyciel akcentował jedność ducha. Tę jedność odczuwamy, ale wciąż musimy przyglądać się naszemu powołaniu, wypracowywać stale nowe formy pracy, na miarę czasów, w których żyjemy. Musimy być obecni wśród ubogich, aby być świadkami Chrystusowego pokoju i dobra. Będziemy wtedy wspólnotą jednego ducha, jeśli wszyscy będziemy świadczyć o pokoju i dobru na ambonie, w konfesjonałach, w szkołach. w szpitalach, w ośrodkach charytatywnych. To jest praca u podstaw dla pokoju - bez światowych ambicji - ugruntowana w Ewangelii, która głosi pokój z Bogiem i z ludźmi...

- Głoszenie pokoju to domena braci franciszkanów. Nie bez powodu Jan Paweł II wybrał Asyż na miejsce modlitwy o pokój dla przedstawicieli wszystkich religii świata.

     - To prawda; św. Franciszek czczony jest przez wszystkie wyznania. Nawet dla protestan-tów, którzy odrzucają kult świętych, Poverello z Asyżu jest do zaakceptowania. Czczą św. Franciszka muzułmanie. Sułtan wręczył mu nawet żelazny list, aby mógł się poruszać swobodnie po Ziemi Świętej. Franciszek potrafił rozmawiać z każdym człowiekiem. Był humanistą. Mówił o sobie, że opuścił świat... Tak, opuścił światowe żądze, ale wrócił do świata, który stał się jego bratem, jako brat ogień, brat wiatr... Patrzył na świat oczyma Boga. Kochał świat przez Niego stworzony. Chciałbym, abyśmy jako kapucyni na nowo to Franciszkowe spojrzenie odkryli w sobie, abyśmy mogli jeszcze bardziej zaprzyjaźnić się z Chrystusem.

- Tak, jak to czynił ojciec Pio?

     - On zrozumiał głęboko i przyjął za swoją -życiową deklarację świętego Pawła: "Dla mnie żyć, to Chrystus" (Flp 1,21). Nie należał do siebie. Zjednoczenie ze Zbawicielem prowadziło go do mistycznej modlitwy pełnej zachwytu i uwielbienia i do niewymownych cierpień, któ-rych opisy są niekiedy wstrząsające. Tę komunię z Panem usiłował bowiem burzyć zły duch całą ohydą propozycji. Boski Przyjaciel prowadził jednak swego wybranego własnymi ścieżkami, a on dał się prowadzić, pewny, że się nie zawiedzie. Nade wszystko o. Pio cenił posłuszeństwo Bogu, postawę, która leczy źródło każdego zła.
     W małej górskiej wioseczce, w małym kapucyńskim kościółku miał o. Pio swoje miejsce w zakonnej kaplicy, gdzie przez wiele godzin, dniem i nocą trwał przed Bogiem. Sam dążąc do świętości, wskazywał ją innym, jako owoc prawdziwej miłości Boga i bliźniego, nawet tego bliźniego, który postępuje jak nieprzyjaciel. Uczył, że "świętość jest pokonywaniem siebie, zwycięstwem nad namiętnościami".

- Umiał także dostrzec pokój i dobro w innych.

     - Do kogoś bliskiego napisał: "Zobaczyłem w tobie pragnienie (...) świętości, które w twoją duszę wszczepił Bóg. Myślę o tym z miłością..."
     Tylko Pan Bóg wie, ilu ludzi zostało porwanych do świętości świadectwem życia i pouczeniem o. Pio. Oficjalna lista jego synów i córek duchowych, kandydatów do wyniesienia na ołtarze, tych, których procesy beatyfikacyjne są w toku na różnych etapach, jest długa i bynajmniej nie zamknięta.

- Atmosfera sensacji towarzysząca mu niekiedy za życia - zaciemniała jego prawdziwe oblicze.

     - Ważne jest jednak, co on sam mówił o sobie. Zapytany o to, kim jest, nie ukrywał, że uważał się za "ubogiego zakonnika, który się modli". Modlił się nieustannie i chciał, by inni posiedli ten dar. Wiemy był modlitwie różańcowej, ko-chał liturgię Kościoła, ale często Bóg pociągał go ku modlitwie mistycznej. To, co sam pisze o swojej modlitwie, pozostawia niezatarte wrażenie na współczesnych: "Gdy zaczynam się modlić, moją duszę ogarnia przedziwny spokój i ukojenie, którego nie da się opisać. Zmysły, oprócz słuchu, przestają działać, a bywa i tak, że i słuch jest wyłączony. (...) Czuję, że Pan mnie dotyka i przenika głęboko (...). Bywa także, że mam wielkie oschłości ducha. Moje ciało jest skute niemocą, nie mogę się skupić i oddać modlitwie, mimo że szczerze tego pragnę...". Pokorny o. Pio, wiedząc doskonale, czym jest prawdziwa rozmowa z Bogiem, przyznaje, że jego modlitwa jest bardziej godna kary niż wysłuchania.

- Jan Paweł II stwierdza, że znakiem czasu jest powszechna potrzeba rozwijania duchowości, która wyraża się przede wszystkim w "nowym głodzie modlitwy".

     - Odpowiedzią o. Pio na to nienasycenie są Grupy Modlitewne zrodzone z jego inspiracji. Istnieją one do dziś, rozsiane po całym świecie, l wciąż się rozwijają, podejmują "najwyższy apostolat". Brak zrozumienia dla świętowania niedzieli, nieprzywiązywanie wagi do wyjątkowego charakteru tego dnia, jest jedną z najpoważniejszych chorób współczesnego chrześcijaństwa. Potrzeb-ne jest ponowne odkrycie znaczenia niedzielnej Eucharystii z czynnym w niej uczestnictwem i docenienie prawdziwego odpoczynku. Niedziela była dla o. Pio cotygodniowym świętem Zmartwychwstałego Chrystusa. Powszechnie było wiadomo, jak bezwzględnym i wymagającym okazywał się spowiednikiem w przypadku, gdy ktoś oskarżał się z opuszczonych dobrowolnie niedzielnych Mszy św. Najczęściej taka spowiedź kończyła się odmową rozgrzeszenia i surową przestrogą przed Bożą karą.
     O. Pio znał przepaść pomiędzy majestatem Boskim a kondycją człowieka, a przecież od jego konfesjonału najwięksi grzesznicy odchodzili uskrzydleni, bo mówił im z przekonaniem: "Mógłbyś zrobić Jeszcze dużo więcej zła, ale i tak twoje grzechy miałyby granicę, a Bóg jest miłosierny bez granic".
     Bóg wybrał o. Pio do specjalnej misji, którą on dobrze rozpoznał i wypełnił w doskonały sposób. Sięgał po prawdę do źródeł dostępnych Kościołowi od początku, do Pisma Świętego i do Tradycji. Czerpał siłę l mądrość z sakramentów świętych. Przeżywał świadomie swoją zakonną konsekrację. Nie szukał siebie, ale na pierwszym miejscu po-stawił Chrystusa, którego odnajdywał przez kontemplację.
     I oto Matka Kościół w osobie stygmatyka z San Giovanni Rotondo daje swoim dzieciom - także nam, kapucynom prowincji warszawskiej - na przełomie tysiącleci dojrzały owoc świętości, sól ziemi i światłość świata (por. Mt 5,13-14).
     I oto Matka Kościół na progu trzeciego tysiąclecia, w przededniu małego jubileuszu, daje braciom kapucynom pięciu polskich błogosławionych współbraci; chrześcijan, którzy do końca zrealizowali program Ewangelii. Idziemy za nimi. Jesteśmy w drodze...

Rozmawiał Tadeusz Pulcyn

do spisu treści


Copyright by OAT 2002