Strona główna

Trzeźwymi bądźcie
 numer 1/2005
 numer 2/2005
 numer 3/2005
 numer 4/2005
 numer 5/2005
 numer 6/2005

okładka"Trzeźwymi bądźcie" nr 1/2005
SPIS TREŚCI

Wstęp, Krzysztof Kościelecki OFMCap

* Problemy alkoholowe i abstynencja*

Choroba alkoholowa a zniewolenie sfery duchowej, ks. Marek Dziewiecki
Weszła do opuszczonych świata, Jan Paweł II
Destrukcja psychiki alkoholika powodowana przez alkohol, Ewa Wojdyłło
Listy Apostolskie. Mane nobiscum Domine, Jan Paweł II
Inicjatywy. Dzień trzeźwości, Anna Rak
Porozmawiajmy... O wojnie, Jan Karczewski OFMCap
Terminarz Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości na 2005 rok

* Apostoł Trzeźwości*

Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Akt oddania Duszpasterstwa Trzeźwości w Polsce i Europie
Nieustanna modlitwa różańcowa o trzeźwość w Polsce i całej Europie
Refleksje homiletyczne. W drodze do królestwa, Tadeusz Pulcyn
Z prasy. Moja wełna jest potrzebna Bogu; Przyszło nam do głowy, żeby nie pić
Sylwetki. Święta za życia, Maria Królak
Sześć myśli, bł. Matka Teresa
Roztropna pomoc chorym, ks. Marek Dziewiecki
Elementarz wiary, Edward Garstka
Książki. Dla spragnionych Słowa, Jan Karczewski OFMCap
Świętość, bł. Matka Teresa


POROZMAWIAJMY

O WOJNIE

     Wojna to temat, który elektryzuje na różne sposoby wielu ludzi na całym świecie. Jedni wojny prowadza ze szczególnym upodobaniem (chociaż wprost o tym nie mówią). Inni muszą je prowadzić, aby się bronić. Po doświadczeniach obu wojen światowych, jak też tragedii płynących z terroryzmu, chyba każdy człowiek ma jednoznaczne zdanie na temat wojny: jest dramatem, nieszczęściem. Ale bywa też wojna obronna: wojna, do której ma prawo napadnięte państwo, tak jak ma prawo bronić się napadnięty człowiek.
     Nie jestem politologiem ani specjalistą w strategiach militarnych. Przywołane zagadnienie wojny to jedynie pretekst do podjęcia tematu o walce, która toczy się w nas samych, mówiąc bardziej precyzyjnie: do zajęcia się walką duchową. Jest ona doświadczeniem każdego człowieka. Wydaje się jednak, że temat ten pomija się, mówiąc o rozwoju duchowym. Słowo "rozwój" sugeruje, że to rzeczywistość miła, łatwa i przyjemna, że powinna przebiegać w sposób łagodny. Jest inaczej. Są siły w nas i poza nami, które jak grawitacja ściągają nas w dół. W rozwój duchowy jest więc wpisana walka, trud, który służy pokonywaniu tych sił. Bez odkrycia tej prawdy trudno czasami zrozumieć siebie i zrobić krok naprzód.
     Wiara, rozwój duchowy, z którego wykluczymy walkę, może stać się ucieczką od życia, od prawdziwego wzrostu. W takim błędnym widzeniu traktujemy wiarę jako "coś", dzięki czemu nie będziemy cierpieć. Jeżeli więc ktoś odkryje prawdę o tym, że bez wiary przeżywa trudności, to wchodząc na drogi rozwoju duchowego, uważa, że teraz już nie będzie żadnych trudów. Zazwyczaj doświadcza na początku radości nowego życia, prawdziwej wolności. Po pewnym czasie jednak przychodzą zwątpienia, znużenia, niepowodzenia, doświadczenie upadków. Wielu wówczas mówi: "straciłem wiarę", "zatrzymałem się w miejscu", "jestem do niczego". Zaczyna wierzyć w to, że "dobre" się skończyło i nic już nie można zrobić. Wielu nie wie, co się z nimi dzieje, chodzi jak w amoku. Ten stan, w którym traci się nadzieję, to stan tych, którzy nie dostrzegają rzeczywistości walki duchowej, która toczy się w nas i o nas. Złożyli "broń", nie tworzą i nic realizują jakiejkolwiek strategii. Nie szukają nowych sił i pomysłów.
     Wszystko, co się rozwija, walczy. Gdyby drzewo nie walczyło, to złamana gałąź oznaczałaby koniec wzrostu. Widzimy nieraz jak całkiem złamane drzewo Tworzy nowy pień z nowej, niepozornej, wyrastającej z boku gałązki. Walczy dalej. Nie zauważając walki duchowej w naszym życiu, z miejsca jesteśmy skazani na klęskę.
     Brak świadomości walki w wymiarze duchowym powoduje także i to, że każdą złą myśl czy pragnienie wielu traktuje jako upadek, jako grzech. Pokusa nie jest jeszcze grzechem, nie jest jeszcze upadkiem. Właśnie wtedy rozpoczyna się walka, to znaczy rozumne działanie. Czytelny przykład znajdziemy w życiu uzależnionych od alkoholu. Kiedy przychodzi myśl o chęci wypicia, wiedzą oni, że należy działać: pójść na miting, zadzwonić do sponsora, zwrócić się do Boga o siłę. Owo działanie jest walką, nie z alkoholem, lecz z tym, co w nas chce nas zniszczyć. To "wojna obronna". Dobrze rozumiana walka duchowa, która jest naszym udziałem, niesie jeszcze coś: uszlachetnia nas. Jest to dziś chyba ostatnie miejsce, gdzie walka uszlachetnia. Skończył się bowiem w sztuce prowadzenia wojen czas rycerzy, tych, którzy trzymają się zasad, są szlachetni. Ktoś, kto pracuje nad sobą. prowadząc ową wewnętrzną "wojnę" (we właściwym tego słowa znaczeniu), staje się człowiekiem szlachetnym wobec siebie i innych. Zna wartość swoją, nie lekceważy przeciwnika (duchowego), szanuje każdego, przed kim staje: czy będzie to ktoś, kogo lubi czy nie. A jako rycerz, wie, że "jest na służbie króla". I tu rozgrywa się coś podstawowego w tej "wojnie", odpowiedź na pytanie: komu służę?
     Obraz walki rycerza może wydawać się archaiczny, czy jednak nic jest prawdziwy? Czy słowo "walka" nie wyjaśnia nam wielu naszych rozterek? Św. Paweł w Liście do Efezjan, mówiąc do chrześcijan z tamtej wspólnoty, wskazuje o jaką wojnę i o jaką zbroję w tej walce chodzi: "Stańcie więc do walki przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże - wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu!" (Ef 6.13-18).
     Wojna nie kojarzy nam się dobrze. A jednak w wymiarze duchowym jest czymś normalnym. Jest fragment Pisma Świętego, który zawsze powoduje mój uśmiech, a mówi o wojnie jak o najzwyklejszej rzeczy na świecie: "Na początku roku, gdy królowie zwykli wychodzić na wojnę..." (2 Sm 11,1). Tak po prostu... królowie zwykli wychodzić na wojnę... Może i nam trzeba na początku roku lak po prostu wyruszyć na wojnę duchową: z planem, programem działania, z podniesionym czołem ze "zbroją" - jak dzielni wojownicy - wiedząc, że nasza siła w Królu, któremu służymy.

Jan Karczewski OFMCap

do spisu treści


Copyright by OAT 2005

POMOC

ROZTROPNA POMOC CHORYM

ks. Marek Dziewiecki

Powinniśmy wyjaśniać tym, którzy proszą nas o pomoc,
że w obliczu trudności życiowych ich problemy nie są jedynie
wynikiem negatywnych uwarunkowań zewnętrznych, ale mają tez związek z ich wewnętrzną sytuacją i stopniem dojrzałości.

     Żyjemy w czasach, w których coraz więcej osób nie radzi sobie z codziennymi wymogami życia albo nie potrafi nawiązać dojrzałych kontaktów z innymi ludźmi. Takie osoby czują się słabe, w jakimś sensie chore, pokrzywdzone, poranione czy bezradne. Warto podkreślić fakt, że coraz częściej współczesny człowiek przeżywa niepokój i bezradność nie tylko wobec świata zewnętrznego, ale również wobec samego siebie: wobec własnych natarczywych myśli, bolesnych emocji, a także wobec własnych lęków, słabości, uzależnień. Znaczna część ludzi znajdujących się w tego typu sytuacji zwraca się z prośbą o pomoc do określonych osób czy instytucji, np. do kogoś z rodziny, do przyjaciół i duszpasterzy, do psychologów i terapeutów, do telefonu zaufania, do różnych poradni i ośrodków pomocy, do policji i prawników. Typową cechą zdecydowanej większości osób chorych czy niedojrzałych jest to, że zwracając się o pomoc, czynią to w taki sposób, aby to właśnie oni dyktowali warunki tym, od których oczekują pomocy. Dążąc do tego, by otrzymać pomoc na warunkach, które oni sami chcą określać, potrafią czynić to zwykle w sposób zamaskowany i trudny do odszyfrowania.
     Celem takiej manipulacji ze strony osób chorych, zaburzonych czy niedojrzałych jest przymuszanie innych ludzi do rozwiązywania za nich ich własnych problemów, z którymi się do nas zwracają. Innymi słowy tacy ludzie szukają wygodnych dla siebie, magicznych form wyjścia z przeżywanych problemów, aby uniknąć konieczności podjęcia wysiłku ze swej strony i dokonania zmian we własnym postępowaniu. Ludzie ci szukają zatem łatwego szczęścia i w tym celu potrafią świetnie manipulować, szantażować psychicznie, kłamać, wzbudzać litość, wykorzystywać naiwność lub brak doświadczenia u osób, do których zwracają się po pomoc. Przypatrzmy się bliżej temu zagadnieniu.
     Pierwszym przykładem ludzi, którzy mają tendencję do manipulowania nami pod pozorem szukania u nas pomocy i wsparcia, są niektóre grupy ludzi słabych czy chorych fizycznie. Już sama choroba fizyczna może być formą psychicznego szantażu. Dzieje się tak wtedy, gdy dany człowiek przerysowuje słabość swego organizmu, albo gdy wręcz wmawia sobie jakieś choroby. Coraz częściej bywa i tak, że choroba fizyczna jest efektem somatyzacji, czyli wyrażania za pomocą cielesnych słabości problemów, konfliktów i napięć spoza stery cielesnej. W taki sposób - zwłaszcza za pomocą trudności z układem oddechowym, trawiennym i z układem krążenia - wyrażane są np. nierozwiązane i często nieświadome napięcia i trudności w sferze psychicznej, moralnej, duchowej, religijnej i społecznej. Słabość fizyczna jest wtedy znakiem ucieczki od problemów w innych sferach ludzkiego życia, a jednocześnie pretekstem, by usprawiedliwić ucieczkę od problemów psychicznych, moralnych, duchowych, religijnych, rodzinnych czy społecznych. Wielu ludzi traktuje zatem swoje słabości czy dolegliwości fizyczne jako sposób na "usprawiedliwienie" popełnionych błędów, na uwolnienie się od wymagań i dyscypliny, na pobłażanie sobie i uleganie wygodnictwu.
     Drugim przykładem ludzi, którzy mają tendencje do manipulowania nami pod pretekstem szukania u nas pomocy i wsparcia, są niektóre osoby biedne materialnie lub udające, że znajdują się w skrajnie trudnej sytuacji finansowej. Także ci ludzie szukają wygodnej dla nich formy pomocy, co w tym przypadku oznacza zdobycie łatwych pieniędzy. Chcą otrzymywać pomoc ekonomiczną bez podjęcia jakiegokolwiek wysiłku z ich strony. Zwykle nie chcą pracować, zasłaniają się słabym zdrowiem czy niezdolnością do podjęcia określonego wysiłku. Jeśli te manipulacje nie okażą się skuteczne, wtedy udają skłonność do podjęcia pracy, ale usiłują dyktować nam - nierealne najczęściej -warunki, na jakich mogliby coś zrobić, albo pracują w taki sposób, aby ich zwolniono i aby znów mieli alibi do otrzymania darmowej pomocy. Roztropna postawa wobec takich ludzi polega najpierw na przypomnieniu im biblijnej zasady, że kto nie chce pracować, ten też niech nie je. Rozsądna pomoc w takiej sytuacji bywa nazywana w krajach niemieckojęzycznych "Hilfe zur Selbsthilfe". Oznacza ona takie pomaganie biednym czy bezrobotnym, aby uczynić ich zdolnymi do zapracowania na własne potrzeby, a nie by ich w tym wyręczać. Innymi słowy chodzi o to, by tego typu ludziom dać do ręki wędkę, a nie rybę. W praktyce może to oznaczać np. oferowanie pracy dorywczej czy sezonowej, albo pomaganie w zdobyciu nowych kwalifikacji. Nawet w sytuacjach skrajnych nie powinniśmy dawać pieniędzy, a jedynie żywność lub pomoc w opłaceniu np. kursu dla bezrobotnych.
     Trzecim przykładem ludzi, którzy mają tendencje do manipulowania nami pod pretekstem szukania u nas pomocy i wsparcia, są osoby przeżywające trudności psychiczne, rodzinne czy zawodowe. Również w tej grupie znaczna część ludzi posługuje się wobec nas manipulacją po to, by szukać łatwego szczęścia. Typowe strategie takiej manipulacji to: jednostronne i korzystne dla siebie przedstawianie danej sytuacji (np. konfliktów rodzinnych czy trudności w pracy zawodowej): umiejętne granie roli "ofiary": stawianie nas w roli "zbawiciela" i obarczanie nas odpowiedzialnością za ich los: sugerowanie, że nie mamy żadnej innej możliwości, jak tylko zaakceptować ich wizję rozwiązywania ich problemów: szantażowanie nas, że zrobią sobie krzywdę, gdy nie spełnimy ich życzeń czy żądań. Ponadto tego typu ludzie potrafią psychicznie "przyssać się" do osoby, która próbuje im pomóc i na różne sposoby wykorzystywać drugiego człowieka. Działają przy tym ze zdumiewającą nieraz fantazją, tupetem, a czasem wręcz z takim psychicznym okrucieństwem i sprytem, że osoba pomagają czuje się jak w matni. Przykładem klasycznym może być zachowanie alkoholika w czynnej fazie choroby, który zrobi wszystko, aby pomoc środowiska polegała na tolerowaniu jego choroby i na tworzeniu mu komfortu picia. Jeśli jednak osoby z najbliższego środowiska ulegną presji człowieka uzależnionego, wtedy wbrew swej woli pogorszą jedynie jego sytuację.

     Jak zatem powinniśmy reagować w obliczu osób, które próbują "rozwiązywać" swoje problemy naszym kosztem i dyktować nam warunki udzielania pomocy, o którą same przecież proszą? Pierwszym naszym zadaniem jest znajomość wyżej zasygnalizowanych strategii i mechanizmów, poprzez które osoby niedojrzałe, chore czy egoistyczne, próbują nami manipulować, by wymusić na nas gotowe, łatwe szczęście. Drugim zadaniem jest precyzyjne i stanowcze określenie warunków, na jakich możemy kontynuować naszą pomoc (np. wyznaczenie danej osobie obowiązku kontaktowania się z określonymi specjalistami czy instytucjami, dokonanie określonych zmian w zachowaniu, zerwanie określonych więzi, włączenie się w jakiś ruch samopomocy itd.). Jeśli osoba szukająca u nas pomocy nie spełni postawionych warunków, to powinniśmy stanowczo zrezygnować z udzielania dalszej pomocy. Trzecim zadaniem jest, wyjaśnianie tym, którzy u nas szukają pomocy, że to na nich samych, a nie na nas spoczywa odpowiedzialność za ich decyzje, zachowania i postawy. My możemy jedynie wskazać im alternatywne możliwości działania w danej sytuacji oraz wyjaśniać konsekwencje każdej z wybranych alternatyw. Po czwarte, powinniśmy wyjaśniać tym, którzy proszą nas o pomoc, że w obliczu poważniejszych trudności życiowych nie istnieje łatwe rozwiązanie i że ich problemy nie są jedynie wynikiem negatywnych uwarunkowań zewnętrznych, ale mają też związek z ich wewnętrzną sytuacją i stopniem dojrzałości. Po piąte, powinniśmy otwarcie uznać - przed samym sobą i przed drugim człowiekiem - granice naszych możliwości w udzielaniu pomocy tym, którzy nie radzą sobie z jakąś cząstką ich życia. Powinniśmy także zdawać sobie sprawę, że jesteśmy odpowiedzialni za jakość naszych postaw i zachowań wobec osób szukających pomocy, ale nie za sposób, w jaki osoby te zechcą (lub nie) skorzystać z naszej pomocy. Ks. Marek Dziewiecki

do spisu treści


Copyright by OAT 2005