strona główna

dwumiesięcznik
numer 1/2002
numer 2/2002
numer 3/2002
numer 4/2002
numer 5/2002
numer 6/2002

okładkaNumer 4/2002
SPIS TREŚCI

Wstęp, Krzysztof Kościelecki OFMCap

* Problemy alkoholowe i abstynencja*

Sympozjum. Charyzmatyczny apostoł trzeźwości, Tadeusz Pulcyn
Długo nie wiedziałem, że życie jest piękne, Anna Rak
Spostrzeżenia. TIRem do Zakroczymia, Krzysztof Kościelecki OFMCap
Porozmawiajmy... O normalności, Jan Karczewski OFMCap
Inicjatywy. Koło Kleryków Abstynentów, Piotr Wrotniak OFMCap
Refleksje homiletyczne. Pokora serca, Tadeusz Pulcyn
Poezja Jana Kochanowskiego
Naśladuj Izaaka, św. Ojciec Pio
Terminarz Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości

* Apostoł Trzeźwości*

Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Fundacja Przeciwdziałania Uzależnieniom
Duszpasterstwo trzeźwości i... alkoholików, Józef Styk
Kondycja psychiczna człowieka, Jan Szafraniec
Powołanie do współzbawienia, św. Ojciec Pio
Z prasy, O.Z.

* Wspólnota Kościola*

Wątpić o łasce Bożej, Edward Garstka
Opowiadania Czytelników, Jan Kruk
Bądźmy czujni, św. Ojciec Pio
Przezwyciężanie trudności małżeńskich i rodzinnych, ks. Marek Dziewiecki
Biblia dla dzieci, Edward Garstka


POROZMAWIAJMY...

O normalności

      Oglądając programy informacyjne w telewizji, czytając prasę, słuchając radia, zaglądając do internetu można dojść do wniosku, że na świecie dzieją się jedynie rzeczy "nienormalne" i nadzwyczajne: wojny, zamachy, afery, kolejne problemy sercowe takiego czy innego artysty, upadki czy wzloty znanych ludzi. Informacje, które do nas docierają nie pozostają obojętne na nasz sposób patrzenia na świat i nas samych. Wyrabiają w nas potrzebę doświadczania mniejszych lub większych wrażeń, emocji. Życie tzw. "zwykłe" to szczyt nudy i poczucie braku wartości. Rzeczywistość, w której wszystko przebiega spokojnie, zgodnie z planem staje się nudna, wydaje się pozbawiona treści i sensu, podobnie jak dla mediów bez wartości są informacje, że ktoś uczciwie pracuje, inny ma normalną rodzinę z jej radościami i troskami, następny jest kapłanem, który ofiarnie spełnia swoją posługę... Sensacje, będące pożywką dla mediów, stają się niszczące dla zwykłych ludzi. Tracimy podstawową zdolność rozeznawania, co jest normalne a co nie, co Jest dobre a co złe, ponieważ miernikiem wartości nie jest prawda o danej sytuacji czy człowieku, lecz otoczka sensacji.
     Nie byłoby to niczym złym, gdyby takie spojrzenie na świat cechowało jedynie autorów programów informacyjnych, czy też filmów sensacyjnych. Gorzej jest wtedy, gdy potrzeba przeżywania mocnych wrażeń staje się częścią naszego życia. Wydaje się, że w sposób szczególny narażonymi na taką "pokusę" są osoby, które zetknęły się z chorobą alkoholową: własną lub kogoś bliskiego. Rzeczywistość, w której zaczyna panować spokój, tak długo zresztą oczekiwany, zaczyna być dla nich stanem niebezpiecznym, bo nowym, nieznanym. Jest to często (chociaż nie u wszystkich) sytuacja tak trudna do pojęcia, że aż podejrzana... Do tej sytuacji pasują rozważania pewnego proboszcza, bohatera filmu "U Pana Boga za piecem". W swojej rozmowie-modlitwie z Matką Bożą wypowiada mniej więcej takie słowa: "U nas naród zabobonny, jak za długo dobrze się wiedzie, to zaraz czekają jakiej kary - dla równowagi...". Owszem, często w tym względzie jesteśmy zabobonni, a że oczekiwanie jest najtrudniejsze, sami prowokujemy "karę", i już nam lepiej... ponieważ wreszcie coś się dzieje. Myślę, że to właśnie dążenie do mocnych przeżyć popycha z jednego uzależnienia w drugie, rozbudza mechanizmy współuzależnienia, doprowadza do niepokoju wewnętrznego u dzieci osób uzależnionych. Jest to coś, co pociąga, a jednocześnie niszczy. Błogosławiony ten, kto odkrył wartość słów modlitwy Pańskiej: "bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi", błogosławiony ten, kto potrafi przyjąć dzień z jego zwykłymi wydarzeniami i zobaczyć w nich wartość, błogosławiony ten, kto potrafi żyć w pokoju serca, realizując najnormalniejsze w świecie obowiązki swego stanu.
     Gdy patrzymy na ludzi znanych, sławnych, świętych - wydaje nam się, że są lub byli ludźmi żyjącymi w atmosferze niezwykłości. Błąd, ponieważ to obserwatorzy dobudowują do ich życia "niezwykłość". Nawet najbardziej "niezwykły" z ludzi jest zwykłym człowiekiem ze swymi radościami, smutkami, zainteresowaniami, zdolnościami i ułomnościami. Jeżeli nie jesteśmy w stanie tego pojąć, nie będziemy również w stanie pojąć naszej "niezwykłości" i wielkości, która realizuje się w szarej codzienności. Bohaterstwo, wierność, odwaga, świętość, mądrość i inne zalety dojrzewają przez lata w ukryciu, owocują natomiast w swoim czasie. Święty Franciszek z Asyżu, podziwiany przez wiele pokoleń - zarówno chrześcijan jak i niechrześcijan - do dziś zadziwia tym. że potrafił cieszyć się z drobiazgów, z tego, czego inni nie zauważali, bo przecież słońce, wiatr, woda, ogień... to takie powszednie...
     Myślę, że gdybyśmy jak Franciszek posiadali zdolność radowania się z rzeczy prostych, życie nasze l naszych rodzin wyglądałoby inaczej: normalniej...

Pochwalony bądź. Panie mój, ze wszystkimi Twoimi stworzeniami (por. Tb 8,7),
szczególnie z panem bratem słońcem,
przez które staje się dzień i nas przez nie oświecasz.
I ono jest piękne i świecące wielkim blaskiem:
Twoim, Najwyższy, jest wyobrażeniem.
Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata księżyc i gwiazdy (por. Ps 148,3),
ukształtowałeś je na niebie jasne, i cenne, i piękne.
Pochwalony bądź. Panie mój, przez brata wiatr i przez powietrze,
i chmury, i pogodę, i każdy czas, przez które Twoim stworzeniom dajesz utrzymanie.
Pochwalony bądź. Panie mój, przez siostrę wodę (por. Ps 148.4-5),
która jest bardzo pożyteczna i pokorna, i cenna, i czysta.
Pochwalony bądź. Panie mój, przez brata ogień (por. Dn 3,66),
którym rozświetlasz noc: a jest on piękny i radosny, i krzepki, i mocny...
(św. Franciszek z Asyżu)

Br. Jan Karczewski OFMCap

do spisu treści


Copyright by OAT 2002

REFLEKSJE NAUKOWE

Kondycja psychiczna człowieka
w świetle dynamizmów rozwojowych

     Kondycja jest pojęciem zadomowionym na terenie kultury fizycznej, oznaczającym sprawność fizyczną organizmu, formę. Forma z kolei, w filozoficznym ujęciu, oznacza akt konstytuujący bytowość człowieka i stanowi niezbędny warunek (condicio sine qua non) realizacji możliwości rozwojowych zarówno w wymiarze fizycznym, jak i psychicznym.
     Kondycją zatem w rozumieniu psychicznym byłaby aktualizowaniem, dynamizowaniem, usprawnianiem potencjału rozwojowego człowieka. O ile warunkiem utrzymania kondycji fizycznej jest trening, ćwiczenia fizyczne, o tyle warunkiem kondycji psychicznej byłaby formacja (łac. formatio - ukształtowanie, utworzenie), która staje się elementem konstytuującym psychiczny wzrost, dojrzewanie duchowe. O Ile kondycja fizyczna byłaby kształtowaniem fizycznych uzdolnień, ruchowym usprawnieniem, o tyle istotą kondycji psychicznej jest przekraczanie biologicznych i psychologicznych uwarunkowań, przechodzenie od struktur mniej zorganizowanych ku strukturom bardziej zorganizowanym, od tego, co odruchowe i przymusowe, ku temu, co spontaniczne i dowolne, od tego, co proste i żywiołowe, ku temu, co złożone i skomplikowane.
     Żeby użyć słów Kazimierza Dąbrowskiego - "od tego, co jest" ku temu. "co być powinno", od tego, "co mniej we mnie" ku temu, "co więcej we mnie", od tego, "co niżej" ku "temu, co wyżej".
     Symptomem kondycji psychicznej jest rozwój, dynamiczne przechodzenie od tego, "co było wczoraj". "jest dzisiaj", ku temu. "co będzie jutro". Rozwój to "dzień nie podobny do dnia", to nie "stagnum" - stojąca woda, ale wartko płynący strumień, napełniający koryto rzeki, wyznaczające bieg życiodajnej wody ku morzu. Rozwój to zarówno pasja, jak i trud. To Jaspersowska "pasja nocy", to Kirkegaardowską "trwoga i drżenie", to stoickie "sustine et abstine". To przekroczenie samego siebie, "rzut w przyszłość", "skok w górę" (...).
     To przejście od "chce mi się" do "ją chcę", od "używania osoby" do "jej miłowania", od "carpe diem" do "carpe esse". To trudna, pełna zasadzek i upadków droga Odyseusza, doprowadzająca jednak do upragnionej Itaki. Zachodzi pytanie, jak ją odszukać i jak wejść na jej trakt, by dojść do ziemi obiecanej.

DYNAMIZMY ROZWOJOWE

     Twórca teorii dezyntegracji pozytywnej prof. Kazimierz Dąbrowski twierdzi, że "aby opuścić poziom rozwojowy niższy l przejść na wyższy, jednostka musi przebyć przez mniejszą lub większą dezorganizację struktur i czynności prymitywnych. Dezorganizacja ta prowadzi jednak niejako nieuchronnie do "organizowania się" na poziomie wyższym i ten typ zaburzenia integracyjnego określamy jako dezyntegrację pozytywną". Innymi słowy ziarnko dopóty nie wypuści pędu, dopóki nie zostanie naruszona jego struktura.
     Jeśli chcesz zachować "status quo", nigdy nie wejdziesz na wyższą kondygnację własnego rozwoju. Jeśli chcesz zintegrować się na wyższym poziomie, musisz przeżyć dezyntegrację tego, co jest. Innej drogi nie ma. Każda próba jej obejścia jest drogą pozorów, mistyfikacji, fałszywych rozwiązań. Człowiek, funkcjonując na poziomie rozwojowego podpiwniczenia, obserwuje świat jedynie z tej perspektywy. Ale już szerszy i ubogacony horyzont jest możliwy do oglądu i przeżywania z wyższych pięter rozwojowych. Zdolność oglądu tej panoramy można uzyskać, poprzez formacje własnego wnętrza psychicznego, na drodze rozwoju wertykalnego: "skok w górę", jak i horyzontalnego: "krok wszerz". Jest to możliwe poprzez przeżywanie i rozpoznawanie we własnym wnętrzu tzw. dynamizmów rozwojowych, które zdaniem twórcy teorii dezyntegracji pozytywnej orientują nas w jakim punkcie drogi rozwojowej znajdujemy się. Dzięki nim możemy rozpoznać, czy funkcjonujemy na poziomie podpiwniczenia, czy też przeżywamy własne człowieczeństwo na najwyższych piętrach rozwojowych. Czy wciąż tkwimy na linii życiowego startu, czy też zbliżamy się do mety? (...).

ZANIEPOKOJENIE SOBĄ

      Zdziwienie w stosunku do samego siebie jest pożądaną postawą wewnętrznego rozdwojenia, dysocjacji - kiedy to "ja podmiot" przypatruję się "ją przedmiotowi" i przeżywam rozterkę! Widzę siebie -jak w lustrze własne odbicie - bez retuszy i upiększeń. Przeżywam zderzenie z własnymi cechami psychicznymi. One zaskakują, budzą zdumienie. Dziwi mnie moje postępowanie, moje myślenie, mój styl życia. Dziwi mnie moja beztroska, moja lekkomyślność, moja brawura. Kiedy ten dynamizm zakiełkuje w naszej psychice będzie to znak, że czynimy bruzdę na dotychczasowym ugorze i sposobimy się do zasiewu. Jeśli nie dziwi cię własne postępowanie, jesteś jak ślepiec, który potyka się przy próbie postawienia kroku do przodu. Jeśli brak ci zdziwienia w stosunku do siebie, uważaj na własną zarozumiałość, z która nie wejdziesz na wyższe piętro psychicznego rozwoju. Jeśli nie doświadczysz zdziwienia do siebie, będziesz zaledwie cieniem i pozorem samego siebie.
     Zaniepokojenie sobą jest wyrazem zdrowej podejrzliwości w stosunku do samego siebie i jednocześnie sygnałem gotowości do wewnętrznych przemian. Chodzi o zaniepokojenie sobą, a nie o siebie. Dynamizm ten wyrażą krytyczny stosunek do siebie i swoich skłonności. Jeśli nie przeżywasz zaniepokojenia sobą - to tym samym nie przejawiasz podatności do psychicznego wzrostu. Jeśli brak ci zaniepokojenia sobą - jesteś jak gleba jałowa, która nigdy nie wyda prawdziwego plonu. Jeśli obcym będzie ci ten niepokój - nigdy nie zobaczysz siebie takim, jakim mógłbyś być. Kolejnym dynamizmem jest przeżywanie poczucia niższości w stosunku do siebie. Doznawanie tego poczucia niesie za sobą możliwość opuszczenia "tego co Jest" i zbliżenia się ku temu "co być powinno". Przeżywanie poczucia niższości w stosunku do siebie jest doświadczeniem rozbieżności miedzy tym poziomem, na którym się znajduję, a tym, na który powinienem wkroczyć. Jeśli więc nie przeżywasz poczucia niższości w stosunku do siebie, to znaczy. że nie spostrzegłeś swego ideału, nie odnalazłeś jeszcze swego wzorca. Jeśli nie przeżywasz niższości w stosunku do siebie, nie osiągniesz "wywyższenia". Jeśli brak ci poczucia niższości do siebie, nie oderwiesz się od linii startowej i nie doznasz uroków życiowej mety.

NIEZADOWOLENIE Z SIEBIE

      Niezadowolenie z siebie jest zapowiedzią atrofii, uwiądu struktur animalnych. popędowych, prymitywnych. Przez przeżywanie tego dynamizmu dystansujesz się od siebie scalonego na najniższym poziomie i poszukujesz miejsca dla siebie na wyższej kondygnacji. Przeżywanie tego dynamizmu pozwala ci na odróżnienie "tego co więcej Ja" od "tego co mniej Ja".
     Jeśli nie przeżywasz niezadowolenia z siebie, nigdy nie spotkasz się z prawdziwym sobą. Jeśli brak ci niezadowolenia ze swego postępowania, to znaczy, że zagubiłeś punkty orientacyjne i dryfujesz bez życiowego kompasu. Jeśli brak w tobie tego dynamizmu, pozostaniesz skamieliną, która nie zazieleni się urokami prawdziwego życia.
     Dynamizmem rozwojowym jest poczucie wstydu i winy. Poczucie wstydu jest potrzebą ukrycia spraw niepokojących, przeżywaniem skrępowania i rodzajem wewnętrznego dyskomfortu za niegodne postępowanie. Jan Paweł II nazywa taki wstyd zbawczym. Takiego wstydu nie musisz się wstydzić. Z kolei poczucie winy Jest objawem zdrady uznawanych wartości i potrzebą zadośćuczynienia. Jest symptomem wrażliwego sumienia. Jeśli nie przeżywasz wstydu, jako reakcji na własne postępowanie, utraciłeś kontakt z prawdziwym człowieczeństwem. Jeśli nie przezywasz poczucia winy, za zachowanie którego jesteś sprawcą - to tak jakby rozjątrzonej ranie nie towarzyszyło poczucie bólu. Jeśli nie rozpoznajesz w sobie poczucia winy, nigdy nie wyjdziesz z lochów podpiwniczenia.

PODSUMOWANIE

      Wszystkie wspomniane powyżej dynamizmy rozwojowe są wyrazem pożądanego rozluźnienia w dotychczasowych strukturach psychicznych, zintegrowanych zazwyczaj na mniej dojrzałych poziomach rozwojowych. Ich pojawienie się Jest zapowiedzią wzrostowej kondycji psychicznej. To one uzdalniają człowieka do ujmowania swojego postępowania i działania w wymiarze moralnym, duchowym, psychicznym. Ich przeżywanie jest warunkiem, tak wertykalnego, jak i horyzontalnego rozwoju. To dzięki nim doświadcza człowiek prawdziwych uroków życia, wspinając się na szczyty własnego człowieczeństwa. A zatem należy je aktywizować, budzić z uśpienia. wydobywać z letargu. Są bowiem świadectwem prawego sumienia. Są wreszcie symptomami zdrowia psychicznego, które za twórcą teorii dezyntegracji pozytywnej, należy ujmować jako zdolność do rozwoju, zdolność do dokonywania we własnym wnętrzu takich przemian psychicznych, które w życiu jednostkowym i grupowym doprowadzić mogą do realizacji ideału osobowego i społecznego. Tymczasem świat współczesny ujmuje Je w kategoriach patologii, psychicznej skazy, którą należy eliminować, a nawet poddawać oddziaływaniu terapeutycznemu. To, co niesie za sobą rozwój, zostaje zdeprecjonowane.
     W miejsce dynamizmu zdziwienia, preferowane jest zadufanie w sobie, zarozumiałość, pycha. Zaniepokojenie sobą bywa eliminowane przez zaniepokojenie o siebie, własne interesy. W miejsce "być" wchodzi "mieć". Pożądane poczucie niższości do siebie, będące przejawem "niewierności" w stosunku do przyjętego ideału, zostaje zagłuszone przez nadmierną pewność siebie, głuchą i zaślepioną na głos pozytywnych wzorców (...).

NA PRZEKÓR FILOZOFII LUZU

      W miejsce wstydu będącego zdrową reakcją na przekroczenia zasady "miłowania" osoby, pojawia się bezwstyd będący konsekwencją "używania" osoby. O ile poczucie wstydu jest sygnałem podmiotowego traktowania siebie i innych, o tyle prezentacja bez-wstydu sygnalizuje instrumentalny, przedmiotowy stosunek do siebie i innych. Innymi słowy: wstyd "uczłowiecza", bezwstyd zaś "odczłowiecza". Wyrazem odczłowieczenia jest pornografia (...).
     Przed kilkoma laty Francuska Najwyższa Rada Audiowizualna zleciła badania porównawcze sylwetek osobowościowych bohaterów filmów amerykańskich i europejskich. Okazało się, że cechą znamienną ekranowych postaci w filmach amerykańskich był brak poczucia winy po dokonaniu czynu przestępczego, obojętność wobec ofiar gwałtu, niewrażliwe sumienie, brak zaniepokojenia własnym postępowaniem. To rozwojowe uwstecznienie, preferowane na ekranach kin i telewizorów, zostaje niepostrzeżenie wkomponowane w psychikę dziecięcą poprzez mechanizm naśladownictwa identyfikacji i wówczas fikcja ekranowej przemocy staje się przerażająca rzeczywistością wyobcowaną z poczucia winy, wyrzutów sumienia i wstydu.
     Musimy uczynić wszystko, aby - na przekór lansowanej filozofii luzu, moralnego nihilizmu, apoteozy złą - przybliżyć świąt wartości, a niekiedy wartości te reanimować zwłaszcza tam, gdzie znajdują się one w agonalnym stanie. Jakże pożądanym lekarstwem byłby wewnętrzny konflikt między zinterioryzowaną sferą wartości, a kolizyjnym z nią zachowaniem (...).

Jan Szafraniec

do spisu treści


Copyright by OAT 2002