![]() strona główna dwumiesięcznik numer specjalny numer 1/2000 numer 2/2000 numer 3/2000 numer 4/2000 numer 5/2000 numer 6/2000 |
Numer 6/2000
Wstęp, Krzysztof Kościelecki OFMCap * Problemy alkoholowe i abstynencja* Człowiek musi mieć nadzieję, Anna Rak * Apostoł Trzeźwości* Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki * Rodzina* Odrzucenie norm moralnych i wartości duchowych, ks. Marek Dziewiecki * Wspólnota Kościola* Za życie świata, ks. Tadeusz Kowalski i Ewa Czumakow
Wygrałem, czy przegrałem życie?Kiedy dowiedziałem się, że mam napisać coś o sobie, wstąpiła we mnie radość, że ten kawałek papieru będzie kolejnym wejściem w moje uzdrowienie, że będzie to jakby rekompensata, wyraz woli zadośćuczynienia wyrządzonych sobie krzywd i zarazem odkrycie surowych konsekwencji prawdy o mojej ponurej przeszłości. Nie będąc już nękany wyrzutami sumienia, mogę to spokojnie, szczerze i otwarcie przekazać, świadom swojej prawdy o konsekwencjach beztroskiego i beznadziejnego życia. Straszna jest cena, jaką mi przyszło zapłacić, żeby teraz to zrozumieć. Mam poczucie przegranej, tego, że zawiodłem i skrzywdziłem sam siebie, utraciłem tyle pięknych chwil, które mogły być spożytkowane w inny sposób. Przyczyną był alkohol, którego już jako młody chłopak zacząłem nadużywać i wciągałem się coraz bardziej do tego stopnia, że każda zabawa, spotkanie kończyło się upijaniem do nieprzytomności. Zło i niegodziwość opanowały mnie całkowicie i nie chciałem albo nie mogłem wyjść z tej otchłani zła, bo alkohol zawładnął mną zupełnie. Doskonale pamiętam swój pierwszy kieliszek, który przyniósł poważne konsekwencje, rozczarowanie, a jednak sprawił, że były po nim kolejne (setki, tysiące - nie liczyłem) i że całkowicie utraciłem kontrolę nad ilością wypijanego alkoholu. I tak się toczyło to moje bezmyślne, chaotyczne, pozbawione jakiegokolwiek sensu życie. Doznawałem przy tym okrutnych, bolesnych doświadczeń, degradacji, upośledzenia i poniżeń, bo alkohol i inni ludzie reżyserowali moje życie. Trwało to tak przez około 30 lat, w czasie których doprowadzony zostałem do jednej wielkiej rezygnacji, straciłem cel, sens, zamknąłem się w sobie, straciłem jakąkolwiek nadzieję i wiarę - tak alkohol budował moje szczęście. I już pogodzony z tym faktem, że nie ma dla mnie ratunku, skarcony, utrącony, bez jakiejkolwiek motywacji, zacząłem domyślać się prawdy o sobie i to właśnie spowodowało, że pomyślałem: tak żyć nie muszę. Dręczyła mnie myśl, że alkohol zaprowadził mnie na manowce. I tak ścierały się różne przemyślenia, wątpliwości co do dalszego życia, że miałem dość wszystkiego, ludzi, świata, życia, ogarniało mnie poczucie nieprzezwyciężonego żalu, smutku, poczucie, że dalsze życie nie ma sensu. Pamiętam doskonale, jak leżałem umazany w błocie, słomie, ludzkiej krzywdzie, że nie miałem dokąd pójść, że był to koszmar, że wyglądałem jak rozkładający się trup. Jednak zdobyłem się, żeby prosić Boga o pomoc, choć w przeszłości odszedłem od Niego całkowicie. Ogromnie jestem wdzięczny Bogu, że usłyszał mój krzyk rozpaczy, zobaczył walkę, jaką toczyłem z samym sobą, Ten krzyk to już chyba była modlitwa. Jestem szczęśliwy, że stałem się tym adresatem pomocy Boga (a musiał szmat drogi przebyć, żeby to uczynić), bo mnie dźwignął, postawił na nogi, posadził we właściwym miejscu, oddał do fachowców, tj. sprawił, że znalazłem się w noclegowni na ul. Wolskiej 172. Nie będę utyskiwał nad przeszłością, bo jestem niesiony wizją zmian i nie pozwolę, aby moja niechlubna przeszłość i rozliczne wady sprowadziły mnie z dobrej drogi. Będę czynił wszystko, co tylko można, aby wykazać, że nie jestem największą pomyłką wśród stworzeń. W oparciu o Bożą moc będę starał się wykazać, że nienawiść, pycha, egoizm, małość nie jest nieuchronnym skazaniem na zło, bo ten czas już minął, bo złączyłem najlepsze myśli, pragnienia, czyny z Bożą Opatrznością. Będę starał się wykazać, że ten świat jest piękniejszy, że jest lepszym moim mieszkaniem, że dochodzę do coraz większej kontemplacji uniwersalności Boga. W pewnym momencie przebywania w noclegowni wyjechałem na trzymiesięczną terapię antyalkoholową, gdzie dowiedziałem się, jak wiele popełniłem błędów. Od tamtej pory należę do wspólnoty AA, która jest lekarstwem na moją chorobę. Mam drzwi otwarte, mogę podzielić się swoim bólem i szczęściem. Afirmacja życia i miłość, jaką otrzymuję od wspólnoty, pozwala głębiej poznać siebie, dostrzec swoją wartość i dobro, które jest we mnie. Ma to i drugą stronę, gdyż ja odkrywam tą drugą osobę jako wartość i staram się ją ubogacić, a to pozwala na doskonalenie rozwoju duchowego i osobowego swojego i przyjaciół. I na Prawdzie, którą jest Bóg, opieram, buduję swoją trzeźwość, bo Pan Bóg wskazał mi drogę i to, jak mam nią iść. Dawna pustynia stała się ogrodem, bo przeżywam realną rzeczywistość, nie utopię i nieraz powtarzam "liczę na Ciebie, Boże", zwłaszcza w sytuacjach beznadziejnych, a wtedy Bóg pomaga mi przez osoby trzecie. Ktoś pomyśli, że była to droga łatwa. To była trudna droga, ale ja z Bożą pomocą ją odnalazłem, podążam nią i chcę być jej wiemy. Samo wejście na nią, połączone z otwarciem się na drugiego człowieka, stało się jednocześnie drogą moich ważnych przemian w życiu osobistym, a szczególnie pomocą w akceptacji siebie. Na kursie "Filipa" mogłem bardziej poznać Jezusa Chrystusa, mogłem bardziej się do Niego zbliżyć. Muszę bardzo pamiętać o Chrystusie, który zna mnie, jest i będzie niezawodnym i najlepszym przyjacielem, który ofiarowuje swoje przebaczenie, miłość, umocnienie w życiu, nadaje sens tym moim niepewnym krokom. Radość z tego przewyższa wszystkie inne, bo jest nią uczucie, jakie przynosi przemiana, radość z wyzwolenia, z zatroskania, kłopotów, zwątpienia, wyrzutów sumienia czy niepokoju. Mogę odrzucić obciążające myśli. Jezus jest moją Drogą, Prawdą i Życiem. Nawet życiu trzeźwemu i sensownemu daleko do doskonałości, lecz życie trzeźwe daje przynajmniej szansę dążenia do niej przez robienie stopniowych postępów. Każdemu z osobna życzę wiary, nadziei i miłości. Wnośmy je w życie. Irek ![]()
O modlitwie Dobiega końca rok 2000. Wkrótce rozpocznie się wiek XXI. Czas przełomu - moment, w którym coś mija. aby mogło zaistnieć nowe - jest okazją do spojrzenia wstecz oraz wybiegnięcia myślą naprzód. Przeprowadzając bilans zysków i strat mijającego roku. zastanawiamy się, być może, co zrobić w przyszłości, aby strat w naszym życiu było jak najmniej. Recept na udane życie jest tyle, ile jest ludzi. Moją, którą ciągle uczę się realizować, jest modlitwa. Chcę, abyśmy na zakończenie tego cyklu rozważań porozmawiali właśnie o niej. W świątyni ludzkiego życia głowicą węgła, a równocześnie zwornikiem sklepienia, jest modlitwa. To ona powinna stać na początku każdego dzieła, każdego dnia, roku. To mocny fundament Bożej mądrości. Bóg Jest architektem, który zna "plan budowy" naszej świątyni. Modlitwa podejmowana na progu czegoś nowego jest poznawaniem tajników budowli, którą tworzymy. Słowa "bądź wolą Twoja" i odkrywanie ich sensu w wydarzeniach dnia codziennego to najlepszy gwarant na sukces naszego życia. Nie chodzi tu bynajmniej o sukces w znaczeniu. które podpowiada świat. Sukces w Bożym planie, to tryumf ostateczny - zbudowanie i otwarcie swej świątyni. Jako istoty ograniczone czasem i przestrzenią jesteśmy krótkowzroczni w naszym widzeniu rzeczywistości. Poprzez modlitwę, mamy szansę spojrzeć na nasze życie z Bożej perspektywy. W tym świetle innego sensu nabierają niepowodzenia, trudności, przyjemności, kryzysy i radości. Nie zawsze wszystko jest jasne i wyraźne, ale przecież sam Chrystus modląc się w Ogrójcu wołał:
"Ojcze, zabierz ode mnie ten kielich..." Zakończył jednak:
"Nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie. Zaufał Ojcu. Bądźmy ostrożni w krytyce "formułek", bo może okazać się, że się ośmieszymy, przyznając się do tego, że nie rozumiemy prostych słów, bądź też balansujemy na krawędzi dobrego smaku, krytykując autorów tych tekstów (np.: Ojcze nasz...). Modlitwa wspólnotowa to również okazja do ubogacenia osobistego wymiaru modlitwy. Sam Chrystus zachęca do modlitwy wspólnej, "bo gdzie dwaj albo trzej zgromadzeni są w imię moje..." A zwornik sklepienia? Jaka modlitwa wieńczy dzieło? Jest nią modlitwa dziękczynienia. To dzięki niej wszystko jest na swoim miejscu, bo Bóg na pierwszym... Dziękczynienie, które kończy dzieło, przynosi spokój i radość, o którym mówi Psalmista: i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym co wielkie, albo co przerasta me siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę - tak we mnie jest moja dusza... (Psalm 131) Wszystkim Czytelnikom życzę na zbliżający się nowy rok otwarcia się na Bożą Mądrość, która niech przewodzi w budowle świątyni, jaką jest życie każdego z nas... Br. Jan Karczewski OFMCap ![]() |
|