
Strona główna
Trzeźwymi bądźcie
numer 1/2005
numer 2/2005
numer 3/2005
numer 4/2005
numer 5/2005
numer 6/2005
|
"Trzeźwymi bądźcie" nr 3/2005
SPIS TREŚCI
Wstęp, Krzysztof Kościelecki OFMCap
* Problemy alkoholowe i abstynencja*
Przyjaźń to wielki skarb, ks. Marek Dziewiecki
Przyjaźń to wielki skarb
Co z serca płynie, do serca trafia, Marek
Wiersze Pauliny Kasprzyckiej
Inaczej postrzegam świat niż dawniej, Anna Rak
Książki. Święci na trzecie tysiąclecie, Jan Karczewski OFMCap
Wydarzenia. Sąd nad alkoholem, Anna Rak
Porozmawiajmy... O przyjaźni,, Jan Karczewski OFMCap
Wkład "Trzeźwymi bądźcie" w duszpasterstwo trzeźwości, ks. Janusz Kochański
Terminarz Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości na 2005 rok
* Apostoł Trzeźwości*
Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Oświadczenie Zespołu Apostolstwa Trzeźwości
Sprawozdanie Zespołu Apostolstwa Trzeźwości
Refleksje homiletyczne. Z przyjaciółmi idzie się raźniej, Tadeusz Pulcyn
Z prasy, Zbigniew Olejnik
* Wspólnota Kościoła *
Klara i Franciszek, s. Grażyna klaryska kapucynka
Listy Apostolskie. Mane nobiscum Domine, Jan Paweł II
Powracające pytania. Celibat, Tadeusz Pulcyn
Wartości. Dar Boga, Grzegorz Łęcicki
Wideoteka. Filmy o przyjaźni, Bartłomiej Pulcyn
KLARA I FRANCISZEKS. Grażyna, klaryska kapucynka
Przyjaźń Franciszka i Klary jest świadectwem,
że Miłości można bezwarunkowo zawierzyć.
Mimo trudności i cierpień,
w przyjaźni odnaleźli prawdziwe szczęście.
"Słysząc rozmowy o Franciszku [Klara] zaraz zapragnęła go (...) widzieć." (Legenda o św. Klarze 5). Było to w czasie głośnych w Asyżu wydarzeń związanych z nawróceniem i zmianą stylu życia Franciszka. Klara miała wtedy około 17 lat, Franciszek 30. Wszystko wskazuje na to, że wcześniej się nie znali. Przeszkodą był nie tylko wiek, ale i ówczesna kultura, a także przepaść społeczna, jaka ich dzieliła; Klara była córką rycerza, Franciszek kupca, a więc zwykłego mieszczanina. A przepaść między tymi klasami była wówczas (początek XIII w.) dużo większa niż obecnie nam się wydaje.
Dlaczego więc ta młodziutka dziewczyna tak bardzo pragnęła spotkać się z Franciszkiem? Nie mogła to być ani zwykła ciekawość, bo tę powściągnęłoby ówczesne wychowanie, ani romantyczny niepokój dziewczyny, której ukochany robi coś intrygującego, a ona koniecznie chce go zrozumieć i przy nim pozostać, jak to przedstawiali niektórzy autorzy książek i scenariuszy filmowych. Odpowiedź znajdujemy w dalszym ciągu opowiadania br. Tomasza z Celano: "Natchnął ją do tego Ojciec duchów, od którego oni oboje otrzymali pierwsze inspiracje, chociaż każde z nich w inny sposób". Od razu widzimy na czym oparta była przyjaźń Franciszka i Klary: nie na naturalnej sympatii, ale na wspólnocie ducha, na jednym powołaniu.
Jest bardzo ciekawe, że wcześniej, kiedy rodzice mówili o jej małżeństwie, ona udawała, że chce je odłożyć na później, w rzeczywistości pragnąc poświęcić się wyłącznie Bogu. Jednocześnie nie wspominała nic o wstąpieniu do istniejących już wówczas zakonów. Prawdopodobnie nie miała jeszcze jasnej wizji własnego powołania, za czymś tęskniła, czegoś pragnęła, ale nie było to jeszcze skonkretyzowane. To, co słyszała o Franciszku, musiało odpowiadać jej wewnętrznemu pragnieniu, budzić tęsknotę, choć przecież jeszcze wtedy nie była zdecydowana co do rodzaju życia, jaki chce prowadzić. "Niemniej i on (Franciszek) pragnął widzieć się z nią i rozmawiać, słyszał bowiem o niej jako o dziewczynie bardzo bogatej w łaskę". Myślał nad tym, czy i w jaki sposób uda się ją wyrwać ze świata i oddać Chrystusowi. Ale i Franciszek nie miał jeszcze jasnej wizji życia Klary. "Spotyka się z nią, ale częściej ona z nim". To tak ładnie brzmiące zdanie wskazuje, że to raczej Klara przychodziła do Franciszka, że to bardziej ona potrzebowała tych spotkań. Rzeczywiście, Franciszek ukazywał jej wtedy piękno radykalnego życia Ewangelią, "słodycz zaślubin z Chrystusem", a przy tym marność świata. Klara całym sercem chłonęła jego słowa, odnajdywała w nich to, za czym tęskniła. "Zawierzyła więc całkowicie radzie Franciszka, wybierając go na swego przewodnika na drodze do Boga".
Franciszek nie tylko uczył jej życia Ewangelią, ale myślał też nad sposobem, w jaki miałaby go realizować. Nie mogła przecież tak po prostu przyłączyć się do braci. Z relacji świadków wynika zresztą, że jeszcze będąc w domu, Klara przejawiała skłonności raczej do życia kontemplacyjnego niż czynnego. Było też nie do pomyślenia, by rodzina zgodziła się na podjęcie przez nią życia w całkowitym ubóstwie, jak tego oboje pragnęli.
W tej sytuacji Franciszek, w porozumieniu z biskupem Asyżu, postanowił zorganizować jej ucieczkę z domu. Przedstawił swój plan, który ona chętnie, z wielkim męstwem podjęła. Uciekła z domu w noc po Niedzieli Palmowej; bracia przyjęli ją w kościółku Matki Bożej Anielskiej, a następnie odprowadzili do pobliskiego klasztoru Benedyktynek. Tu miała czekać aż Pan objawi swą wolę. Był to bardzo ważny czas, w którym Klara musiała samodzielnie stawić czoła rodzinie gotowej nawet przemocą wyrwać ją z klasztoru, ale także podjąć ostateczną decyzję, która zależała wyłącznie od niej. Klara przekonała się, że jej miejscem nie jest klasztor mniszek, nie znajdowała w nim spokoju. Wtedy to Franciszek przeniósł ją i jej pierwsze towarzyszki do ubogiego i małego klasztoru św. Damiana, gdzie miały prowadzić życie modlitwy i pokuty w klauzurze, zgodnie z natchnieniem jakie oboje otrzymali, a które obecnie nazywamy duchowością franciszkańską.
Franciszek troszczył się więc nie tylko o rozwój duchowy Klary i jej sióstr, ale również o sprawy organizacyjne, a także zapewnił im warunki materialne. Ich przyjaźń stawała się coraz bliższa: Franciszek był nauczycielem, przewodnikiem; to on wydobywał i nazywał to, co przeżywała Klara; ona była bardzo otwarta, oddana, gotowa do heroizmu. Franciszek odnalazł w niej bratnią duszę, z którą doskonale się rozumiał, której mógł powierzyć to, co miał najdroższego.
Klara stała się jego "roślinką", jak sama siebie później nazywała, o którą Franciszek bardzo się troszczył, którą pielęgnował i dbał o jej wzrost; ona zaś była jego ogromną radością, pociechą i umocnieniem. Widział jak potrafi realizować jego najpiękniejsze i największe ideały, co było dla niego ogromnym umocnieniem zwłaszcza, że był nie rozumiany przez wielu braci, a w Zakonie coraz wyraźniej zarysowywały się podziały.
Choć nie ulega wątpliwości, że wzajemne zainteresowanie Franciszka i Klary sobą nawzajem powstało dzięki wspólnocie ducha, to jednak ich relacja była również bardzo ludzka, pełna ciepła, uczucia. Źródła niejednokrotnie mówią o czułej wręcz trosce, jaką Franciszek otaczał Klarę i jej siostry; natomiast lektura pism Klary nie pozostawia najmniejszych wątpliwości co do gorących uczuć, jakimi Klara darzyła Franciszka; dotyczy to również pism pisanych wiele lat po jego śmierci - takich jak Testament. Najbardziej wymownym w tym względzie jest opis ostatniej choroby Franciszka, zapisany m.in. w Zbiorze Asyskim (nr 13), gdzie jest mowa o obawie Klary, wówczas również ciężko chorej, "że umrze wcześniej aniżeli błogosławiony Franciszek".
Przesłała wówczas Franciszkowi list. "Ten zaś (...) wzruszył się głęboko(...). Celem pocieszenia jej, przesłał jej swoje błogosławieństwo", przebaczenie wszystkich ewentualnych uchybień, a także zapewnienie, że jeszcze go przed swoją śmiercią zobaczy i będzie to dla niej wielką pociechą. Rzeczywiście tak się stało, ale pewnie trochę inaczej niż się Klara spodziewała: po śmierci Franciszka bracia zanieśli jego ciało do św. Damiana, gdzie siostry mogły je oglądać przez okienko w kracie. Nie kryły swego bólu, ale pociechą był dla nich widok stygmatów wyciśniętych na ciele ich Ojca. Nieprawdą jest natomiast jakoby Klara opiekowała się chorym Franciszkiem i odwiedzała go w ogrodzie. Jakiś czas "mieszkał on w pobliżu św. Damiana" (Zbiór Asyski 83), ale w celi braci, którzy kwestowali na rzecz sióstr, a nie w klauzurze klarysek. Napisał zresztą wówczas "Zachętę dla Ubogich Pań" i przesłał ją siostrom, co byłoby przecież niepotrzebne, gdyby się z nimi spotykał.
Uderza fakt, że w wyrażaniu swych uczuć Franciszek i Klara byli wolni, nie kryli się z nimi, ale też we wzajemnych relacjach nie byli czułostkowi, nie było też między nimi żadnej dwuznaczności. Nie było w nich najmniejszej obawy o zdradę powołania - ich miłość była mocno zakorzeniona w miłości Boga, a celem ich więzi było coraz doskonalsze służenie Mu.
W źródłach biograficznych św. Franciszka bardzo prosto jest ukazana jego słabość w stosunku do płci pięknej. Franciszek nie mógł sobie ufać, nie był też lekkomyślny i unikał okazji do rodzenia się w nim pokus w tej dziedzinie, bardzo przestrzegał też przed tym braci. A jednak w stosunku do Klary nie obawiał się niczego. Ówczesne kanony hagiograficzne były inne niż obecnie - nie dbano wówczas o ścisłość faktów i chronologię, ważniejsze było ukazanie sylwetki świętego. Nie wiemy więc, czy Franciszek rzeczywiście powiedział, że z twarzy rozpoznałby tylko dwie kobiety (br. Tomasz z Celano, Życiorys drugi św. Franciszka, s. 112), czy jest to sposób wyrażenia przez autora dzieła jego dystansu i ostrożności w relacjach z paniami. Owe dwie kobiety, na które nie wahał się patrzeć, jak się powszechnie przyjmuje, to właśnie Klara i pani Jakobina Settessoli, jego świecka przyjaciółka, którą nazywał "bratem Jakobiną".
Franciszek potrafił wyrzec się bezpośredniego kontaktu z Klarą i jej siostrami, ale nie przestał troszczyć się o nie przez pisma i posługę duchową braci. Klara w tym względzie była innego zdania. Kiedy Franciszek stanowczo zakazał braciom odwiedzać klasztory sióstr bez specjalnego pozwolenia Stolicy Apostolskiej, jej reakcja była natychmiastowa i stanowcza: od razu odesłała również braci kwestujących na rzecz sióstr - bo skoro pozbawia się je pokarmu Słowa Bożego, to nie chcą też mieć pokarmu doczesnego. Był to więc - ni mniej ni więcej - strajk głodowy damianitek. Franciszek ustąpił, złagodził zakaz, uzależniając pozwolenie od ministra prowincjalnego. Ten fakt ukazuje - po pierwsze, że Klara nie widziała najmniejszego niebezpieczeństwa w odwiedzinach braci, uważała wręcz za niemożliwe życie bez ich pomocy i kierownictwa, a po drugie, samodzielność Klary. Była posłuszna Franciszkowi, we wszystkich pismach wyraźnie wskazuje na niego jako założyciela zakonu i swojego nauczyciela. Nie była to jednak ślepa uległość i bezkrytyczna bierność.
Klara była osobą bardzo wrażliwą i delikatną, ale jednocześnie mocną i zdecydowaną. Doskonale zdawała sobie sprawę z bezpośredniego działania w niej łaski Bożej: "Gdy najwyższy Ojciec niebieski raczył oświecić moje serce swoją łaską, abym czyniła pokutę za przykładem i według nauki świętego naszego Ojca Franciszka..." (Reguła św. Klary 6, 1). Dlatego właśnie Franciszek mógł Klarze ufać, mógł śmiało powierzyć jej kierowanie klasztorem sióstr, a także samemu korzystać z jej rady i pomocy. Nie ma o tym wzmianek w źródłach, ale była na pewno dla niego wsparciem, gdy miał wątpliwości, gdy trudności z braćmi zdawały się przerastać jego siły.
Już po śmierci Franciszka, kiedy wśród braci bardzo mocno ujawniły się spory dotyczące duchowości, kiedy było jasne jak wielu braci nie rozumiało Franciszka i swego powołania, Klara nie tylko pozostała mu wierna, ale własnym życiem ukazywała istotę franciszkańskiego charyzmatu i umacniała braci pragnących go realizować. Najlepszym na to dowodem jest ich obecność przy łożu śmierci Klary i szczery ból z jej odejścia. Ta stałość, mimo wielu przeszkód, byłaby niemożliwa bez osobistej pewności. A jednocześnie Klara do końca życia (żyła jeszcze 27 lat po jego śmierci) czule wspominała Franciszka i powoływała się na jego autorytet.
Najważniejszą cechą duchowości franciszkańskiej jest żarliwa, pełna uczucia miłość do Boga. Miłość, która pragnie upodobnienia, nieustannego bycia z Nim. Nie jest to Bóg odległy, nieosiągalny, ale dobry Ojciec pochylający się nad swymi dziećmi, zatroskany o ich zbawienie. To Bóg, który w Synu stał się nam tak niesamowicie bliski. Franciszek i Klara chcieli po prostu być z Nim. I właśnie w Nim odnajdywać bliskość ze wszystkimi ludźmi.
Franciszek z Klarą byli nie tyle obok siebie, ile stali się jednością. Franciszek nigdy dla Klary nie umarł, żył w niej nadal, bo takiej jedności nie da się rozdzielić. Oni po prostu spotkali Wieczną Miłość, tej Miłości niepodzielnie się oddali i pozwolili, by to Ona kochała w nich. Związek, który w ten sposób między nimi powstał nie był miłością oblubieńczą, nie było w nim wyłączności - ta Miłość, która w nich była, kochała wszystkich i wszystko, głębokie więzy przyjaźni łączyły ich również z innymi osobami. A jednocześnie była tak silna, piękna, tak prawdziwa: pełna wzajemnej troski, oddania, współczucia, ciepła, pozbawiona egoizmu, chęci zagarnięcia, pozostawiająca wolność.
Franciszek z Klarą odnaleźli i pięknie potrafili zrealizować tę komplementarność jaką zamierzył Stwórca w stosunku do kobiety i mężczyzny. Potrafili zresztą połączyć różne jej aspekty: była to jednocześnie relacja ojca i córki, brata i siostry, przyjaciół wspólnie przemierzających jedną drogę... Ich miłość jest nie tylko dowodem na to, że możliwa jest przyjaźń między mężczyzną i kobietą, ale też jasno ukazuje prawdziwe źródło i cel każdej miłości, również małżeńskiej.
S. Grażyna, klaryska kapucynka

Copyright by OAT 2005
CELIBAT
Tadeusz Pulcyn
W maju i czerwcu najczęściej w naszym Kościele klerycy przyjmują święcenia kapłańskie i w tych miesiącach od lat ożywa dyskusja na temat celibatu - bezżeństwa księży. Jak rozumiano nakaz celibatu w ciągu wieków? Czy średniowieczni kanoniści pojmowali go tak samo jak współcześni? Jakie ma on znaczenie dla Kościoła katolickiego?
Warto wiedzieć, że wielu religiach rezygnacja z małżeństwa - jest uważana za ideał życia, wymagany od duchownych. W chrześcijaństwie podejmowany jest dobrowolnie w duchu wiary jako zobowiązanie, najczęściej połączone ze ślubem czystości lub wyższymi święceniami (diakonat, kapłaństwo). W Kościele rzymsko-katolickim celibat jest usankcjonowany prawnie, w Kościołach wschodnich - częściowo.
W Piśmie Świętym nie ma wyraźnych tekstów nakazujących zachowywanie celibatu członkom jakiejś grupy społecznej lub religijnej. W Starym Testamencie są tylko nieliczne wzmianki o osobach pozostających w celibacie; na przykład Jeremiaszowi (Jr 16, 2) Bóg zaleca, aby nie brał sobie żony. W czasach Chrystusa rabini głosili, że wszystkich obowiązuje zawieranie małżeństwa, a kto lekceważy ten nakaz sprzeciwia się woli Boga. Jedynie usprawiedliwieni mogli być ci, co z natury nie nadawali się do małżeństwa. Tymczasem Chrystus, wybierając życie w celibacie, wskazał na nowy porządek. Głosił, że małżeństwo ma charakter doczesny (Mt 22, 30), a celibat jest darem łaski dla tych, którzy odczytali i zaakceptowali wezwanie do życia w celibacie ze względu na Królestwo Boże (por. Mt 19, 29; Łk 18, 29).
Istnieje całkowicie niekwestionowana teza - uzasadnia ks. prof. Grzegorz Ryś z Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie - że Kościół znał celibat od czasów starożytnych, przynajmniej od IV wieku, a na pewno ostatecznie zadekretował go w wieku XI i XII. Przez większą część swojej historii Kościół rozumiał celibat jako wstrzemięźliwość seksualną księdza, niezależnie od tego czy żył w rodzinie czy samotnie. Przez wiele wieków wyświęcano żonatych mężczyzn, jednak zakładano, że przyjęcie wyższych święceń kapłańskich wyklucza normalne życie małżeńskie. W tym duchu wypowiadają się papieże już w IV wieku. Jeśli zaś pytamy o celibat w takim znaczeniu, jak go dzisiaj rozumiemy, to sprawa nie jest wcale taka dawna. Istotny zapis znajdujemy - twierdzi historyk Kościoła - dopiero w kodeksie z 1917 roku. Powołuje się on na prawodawstwo soboru trydenckiego. Czytając tekst trydencki, widzimy jednak, że nie jest on jednoznaczny. O soborze Trydenckim mówi się, że wprowadzając instytucję seminarium duchownego wprowadził celibat. Ale nie odbyło się to tak szybko i mechanicznie. Nowy system kształcenia potrzebował około 200-300 lat, żeby w pełni funkcjonować i objąć wszystkich kandydatów do kapłaństwa.
Ks. prof. Ryś przekonuje, że jego wypowiedź nie podważa starożytność celibatu i nie może być potraktowana jako dowód przeciw samemu celibatowi. Natomiast jest dowodem "przeciwko dążeniu niektórych teologów, którzy, powołując się na historię, chcą wpisać celibat w naturę kapłaństwa. A przecież to podważałoby nasze korzenie: musielibyśmy zapytać o wszystkich żonatych duchownych w okresie starożytnym i w średniowieczu.
Ojciec Święty, mówiąc dziś o celibacie, rzadko odnosi się do dowodów historycznych. Raczej wskazuje na duchowość celibatu, duchowość oblubieńczą księdza wobec Kościoła: "Właściwe życie duchowe kapłana wymaga, by celibat był rozumiany i przeżywany nie jako rzeczywistość oderwana lub negatywna, lecz jedynie jako aspekt pozytywnego ukierunkowania, właściwego kapłanowi dla niego charakterystycznego. On bowiem, opuszczając ojca i matkę, idzie z Jezusem Dobrym Pasterzem i we wspólnocie apostolskiej służy Ludowi Bożemu..." Sobór Watykański II ukazał potrzebę celibatu duchownych, a jako uzasadnienie podał: aby "łatwiej niepodzielnym sercem (1 Kor 7, 32-34) poświęcali się Bogu" (KK 42). Paweł VI w encyklice Sacerdotalis celibatus z 24 VI 1967 roku. potwierdził dotychczasowe prawo Kościoła w zakresie celibatu duchownych. Pojawiły się jednak pytania, czy Kościół ma prawo zobowiązywać duchownych do przyjęcia celibatu, skoro Chrystus zostawił swoim uczniom prawo wyboru stanu życiowego?
Również wśród wiernych Kościoła pojawiają się głosy, że celibat powinien być zniesiony, ponieważ nie służy Kościołowi. Psychologowie udowadniają, że jest niezgodny z naturą człowieka, gdyż hamuje libido. Wspierani przez psychologów historycy i teologowie, a najczęściej publicyści, szukają argumentów za i przeciw. Media nagłaśniają pojedyncze przypadki odejścia od kapłaństwa z powodu niezdolności wytrwania w celibacie. Publicyści podkreślają, że celibat w jakiś sposób "tłamsi" człowieka, ogranicza jego potrzeby związane z płciowością. Czy tak jest w istocie?
"Jest wiele różnych rzeczy, które mogą człowieka ograniczać i tłamsić - niekoniecznie celibat - powiada dominikanin ojciec Wojciech Giertych. - W celibacie najważniejsze jest pytanie o to, w jaki sposób się go przeżywa. Należy zawsze zapytać z jakiego powodu ktoś decyduje się zostać kapłanem i przyjąć celibat. Czy robi to rzeczywiście ze względu na Boga, czy też jest w tym np. jakiś motyw ucieczki, poszukiwania wygody, a może przymusu ze strony rodziny. Jeśli człowiek wybiera kapłaństwo ze względu na Boga, to szybko staje się człowiekiem o zintegrowanej osobowości i wtedy rezygnacja z życia seksualnego nie niesie ze sobą represji ani zahamowań.
Pytanie o to, czy w każdym człowieku, który decyduje się na kapłaństwo, motywacja nadprzyrodzona jest pierwszoplanowa, pozostaje otwarte. Ale warto pamiętać, że również w małżeństwie ludzie mają problemy z seksem. W małżeństwie też nie jest łatwo, trudno jest bowiem wpisać płciowość w miłość i to w miłość najwyższego gatunku, czyli kochanie drugiego człowieka ze względu na Pana Boga. Jeżeli takiej miłości w małżeństwie zabraknie, to również tam może dojść do manipulowania sobą nawzajem, do posługiwania się drugim wyłącznie dla zaspokojenia swoich namiętności". Skoro jednak celibat kapłański nie obowiązywał od początku Kościoła, to może należałoby wrócić do pierwotnej praktyki? Właściwie dlaczego dla realizacji kapłaństwa konieczny jest celibat? - indagują dziennikarze.
"Celibat w istocie nie wiąże się z kapłaństwem, natomiast doświadczenie Kościoła zachodniego jest takie, że celibat bardzo wzmacnia pozycję kapłana i ułatwia mu orientację na Pana Boga. Sprawia również, że kapłan jest bardziej dyspozycyjny wobec Kościoła i bardziej odporny na presję polityczną czy społeczną. Łatwiej zmanipulować kapłanem, łatwiej go zastraszyć, kiedy ma rodzinę i dzieci. Celibat sprawia, że kapłan jest bardziej wolny, dlatego Kościół zdecydował się na takie właśnie rozwiązanie - przekonuje ojciec Wojciech. - Kościół na pewno nie uważa, że celibat jest istotą kapłaństwa. W Kościele katolickim są żonaci księża, choćby w obrządku wschodnim. Zdarzają się również tacy w obrządku łacińskim. Są to księża, którzy wcześniej byli duchownymi protestanckimi i przeszli na katolicyzm. Jeśli pragną być kapłanami, zostają wyświęceni, mimo że są żonaci. W Anglii jest sporo takich przypadków, zdarzają się parafie katolickie, które prowadzą żonaci księża, którzy wcześniej byli duchownymi anglikańskimi. Ale to nie zmienia praktyki Kościoła łacińskiego, że normą jest duchowieństwo żyjące w celibacie".
U wielu ludów w religiach poza chrześcijańskich panuje przekonanie, że obcowanie płciowe sprowadza nieczystość i wzmaga moce szkodliwe dla jednostki i społeczeństwa; wszelka asceza, zwłaszcza wstrzemięźliwość płciowa, udziela natomiast człowiekowi siły wewnętrznej, oczyszcza i dysponuje go do wypełniania funkcji religijnych; dlatego też osoba poświęcona Bogu nie może należeć do drugiego człowieka. Wśród ludów kultur niższych kapłani, rodzimi lekarze, rzadko zobowiązani są do stałego zachowywania celibatu (niektóre plemiona indiańskie Ameryki Pn, Kałmucy znad Wołgi, Todowie z Madrasu); ich i innych członków społeczności obowiązuje natomiast okresowa wstrzemięźliwość seksualna przed sprawowaniem ceremonii religijnych, wojnami, ważnymi czynnościami, np. przed polowaniem, połowem ryb czy żniwami.
W starożytnej Grecji niektóre kapłanki (np. w Delfach i Argos) oraz kapłani bogini Demeter, prowadzący misteria w Attyce, żyli w celibacie. Również westalki, kapłanki rzymskiej bogini Westy, wybierane w wieku 6-10 lat, były zobowiązane do zachowywania celibatu przez 30 lat służby w świątyni. Złamanie ślubu dziewictwa groziło pogrzebaniem żywcem. Także meksykańskie kapłanki i peruwiańskie Panny Słońca (tzn. małżonki boga Słońca) były karane śmiercią za złamanie celibatu.
W religiach wyższych cywilizacji z rozwiniętym życiem wspólnotowym, mniszym - celibat stanowi ważny element życia zakonnego - będącego doskonalszą formą życia religijnego.
W islamie, poza ugrupowaniami mistyków, celibatu raczej nie znano. Rozwijał się przede wszystkim w Indiach w związku z pojawieniem się pierwszych anachoretów - wędrownych mnichów kontemplujących Boga. Ideał mnicha, żyjącego w ubóstwie i celibacie, wysoko cenili wyznawcy hinduizmu. W nawiązaniu do tych tradycji dżinizm, podejmując ideę monastyczną, stworzył wspólnoty wyraźnie oddzielone od świeckich; mnisi i mniszki zobowiązani są do celibatu; niewierność w tym względzie karana jest wykluczeniem z zakonu.
Wraz z ekspansją buddyzmu celibat wprowadzono do Tybetu, Chin, Korei i Japonii; mnisi, przyjmowali tam coraz częściej funkcje kapłańskie, ale nie zawsze przestrzegali celibat; żonaty był np. jeden z najsławniejszych misjonarzy buddyjskich, Padmasambhawa, który wprowadził buddyzm do Tybetu. W XIV wieku lama Tsongkhapa (1357-1419), zreformował buddyzm tybetański (lamaizm) i założył tam "żółty Kościół", wprowadził do klasztorów bezwzględny celibat, który do dziś obowiązuje. Tak samo rygorystycznie przestrzegany jest w taoizmie; w Japonii i na całym Półwyspie Koreańskim.
W Kościołach wschodnich w pierwszych wiekach chrześcijaństwa przyjęto praktykę udzielania święceń kapłanom żonatym; jedynie w dni sprawowania służby Bożej zobowiązani byli do wstrzemięźliwości. Biskupi natomiast musieli bezwzględnie przestrzegać celibatu; jeśli zaś przyjmowali sakrę żonaci, żona musiała wstąpić do oddalonego od rezydencji biskupiej klasztoru. Kościoły lub diecezje powracające po schizmie wschodniej
do jedności z Kościołem rzymskim, zachowywały dawne zwyczaje, tylko niektóre z nich wprowadzały celibat duchowieństwa.
Dziś w katolickich Kościołach wschodnich brak jednolitego ustosunkowania się do celibatu; w niektórych istnieją duchowni zarówno żonaci, jak i bezżenni (Grecy, Italo-Grecy w południowych Włoszech i na Sycylii), bądź też w pełni utrzymuje się zwyczaj kleru żonatego (Bułgarzy, Rumuni, maronici). Celibat zachowują duchowni, którzy wywodzą się z seminariów duchownych prowadzonych przez łacinników. Stopniowo też wprowadzali celibat katolicy białoruscy i ukraińscy Kościoła unickiego. Od 1929 roku obowiązuje zarządzenie - Kongregacji Kościołów Wschodnich - by w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii udzielać święceń kapłańskich jedynie osobom żyjącym w celibacie, a pracę duszpasterską powierzać wyłącznie kapłanom bezżennym.
W Kościele prawosławnym skoncentrowano uwagę na wypowiedziach św. Pawła Apostoła dotyczących mał-żeństwa wszystkich chrześcijan (Ef 5,22-33), co spowodowało małe zainteresowanie problemem celibatu duchowieństwa. Duchowni mieli być przykładem postępowania dla wiernych, dlatego wspomnianym tekstem posługiwano się równocześnie jako argumentem przeciw celibatowi.
Cerkiew domaga się zachowania celibatu jedynie przez tych, którzy przyjęli wyższe święcenia w stanie bezżennym. Akceptuje także praktykę celibatu, do którego są zobowiązani ludzie żyjący w monasterach. Powoływanie na biskupów osób żyjących w celibacie wpłynęło na powstanie tradycji, że biskupami mogą zostać jedynie zakonnicy, a także owdowiali lub rozwiedzeni duchowni po wstąpieniu do zakonu. Kapłani i diakoni zobowiązani są jedynie do przestrzegania wstrzemięźliwości.
W Kościołach protestanckich, wbrew rozpowszechnionej opinii, nie przeciwstawiano się celibatowi. Reformacja występowała natomiast zdecydowanie przeciw celibatowi narzuconemu prawem (Apologia Augsburskiego Wyznania Wiary). Odrzucenie nakazu celibatu uzasadniano m.in. Prawem Bożym (według Księgi Rodzaju obie płci zostały przez Boga przyporządkowane sobie), prawem naturalnym (niezmiennym i rodzącym niepozbywalne uprawnienie), postawą Chrystusa (który wstrzemięźliwość płciową traktował jako dar Boży i zalecał ją, ale nie nakazywał), nauką Pawła Apostoła (1 Kor 7,2; 1 Kor 7,9), nauką o usprawiedliwieniu, które osiąga się nie dzięki dziewictwu ani nie dzięki małżeństwu, ale darmo, ze względu na Chrystusa. Protestanci podkreślają, że narzucany prawem celibat może prowadzić do zakłamania, lenistwa, grzechów nieczystych, a ostatecznie stać się przyczyną wiecznego zatracenia.
Warto wiedzieć, że Marcin Luter pozostawał celibatariuszem do 1525 roku; zawarł związek małżeński dopiero pod silnym naciskiem przyjaciół, którzy obawiali się, że bezżeństwo ojca reformacji może być błędnie interpretowane jako dowód nieszczerości krytyki katolickich norm odnoszących się do celibatu. Jan Kalwin również późno wstąpił w związek małżeński (1540); dopiero wtedy, gdy praktyka małżeństwa duchownych stała się już powszechna w Kościołach poreformacyjnych.
Słowem, są motywacje negatywne i pozytywne wyboru życia w celibacie. Jedną z przyczyn negatywnych późniejszej bezżenności mogą być przeżyte, szczególnie w pierwszych latach dzieciństwa, zakłócenia w rodzinnych relacjach międzyosobowych. Osoby niedojrzałe uczuciowo, z zaburzeniami w sferze seksualnej (nieraz nieuświadomionymi), niezdolne do partnerskiego związku, często też podejmują decyzję życia w celibacie (czasem dorabiają sobie ideologię religijną i wówczas chcą łączyć celibat ze święceniami kapłańskimi lub ślubami zakonnymi). Na skutek różnych doświadczeń życiowych, opóźniony proces dojrzewania może zostać uzupełniony, a zahamowania wewnętrzne odnośnie do małżeństwa mogą ustąpić i wówczas zjawia się silna potrzeba kontaktu heteroseksualnego, co utrudnia wytrwanie w celibacie.
Jeżeli wybór życia w celibacie jest pozytywnym, wewnętrznie dojrzałym i wolnym zaakceptowaniem drogi powołania życiowego, wtedy daje szansę rozwoju i realizacji siebie. Gdy ktoś akceptuje siebie ze swą cielesnością i seksualnością, może podjąć decyzję życia w bezżenności, ze względów naturalnych (np. całkowitego poświęcenia się pracy artystycznej, naukowej, wychowawczej) lub nadprzyrodzonych (ze względu na Boga). W przypadku obrania drogi życia kapłańskiego lub zakonnego, na których Kościół domaga się życia w celibacie, decyzja o przyjęciu celibatu nie powinna być wymuszona chęcią realizacji wzniosłych idei powołaniowych. "Najbardziej prawidłowa sytuacja jest wtedy, kiedy kandydat do stanu duchownego wybrałby celibat, nawet gdyby Kościół nie żądał od niego takiej decyzji. Człowiek żonaty realizuje humanizację swej seksualności w małżeństwie i w pierwszym rzędzie angażuje się w rodzinę, natomiast celibatariusz powinien przeżywać humanizację swej seksualności: na drodze naturalnej poprzez twórczość artystyczną, naukową, czy wychowawczą i kontakty międzyludzkie, a na drodze kapłańskiej lub zakonnej poprzez miłość Boga oraz różne formy zaangażowania w służbę dla bliźnich. Celibat i małżeństwo, zgodnie z odczytanym powołaniem życiowym, są równouprawnionymi drogami integracji osobowej i osiągania świętości, do której są wezwani wszyscy chrześcijanie".
"Bardzo wcześnie uświadomiłem sobie - zwierza się jeden z księży katolickich - że w kapłaństwo wpisany jest wybór celibatu. Początkowo postrzegałem go przede wszystkim jako rezygnację ze związku z kobietą. Na szczęście Jezus dał mi także pragnienie bycia uczciwym wobec dziewcząt. Niektóre z nich bardzo mi się podobały, cieszyłem się ich urodą, ale godziłem się na to, że droga, na którą wkraczam, będzie inna. Gdy po latach przeglądam zdjęcia mojej klasy z liceum, to upewniam się, że miałem wspaniałe koleżanki - piękne i to nie tylko zewnętrznie.
Z ogromną wdzięcznością wspominam to, że jako kleryk mogłem towarzyszyć swoim przyjaciołom w ich drodze do małżeństwa. Spotykaliśmy się, gdy tylko było to możliwe, a oni dzielili się ze mną radością swego zakochania, a także trudem budowania bliższych relacji. Jako diakon uczestniczyłem w ich ślubie. Do dziś łączy nas serdeczna przyjaźń, ale tamte pierwsze lata były dla mnie szczególnie cenne. Gdy patrzyłem na ich miłość, zadawałem sobie pytanie, czy jestem zakochany w Chrystusie tak, jak oni w sobie. Nie czułem tego na poziomie emocji, ale w tych spotkaniach umacniał się mój wybór i przekonanie, że również ja mogę iść do święceń tylko z miłości.
Czasem myślałem, czy mój wybór nie jest zamaskowaną ucieczką przed trudami życia rodzinnego. Zastanawiałem się, czy mógłbym być mężem i ojcem. Pojawiało się wtedy we mnie spokojne przekonanie, ze nie uciekam, lecz idę własną, inną drogą; że Pan chce, bym kochał ludzi, do których mnie poprowadzi. Rozumiałem, że ani moje życie nie będzie łatwiejsze w celibacie, ani ich życie nie będzie łatwiejsze tylko dlatego, że są we dwoje".
Powszechna wrzawa wokół celibatu nikogo dziś nie dziwi i, co ważne, celibat nie jest dziś tematem tabu w Kościele.
Tadeusz Pulcyn

Copyright by OAT 2005
|
|