strona główna

dwumiesięcznik
numer specjalny
numer 1/2000
numer 2/2000
numer 3/2000
numer 4/2000
numer 5/2000
numer 6/2000
okładkaNumer 1/2000
SPIS TREŚCI

Wstęp, Krzysztof Kościelecki OFMCap

* Problemy alkoholowe i abstynencja*

Współuzaieżnienie: Czym jest i jak je przezwyciężać, ks. Marek Dziewiecki
Wiersze ks. Janusza Stanisława Pasierba
Nastolatki i alkohol, Renata Durda
Szansa na nowe życie, Anna Rak
Zdrowie i trzeźwość a świat wartości, Piotr Szczukiewicz
Spostrzeżenia. Specyfika polskiego Ruchu AA, Krzysztof Kościelecki OFMCap
W skrócie, M.S.
Terminarz Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości

* Apostoł Trzeźwości*

Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Abstynencja, bp August Egger
Synod Płocki, ks. Zbigniew Kaniecki
Refleksje. Bóg wysłuchuje każdego, Zofia Ziarko
Nie ma innej rady, Benedykt Dybowski
Nawoływanie do poświęceń nie wystarczy, bp Władysław Bandurski
Dokumenty
Multiuzależnienia, Robert Waśkiewicz
W skrócie, J.K.
Porozmawiajmy o radości, Jan Karczewski OFMCap
Z prasy.Ocena GUS, Z.O.
Inicjatywy. Spotkania w Rzepiskach, Monika Skarżyńska
Czytelnicy piszą, Edyta

* Wspólnota Kościola*

Zaproszeni na ucztę, Tadeusz Pulcyn
Męstwo, Edward Garstka
Biblia dla dzieci, Edward Garstka

Jawnie i cynicznie, PARPA


PROBLEMY ALKOHOLOWE I ABSTYNENCJA

Zdrowie i trzeźwość a świat wartości

Piotr Szczukiewicz

Proces trzeźwienia ma swoje etapy i nie od razu wyraźnie widać powiązanie trzeźwości ze sferą wartości. Nie od razu też trzeźwość jest wartościowa w sensie społecznym. Pierwszy etap wiąże się bowiem z przeżywaniem niepewności i lęku, a indywidualne wartości gubią się w chaosie emocjonalnego przeżywania trudnej sytuacji, jaką bywa np. terapia grupowa. Normy postępowania nie stanowią wtedy dostatecznego drogowskazu do podejmowania decyzji życiowych. Inni ludzie mogą być spostrzegani jako zagrażający i nieprzewidywalni. Trzeźwość polega wtedy głównie na utrzymywaniu abstynencji.

     W dziedzinie zdrowia psychicznego ostatnie dziesiątki lat przyniosły wiele badań, w których potwierdza się, że to, co dla człowieka ważne, co nadaje jego życiu znaczenie, co liczy się w jego środowisku, co ukierunkowuje ludzką aktywność - a więc wartości właśnie - stanowi o sile bądź słabości psychicznej człowieka. Również w samej chorobie alkoholowej nie sposób myśleć o pełnym powrocie do zdrowia bez wprowadzenia ładu w obszarze życiowych wartości, czy też Jak to się inaczej określa, bez uzdrowienia sfery duchowej. Chciałbym w tym artykule odnieść się do kwestii wartości w procesie trzeźwienia, a także poruszyć sprawę związków między zdrowiem i trzeźwością, które mogą być istotne w wymiarze społecznym. W tytule TRZEŹWOŚĆ staje w sąsiedztwie dwóch innych rzeczywistości, mianowicie ZDROWIA i WARTOŚCI. Wydaje ml się, że nie da się mówić o trzeźwości bez tego kontekstu: zdrowego życia l życia według wartości. Chciałbym uzasadnić, jak ściśle potrafią wiązać się te sfery i wskazać na pewną niedocenianą jeszcze czasem prawdę, że zarówno zdrowie jak i trzeźwość są nie tylko wartościami osobistymi, a więc czymś istotnym dla człowieka w perspektywie osobistego rozwoju, ale są także wartościami społecznymi, to znaczy stanowią pożądane, cenne i pożyteczne elementy budujące i służące społeczności.

Zdrowie i trzeźwość jako wartości

     Zazwyczaj ludzie bardzo wysoko cenią sobie zdrowie i zgadzają się, że jest to wartość podstawowa, tak jak życie, która umożliwia aktywność i ułatwia realizowanie innych wartości. Zwykle także na co dzień uświadamiamy sobie dość dobrze, że zdrowie jest wartością. Ludzie raczej nie żałują pieniędzy, kiedy w grę wchodzi zdrowie. Nie ma też chyba takich życzeń dla drugiej osoby, gdzie zdrowie by pominięto. Jednocześnie są takie okresy czy chwile w życiu człowieka, kiedy tę wartość, jaką jest zdrowie, trochę się lekceważy, traktuje się jak coś, co zawsze będzie. Czasem młodość sprzyja podejmowaniu różnych ryzykownych działań, które pośrednio lub bezpośrednio godzą w zdrowie. Praca zawodowa, troska o byt, też nieraz sprzyja zapominaniu o zdrowiu. Może dlatego tak naprawdę znaczenie zdrowia poznajemy dopiero w chorobie, jak to już dawno temu ujął Jan z Czarnolasu: Szlachetne zdrowie.... nikt się nie dowie, jako smakujesz. aż się zepsujesz. Ludzie, którzy dźwignęli się z choroby alkoholowej, członkowie ich rodzin z pewnością mogą więc stanowić grupę ekspercką w dziedzinie zdrowia i trzeźwości. Oni poznali smak zdrowia, im zależy. Oni są już pewną siłą o znaczeniu profilaktycznym. Przez nich zdrowie staje się właśnie wartością o zasięgu społecznym.
     Warto dodać, że zdrowie to nie tylko brak chorób, czy po prostu dobre samopoczucie fizyczne. Zdrowie to także nasze myślenie, uczucia, postawy. Dlatego czasem mówi się "niezdrowy tryb życia", czy "chore myślenie". Z pewnością każdy potrafi wskazać ludzi, którym nic specjalnie nie dolega fizycznie, ale jednak cierpią. Ich zdrowie nie jest kompletne. Problem jednak w tym, że ludzie nie dbają zbyt świadomie o swoje zdrowie psychiczne. Cenią swoje zdrowie, ale tylko w kawałku. Ludzie żyją nieraz w niesamowicie niehigienicznych - w sensie psychicznym - warunkach. Narażają się na przeciążenia emocjonalne, na stres, nie potrafią komunikować swoich potrzeb, mają chore relacje z ludźmi, ale tego nie widzą. Troskę o zdrowie czy higienę takie osoby rozumieją bardzo wybiórczo, np. jako walkę z infekcją. Zdarza się nawet niekiedy, że i sami lekarze mają takie wąskie podejście do zdrowia. Mówi się wtedy, że leczą chorobę, a nie człowieka. Zajmują się zakłóconym aspektem zdrowia fizycznego, a nie potrafią spojrzeć na chorego z szerszej perspektywy. Zajmowanie się zdrowiem w sensie psychicznym, a zwłaszcza emocjonalnym uważają oni za luksus, na który można sobie pozwolić dopiero, kiedy ciało jest zdrowe.
     Tego rodzaju wąskie pojmowanie zdrowia rzutowało też na stan lecznictwa odwykowego. Nie jest przecież tajemnicą, że jeszcze przed kilkunastu laty zasadnicze leczenie polegało na wymuszaniu abstynencji za pomocą środków farmakologicznych np. w postaci wszywek czy tabletek. Kiedy zdano sobie sprawę, że w wypadku uzależnienia zasadniczy problem leży po stronie psychicznej, zaczęto coraz bardziej systemowo zajmować się chorymi emocjami i dopuszczono inne metody leczenia. W tej przemianie dużą rolę odegrał ruch aowski. Dziś taką dominującą metodą leczenia choroby alkoholowej jest psychoterapia, w różnych jej odmianach, i obecnie każda szanującą się placówka odwykowa ma bardzo szeroką ofertę terapeutyczną dla osób uzależnionych i ich rodzin.
     Środowisko trzeźwościowe z reguły dobrze zdaje sobie sprawę, że zdrowie to znacznie więcej niż brak fizycznej choroby. Osoby z tego środowiska są przeważnie bardziej świadome w dziedzinie emocjonalnej i bardziej zainteresowane higieną życia psychicznego. Dzięki różnym grupom samopomocowym działającym przy klubie, jak AA czy AL-Anon, dzięki zajęciom psychoedukacyjnym, szkoleniom, rekolekcjom trzeźwościowym itp., w danej miejscowości kształtuje się środowisko, które potrafi na problem zdrowia popatrzeć szeroko, które jest naturalnym sojusznikiem wychowawców, duszpasterzy czy profilaktyków. Tego rodzaju grupa stanowi pewną siłę w kształtowaniu prozdrowotnych obyczajów. Istnieją już w niektórych miejscach dalekowzrocznie patrzące władze samorządowe, które nie żałują pieniędzy na działalność trzeźwościową. Wiedzą, że budują w ten sposób zdrowe społeczeństwo lokalne. Zdrowe nie tylko w tym wąskim sensie, że wolne od chorób. Zdrowe to znaczy też szczęśliwsze; takie, gdzie stosunki międzyludzkie są lepsze, gdzie wychowuje się radośniejsze dzieci, itp.
     Chociaż trzeźwość jest bardzo związana ze zdrowiem, trzeba przyznać, że nie zawsze jest ona postrzegana jako wartość. Czasem jest traktowana jako życiowa konieczność lub jako zachowanie wymuszone okolicznościami. Tymczasem dla wielu osób jest ona niezbędna do realizacji tej osobistej wartości, jaką jest zdrowie. Mam tu na myśli tych, którzy muszą powstrzymać się od picia czy zażywania jakichś substancji psychoaktywnych, gdyż zagraża to ich zdrowiu. W tej grupie są też osoby uzależnione, dla których trzeźwość staje się po prostu wymogiem zdrowia. Tak rozumiana trzeźwość jest wartością niesamoistną, a więc nie stanowi wartości samej w sobie, ale jest wartością przez to czemu służy. Właściwie trzeźwość jest wtedy identyczna z abstynencją. Wśród uzależnionych pojawia się jednak coraz więcej osób, które zdają sobie dobrze sprawę, że trzeźwość to znacznie więcej niż po prostu niepicie. Chodzi raczej o troskę o "jasny umysł". Jest to więc pewien styl życia, na który składa się m.in. praca nad własnym charakterem, dążenie do poprawy relacji z innymi, wprowadzenie ładu w sferę emocjonalną i duchową. Ze względu na to, co może znaczyć dla człowieka trzeźwość, staje się ona wtedy wartościowa sama przez się. Oznacza postawę życiową człowieka, która to postawa umacnia i ubogaca jego człowieczeństwo.

Trzeźwość jako wartość społeczna

     Trzeźwość w przedstawionym wyżej znaczeniu z pewnością stanowi wartość w wymiarze jednostkowym. Obserwacja różnych środowisk trzeźwościowych dostarcza jednak dowodów, że trzeźwość może być także wartością w sensie społecznym. Zazwyczaj upatruje się społecznego znaczenia środowisk trzeźwościowych w fakcie, ze stanowią one zaplecze dla lecznictwa odwykowego i są częścią systemu opieki poszpitalnej. Są one bowiem naturalnym miejscem, gdzie człowiek uzależniony może znaleźć oparcie i utrzymywać abstynencję. Tymczasem jest to tylko pewien odsetek społeczeństwa: samych uzależnionych, według obecnych szacunków Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, jest około 2%. Jakkolwiek liczebnie może to być dość znaczna grupa, to jednak nie obejmuje "szarej strefy" problemów alkoholowych, a więc ludzi nieuzależnionych, ale pijących ryzykownie lub nadużywających. Dotyczy to np. osób zbyt wcześnie zaczynających picie (dzieci i młodzież) czy osób pijących w niebezpiecznych okolicznościach, a więc np. kiedy ktoś prowadzi samochód, kieruje pracą jakiejś maszyny lub też gdy pije ktoś, kto z reguły po alkoholu bywa agresywny, czy choćby kobieta będąca w ciąży, itp. Ta kategoria osób, a więc "szara strefa" problemów alkoholowych jest ok. 2-3-krotnie liczniejsza niż samych aktywnych alkoholików. W grę wchodzą więc już miliony osób.
     Rola środowisk trzeźwościowych staje się jeszcze bardziej znacząca właśnie wobec tej drugiej kategorii osób. Tam, gdzie promuje się i ceni trzeźwość, tworzy się bowiem naturalny system ochronny i przeciwwagę dla rozwijania się "szarej strefy" problemów alkoholowych. Środowiska trzeżwościowe stanowią tu wartość społeczną także w sensie materialnym, gdyż pomagają zaoszczędzić społeczne pieniądze, które należałoby przeznaczyć na usuwanie szkód spowodowanych problemami alkoholowymi. W polskich warunkach nie przeprowadzano jeszcze gruntownych obliczeń, ile można zaoszczędzić w tej dziedzinie - inwestując w prewencję i profilaktykę - ale dane zachodnie wskazują, że są to olbrzymie sumy.
     Trzeźwość jako wartość społeczna dobrze służy zatem nie tylko zdrowiu, ale i dobrej jakości życia społecznego. W sensie społecznym trzeźwość nie tylko może leczyć, ale też chroni i tworzy warunki rozwoju społecznego. Dokładniej mówiąc dzieje się tak, gdyż trzeźwość jako postawa życiowa może stymulować różne osobiste wartości, które organizują ludzkie życie. Jeszcze raz wracamy więc do tego szerokiego kontekstu, w jakim należy mówić o trzeźwości, a więc z jednej strony -zdrowie, a z drugiej - wartości. Jednocześnie ten fakt znów każe skupić uwagę na indywidualnej płaszczyźnie życia, bo właśnie w osobistej postawie człowieka kształtuje się społeczny wymiar trzeźwości. To w życiu pojedynczego człowieka kształtuje się postawa trzeźwości, kiedy troska o jasny umysł idzie w parze z orientacją na kształtowanie charakteru, ze świadomością moralną, zdolnością do samokontroli, itp. Taką szansę daje wychodzenie z choroby alkoholowej, zaangażowanie w ruch AA, formacja w bractwach wstrzemięźliwości. Krucjacie Wyzwolenia Człowieka i innych środowiskach trzeźwościowych.

Wartości w procesie trzeźwienia

     Osiąganie postawy trzeźwości jest szczególnie ważne dla osób, którym jest ona potrzebna do zatrzymania choroby alkoholowej i powrotu do zdrowia, a więc dla osób uzależnionych. Dochodzenie do zdrowia jest dla tych osób pewnym procesem, nazywanym procesem trzeźwienia lub procesem zdrowienia. Właściwie termin "powrót do zdrowia" nie jest w tym wypadku szczęśliwy, bowiem odsyła do przeszłości. Tymczasem "być zdrowym" dla osoby uzależnionej nie znaczy wcale "być takim jak przed chorobą". Przedchorobowy sposób myślenia i podejścia do życia nie był najlepszy, skoro nie uchronił przed chorobą. Proces trzeźwienia prowadzi raczej do nowego stylu życia, który pozwala uwolnić się od psychicznych i fizycznych dolegliwości l dać punkt wyjścia do pełnego rozwoju człowieczeństwa. W ten sposób trzeźwość służy Innym wartościom indywidualnym, według których kształtuje się ludzki charakter. Oczywiście proces trzeźwienia nie jest tylko pasmem osobistych sukcesów. Towarzyszą mu też różne porażki, nie każda sfera rozwija się jednakowo szybko. Szczególnie trudne bywa odbudowywanie więzi rodzinnych. Jednak doświadczenia wielu osób trzeźwiejących wskazują, że jest możliwa przebudowa osobowości w kierunku większej dojrzałości i spójności.

Etapy trzeźwienia

     Proces trzeźwienia ma swoje etapy i nie od razu wyraźnie widać powiązanie trzeźwości ze sferą wartości. Nie od razu też trzeźwość jest wartościowa w sensie społecznym. Pierwszy etap wiąże się bowiem z przeżywaniem niepewności i lęku, a indywidualne wartości gubią się w chaosie emocjonalnego przeżywania trudnej sytuacji, jaką bywa np. terapia grupowa. Normy postępowania nie stanowią wtedy dostatecznego drogowskazu do podejmowania decyzji życiowych. Inni ludzie mogą być spostrzegani jako zagrażający i nieprzewidywalni. Trzeźwość polega wtedy głównie na utrzymywaniu abstynencji.
     Drugi etap procesu trzeźwienia to odkrywanie nowego świata przeżyć, potrzeb i wartości. Dokonuje się on zazwyczaj po ukończeniu podstawowej terapii. Osoba dochodząca do zdrowia ma nasilone przeżywanie emocjonalne, coraz ważniejsze stają się dla niej takie wartości jak miłość, przyjaźń, życie rodzinne. Choć dominuje tu jeszcze nacisk na zaspokajanie własnych potrzeb, zwłaszcza związanych z poszukiwaniem akceptacji i znaczenia, to powstaje gotowość do przyjmowania odpowiedzialności za siebie i innych. Trzeźwość staje się tu wartością indywidualną, a jej sens społeczny odnosi się przeważnie tylko do małej grupy terapeutycznej czy samopomocowej.
     Trzeci etap procesu trzeźwienia, etap pogłębionej pracy nad sobą, cechuje zazwyczaj uspokojenie w sferze emocjonalnej, przerywane okresami nawrotów. Nawroty choroby oprócz wielu Innych objawów można poznać po stanach złości bez wyraźnego powodu, przewlekłego rozdrażnienia, poczucia frustracji. Mogą one zakończyć się powrotem do picia. Jeśli proces zdrowienia postępuję, okresy nawrotu są coraz rzadsze, a punkt ciężkości życia psychicznego przenosi się stopniowo w sferę wartości. Pojawiają się uwewnętrznione normy, pomagające w bezpiecznym życiu i realizowaniu miłości, przyjaźni, stabilizacji, życia rodzinnego. Wciąż mogą jednak istnieć problemy związane z sytuacją małżeńską czy rodzinną, które nawet mogą przejściowo narastać pomimo wkładu pracy partnerów relacji. Trzeźwość na tym etapie staje się uwewnętrznioną wartością, która wyraźnie nabiera charakteru społecznego. Osoba na tym etapie procesu zdrowienia angażuje się w życie lokalnej społeczności, odczuwa potrzebę "dawania" i dzielenia się swoim doświadczeniem, stara się pomagać innym.
     Czwarty - ostatni - etap procesu zdrowienia to okres umacniania i utrwalania osiągnięć. Jest to czas stabilizacji i spokojnego rozwoju. Relacje z ludźmi cechuje dojrzałość, zdolność do kompromisów i negocjacji w zakresie realizacji potrzeb i pragnień, akceptowanie ograniczeń. Osoba na tym etapie trzeźwienia ma dużą samoświadomość i zdolność kontrolowania swoich stanów emocjonalnych. Trzeźwość silnie wiąże się z wartościami uniwersalnymi: prawdą, uczciwością, przyjaźnią, dobrem. Mą jednak wobec nich rolę służebną. Możną mówić o świadomym przezywaniu zasad religijnych i przyjmowanej filozofii życia oraz poczuciu zgodności drogi życiowej z systemem wartości. Osoba na czwartym etapie procesu trzeźwienia Jest zakorzeniona w lokalnej społeczności i czuje się za nią odpowiedzialna. Kryzysy życiowe nie stanowią dla takiej osoby zagrożenia trzeźwości, lecz są szansą na silniejszą integrację psychiczną.

     Z tak przedstawionego pokrótce procesu trzeźwienia (prezentacja opiera się na doświadczeniach trzeźwiejących alkoholików z długoletnią abstynencją i ich terapeutów) wynika, że trzeźwość oznacza pewną życiową postawę, która ma znaczenie zarówno w planie indywidualnym. Jak i społecznym. Powyższe omówienie nie ujmuje co prawda w szczegółach wielu bolesnych problemów na drodze trzeźwego życia, jak choćby tych związanych z sytuacją rodzinną. Kiedy to zbudowanie zdrowych relacji wymaga wysiłku wielu osób w rozliczeniu przeszłości, woli przebaczenia, odreagowania, zaufania, jawności, często też profesjonalnej pomocy psychologicznej i duszpasterskiej, itp. Jednak ta obserwacja procesu trzeźwienia tworzy perspektywę, z której widać, jak duży wkład wnoszą do społeczności osoby trzeźwiejące. Wydaje się, że szczególnie trzeźwość w wydaniu zaawansowanych trzeźwiejących alkoholików jest powiązana z całą hierarchią wartości i stanowi potężną siłę do aktywności i odpowiedzialności. Czasem wydaje mi się nawet, że ich potencjał nie jest jeszcze całkiem wykorzystany przez tych, którzy podejmują decyzje w ramach lokalnej społeczności oraz że ich zaangażowanie, doświadczenie i odpowiedzialność za innych mogą być jeszcze lepiej spożytkowane.

Piotr Szczukiewicz

do spisu treści

Copyright by OAT 2000


CZYTELNICY PISZĄ

Piąta rocznica abstynencji rodzinnej

     Mam na imię Edyta, jestem szczęśliwą żoną trzeźwiejącego alkoholika. Mamy dwóch synów dwudziestosiedmioletniego, żonatego, ma czteroletnią córeczkę, i młodszego dziewiętnastolatka. Pobraliśmy się (miałam 20 lat, a mąż 22) z wielkiej miłości. Po ślubie wynajmowaliśmy mieszkanie, ale było cudownie, oboje pracowaliśmy i kończyliśmy technikum wieczorowe. W rocznicę ślubu urodziłam syna. Zmuszeni byliśmy zrezygnować z wynajętego pokoju i zamieszkać u teściowej (w dwóch pokojach bez wygód w 8 osób), która zawładnęła naszym małżeństwem i wnukiem; wszystko było jej podporządkowane. Kiedy pozwalaliśmy synowi długo nawlekać sznurówki, to mówiła, że jesteśmy faszystami, że się znęcamy nad dzieckiem. Także męża wyręczała we wszystkim. To było trudne do zniesienia. Drażniła mnie nie tylko nadopiekuńczość teściowej, ale również jej pobłażliwość dla coraz bardziej pijących mężczyzn w naszej rodzinie.
     Mówiła: "Wszyscy piją", "Nie wypić na weselu to grzech". Częstowała dzieci w wieku przedszkolnym szampanem, młodzież wódką - bo lepiej żeby dzieci próbowały w domu z ręki kochającej babci - niż na ulicy ukradkiem... "Jak chłopy nie wypiją na apetyt - to przecież nic nie zjedzą". Było coraz smutniej, ale tylko mnie ten domowy układ nie odpowiadał. Chciałam pójść z mężem na Pasterkę, to on się na wigilii upił; chciałam być z nim, ale nie miałam czasu i ochoty ciągle z nim popijać. On więc uciekał w swoje towarzystwo lub je sprowadzał do domu. Jednak życie toczyło się dalej. Kupiliśmy działkę budowlaną, budowaliśmy dom, dziecko rosło, ja przy gotowaniu i praniu, mąż przy budowie. Wreszcie byliśmy na swoim. Teściowa stwierdziła, że nie damy sobie rady bez niej, że nas wszy zjedzą; znów zaczęła ingerować we wszystko; ona wiedziała najlepiej jak i co dla nas najlepsze. We mnie wzrastał bunt. Bez niej było nam całkiem nieźle; urządziliśmy się jakoś l w osiem lat po pierwszym porodzie przyszedł na świat drugi syn.
     Z piciem męża było coraz gorzej, coraz dłuższe miał okresy picia. Był całkowicie nieprzytomny, gdy trzeba było mnie zawieść do szpitala. Musiałam prosić kuzyna. Przez pierwsze dwa dni po urodzeniu dziecka byłam sama w szpitalu. Bardzo chciałam młodszego syna wychować sama i udało mi się to dużym kosztem. Mąż pił coraz więcej. Słyszałam, że istnieje poradnia przeciwalkoholowa, poszłam do niej. Powiedzieli, żeby on sam przyszedł, lecz mną się nikt nie zajął, więc myślałam, że tak musi być.
     Wreszcie kiedyś zwierzyłam się człowiekowi, który "podejrzanie" nie pił. Było to dla mnie dziwne. On powiedział, że takich jak ja są tysiące, zaproponował poradnię Al-Anon i wyjazd do Zakroczymia. Tam szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia, że innych kobiet mężowie też piją, a one są radosne i zadbane. Zaczęły się zmiany; powoli stawałam się coraz silniejsza, odzyskiwałam swoją godność.
     Wracałam do Zakroczymia jak do studni po wodę, aby czerpać siły na swoje życie. Jeździłam przez rok i się tam modliłam, ale także odrywałam się od codziennych trosk i powierzałam Bogu siebie i rodzinę. Myślałam, że jeżdżę dla męża, a tu się okazało, że dla siebie, bo to ja z rodziną jestem chora i potrzebujemy uleczenia. Rodzina męża potępiała mnie za to, że "zostawiam dom i jeżdżę do kapucynów", chociaż kościół mam pod nosem. Ale "łaska" tego miejsca spowodowała, że chciałam do niego ciągle powracać. Złożyłam przyrzeczenie abstynenckie na całe życie w intencji męża i zaczęłam odmawiać dziesiątek różańca jeden w jego Intencji, drugi w intencji trzeźwości w Ojczyźnie.
     Dowiedziałam się, że nie ma tak trudnej sprawy, której nie dałoby się uprosić przez różaniec odmawiany codziennie przez rok. Wkrótce jakoś i mąż zgodził się pojechać ze mną w rocznicę mojego przyrzeczenia abstynenckiego. Dziś nie pije już 5 lat. Myślę, że podobała się Panu Bogu ta moja niewielka ofiara i obdarował nas swoją wielką łaską życia w trzeźwości. Trudniej jest z synami, bo nie docierają do nich nasze argumenty. Niestety nie stronią od piwa. Łatwiej przychodzi nam przekonywać do abstynencji osoby obce. Udało nam się - dzięki Bogu - namówić do niepicia kilkanaście osób. Są bardzo szczęśliwe, wracają do zdrowia, mamy z sobą wspólny język, otrzymujemy od nich wiele wsparcia i podziękowań. Wymieniamy doświadczenia, dzielimy się siłą i nadzieją, aby dalej "trzeźwieć razem" aż do końca naszego ziemskiego życia. Chcemy, żeby kiedyś -w wieczności - powitał nas Ojciec Benignus ze swoją silną grupą trzeźwiejących alkoholików.

Edyta

do spisu treści

Copyright by OAT 2000