![]() Strona główna
Trzeźwymi bądźcie |
"Trzeźwymi bądźcie" nr 1/2008
Wstęp, Jan Karczewski OFMCap * Problemy alkoholowe i abstynencja * Jak chrześcijanin zachować się powinien, bł. Honorat Koźmiński OFMCap * Apostoł Trzeźwości * Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Całościowe ujmowanie swego życiaI przeszłość, owszem, wieczności jest dobą: Co stało się już, nie odstanie się chwilką... Wróci Ideą, nie powróci s o b ą. Z wiersza "Post scriptum[!]" Cypriana Kamila Norwida Każdy człowiek ma jedno życie i jakby wrodzoną tendencję do całościowego jego ujmowania. Wyuczone są jednak sposoby, schematy i strategie do takiego ujmowania. Wyuczone jest również kierowanie się określoną jego perspektywą. Chrześcijanin na przykład kieruje się perspektywą zmartwychwstania, którą stosuje nawet w życiu codziennym. Tej perspektywie podporządkowane są wybory i decyzje zwłaszcza te najważniejsze, doniosłe. (Walesa, 2005 b). Całościowe ujmowanie swego życia zależy i od tego, co człowiek dotychczas zrobił. Niektóre czyny, na przykład czyny heroiczne, takie jak: obrona ojczyzny, nadzwyczajna posługa przy chorym czy wykonanie bardzo trudnego zadania - stają się wydarzeniami kryterialnymi i punktami odniesienia. (Por. np. Del Barco, 2006). Wydaje się, iż różnice indywidualne, zwłaszcza w populacji osób dorosłych, w całościowym ujmowaniu swego życia są ogromne - niemalże od zera do najwyższego poziomu przy danej skali oceniania (por. np. Trempała, 2006). Zadaniem ogólnym niniejszej pracy jest przedstawienie zarysu problematyki całościowego ujmowania swego życia. Zadania zaś szczegółowe obejmują psychologiczną analizę (1) dynamicznego współdziałania przeszłości, teraźniejszości i przyszłości; (2) uwarunkowań ujmowania swego życia; (3) antycypowania w relacji do całościowego ujmowania swego życia; (4) wyrażania (ekspresji) swego życia; (5) efektów całościowego ujmowania swego życia; obejmują także (6) niektóre uzupełnienia podstawowej i jakby osiowej problematyki (np. chronos i kairos oraz starzenie się w perspektywie całościowego ujmowania swego życia); (7) wnioski praktyczne zaproponowane explicite (w zakończeniu) oraz implicite (w całym artykule). Uzasadnienie i naukowe uprawomocnienie stwierdzeń niniejszej pracy najczęściej płynie z literatury przedmiotu: z badań poszczególnych autorów, a częściowo z badań własnych - nie zawsze explicite cytowanych. Zadaniem literatury cytowanej jest (1) niekiedy poszerzyć daną ideę i ująć ją wieloaspektowo, (2) przedstawić inne stanowisko teoretyczne, (3) pogłębić daną myśl - aż do wyciągnięcia wniosków teoretycznych i praktycznych, (4) wykazać intelektualne bogactwo i kreatywność podjętej problematyki, (5) obszerniej opisać i wyjaśnić te zagadnienia, które zostały jedynie wzmiankowane, (6) uzupełnić prezentowaną w niniejszej pracy metodologię stawiania pytań, wywodów i formułowania stwierdzeń, (7) zainspirować określony sposób myślenia, (8) dostarczyć innych informacji - pożytecznych dla tematu niniejszej pracy. Pozycje bibliograficzne najczęściej pochodzą z najnowszych wartościowych czasopism naukowych. Pozycje poprzedzone adnotacją "por." stanowią jedynie inspirację myślową i analogię do danej treści (pisane z wielkiej litery "Por." oznacza to, że cytowana literatura odnosi się do całego akapitu lub większej części). Zasadniczo w każdym momencie i w każdym postępowaniu człowieka w sposób specyficzny i dostosowany do sytuacji - zbiega się jego przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Teraźniejszość i przyszłość mienią się dynamiczną różnorodnością faktów, które aktualnie zachodzą lub mogą zaistnieć. Jednakże i przeszłość nie jest raz na zawsze ustalona i spetryfikowana. Zaistniałe bowiem fakty i wydarzenia są ujmowane w otoczce zmieniających się znaczeń. Są one konotacyjnie przepojone różnymi sensami, które - nawet przy największej stabilności minionych faktów - ulegają zmianie w różnych momentach i sytuacjach życia. Dzięki temu nowe przeżycia swoiście ingerują w przeszłość - zmieniając znaczenie zaistniałych faktów, a tym samym także ich skutki. Ingerują także w przyszłość - zmieniając proces antycypowania. Na skutek bowiem określonego przeżycia i dopływu nowej informacji antycypowanie może dotyczyć innych - stosownych do tego przeżycia - faktów, a także innej relacji między faktami, innej głębi czasowej itp. Dzięki temu ujmowanie swojego życia może być różne w poszczególnych momentach biegu tego życia. (Por. Pasupathi i in., 2006; Reid, 2005). Wprawdzie człowiek jest istotą nastawioną na przyszłość i jakby wychyloną ku tej przyszłości, ale jednocześnie - uwarunkowaną czy wręcz zdeterminowaną przez teraźniejszość i przeszłość. Antycypacja, czyli swoiste przewidywanie wydarzeń życiowych - odgrywa w tym wychyleniu ku przyszłości zasadniczą rolę. (Por. Horstmann, 2006). Uwzględniając naturę człowieka, poszukujemy czegoś pierwotnego i źródłowego, a zarazem ogólnego w całościowym ujmowaniu swego życia. Przeszłość bowiem, teraźniejszość i przyszłość odnosi się do przestrzeni życia (która obejmuje również przestrzeń psychologiczną), a czas jest składnikiem tej przestrzeni. Wychylenie zaś ku przyszłości dokonuje się za pomocą procesów i stanów antycypowania, które dotyczą obiektów przedstawianych za pomocą celów. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w całości tworzą system wzajemnych dookreśleń. System ten, obejmując życie konkretnego człowieka - funkcjonuje w określonym kontekście. Oznacza to, że niektórych rzeczy w całościowym ujmowaniu życia nie można brać odrębnie. Analogię do tego podaje Jerzy Nowosielski, który stwierdza, że piękno niezweryfikowane przez dobro - nie jest pięknem. Podobną analogię stanowi przenikanie się określonych dziedzin, np. ja-inni, być-mieć, religia-Kościół. Czynnikami integrującymi mogą tu być cele, plany życiowe i wartości (jako zasady preferencji), a swoistym kontekstem - horyzont aksjologiczny ludzkiego bytowania. Jest to doniosłe w okresie młodości, w którym kształtują się marzenia i wizje o własnym życiu. Tak więc uczestniczenie w przestrzeni życia (która obejmuje także przestrzeń psychologiczną) stanowi klucz do całościowego ujmowania swego życia. Ta przestrzeń może mieć cechy pozytywne, gdy człowiek dostrzega w niej zyski i korzyści, a może mieć cechy negatywne, gdy jednostka dostrzega w niej straty i zagrożenia; może mieć także cechy mieszane. O pełnej jednak integracji przeszłości, teraźniejszości i przyszłości danego człowieka możemy mówić tylko wtedy, gdy jego świat psychiczny jest zintegrowany i w pełni scalony (gdy jedna część psychiki nie zwraca się przeciwko innej w beznadziejnej szamotaninie). Wspomniane uczestniczenie w życiu wspólnoty naznaczonej Transcendencją może mieć charakter antycypującego przeżywania rzeczywistości nadchodzącej. Ilustracją tego może być następujący przykład: Lapa Benincasa tak mówiła o swojej 6-letniej córce (jest to późniejsza św. Katarzyna Sienieńska, Doktor Kościoła): "W jej twarzy była jakaś tęsknota, a jej ciało nabierało cech jakiejś nieobecności". Zmiana w ujmowaniu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości na ogół współwystępuje ze zmianą strukturalną w całym systemie biegu życia. Możemy wyróżnić style wzajemnego przenikania się przeszłości, teraźniejszości i przyszłości w zależności od zaabsorbowania jedną z tych perspektyw czasowych (mamy tu trzy możliwości), dwoma z nich (także trzy możliwości) lub wszystkimi równocześnie - uwzględniając potencjał umysłowy jednostki, jej motywację, kategorię zdarzeń (fizyczną, biologiczną, psychiczną, społeczną, duchową, religijną), plany życiowe i inne. Dla tego stylu istotne jest i to, czy jednostka uważa, że jej przyszłość jest w jej rękach czy też nie ma na nią wpływu, że jest bliska lub odległa, pasjonująca lub nudna itp. Czymś istotnym dla omawianego stylu jest i to, czy jednostka jest na danej drodze życiowej zainstalowana, czy też ustawicznie ją żegna - w poszukiwaniu lepszej i skuteczniej prowadzącej do celu. (Por. Ziemiński, 2006). Mówiąc o czynnikach całościowego ujmowania swego życia, domyślnie zakładam, że wszystkie czynniki rozwoju człowieka, a więc uwarunkowania wewnętrzne, zewnętrzne i koordynacyjne; wyposażenie genetyczne i nabytki rozwojowe od chwili poczęcia; wpływy środowiskowe i wychowawcze; aktywność własna i zbieg okoliczności losowych - działają normalnie - bez określonych dewiacji i patologii. (Por. Ouenouille, 2006). Całościowe ujmowanie swego życia zależy od tego, jak jednostka organizuje swój świat, jak rozumie i przewiduje zachodzące w nim zdarzenia, jaki nadaje im sens i znaczenia. Zależy również od jej aktywności celowej. (Por. Louche i in., 2006). Człowiek, wybierając lub kształtując cele życiowe i wypracowując lub wybierając środki do ich realizacji - staje się aktywnym twórcą lub współtwórcą własnej przyszłości. Jednocześnie uwzględnia zasoby lub potencjalności teraźniejszości i przeszłości. Perspektywa zaś przyszłościowa z jej obiektami, stopniem ich zagęszczenia, długością temporalną i poziomem strukturyzacji - osiąga wtedy wyższy poziom realizmu. (Por. Hirschelmann-Ambrosi, 2006). Całościowe ujmowanie swego życia przybiera postać zależną od pozytywnego lub negatywnego ustosunkowania wobec przeszłości i teraźniejszości oraz przyszłości, a także od preferowania określonych przedmiotów, celów i wydarzeń z przeszłości, teraźniejszości lub umiejscowionych w przyszłości. Te czynniki lub komponenty mogą przejść z orientacji poznawczo-potencjalnej w wykonawczo-aktualizującą, czyli z czysto kognitywnej do konkretno-realizacyjnej. Przy czym jedna i druga może mieć charakter względnie statyczny lub bardziej dynamiczny - nasycony tęsknotą, "niecierpliwością", pragnieniami, szacowaniem korzyści i podobnymi stanami lub procesami (por. Walesa, 2005a). Typ i jakość całościowego ujmowania swego życia pozostaje we wzajemnej relacji z dostrzeganiem konsekwencji swoich działań, a także z procesami motywacji, planowania i oceniania oraz z życiowymi celami i osobistymi standardami. Osoby z dłuższą perspektywą życiową łatwiej dostrzegają konsekwencje swoich działań. Ich procesy motywacji, planowania i oceniania są bardziej integracyjnie powiązane ze sobą. Cele zaś i osobiste standardy są bardziej dookreślone, wyraziste i o większej mocy regulacyjnej, czyli o większym wpływie na postępowanie człowieka. (Por. Mendecka, 2005). W obrębie całościowego ujmowania swego życia człowiek usiłuje przewidzieć, czy określony czyn pozwoli mu urzeczywistnić zamierzony cel i jaki będzie jego świat w chwili finalizacji działania. Sukces jest zasługą trafnej antycypacji. (Por. Sokołowska, Klonowicz, 2006). Ujmowanie teraźniejszości jest stosunkowo łatwe i proste. Ujmowanie przeszłości, zwłaszcza w świetle zmodyfikowanych znaczeń - jest zasadniczo łatwo dostępne i zgodne z naturą działalności ludzkiej. Ujmowanie zaś, przewidywanie i antycypowanie swojej przyszłości jest skomplikowane, trudno dostępne i może być uważane za czuły wyznacznik, a jednocześnie kryterialny komponent radzenia sobie z umysłowym ujęciem biegu swego życia (por. Czerwińska-Jasiewicz, 2005). Długość przyszłościowej perspektywy czasu sięga od kilku lat do granicy "poza życie doczesne". Na ogół występuje zagęszczenie przyszłościowej perspektywy, co przejawia się m.in. zwiększeniem liczby stawianych sobie celów. Różnorodność zaś celów zapewnia szerokość tej perspektywy. Wokół niektórych celów, zwłaszcza życiowo doniosłych, kształtują się programy działania, dotyczące przyszłości - niekiedy szczegółowe i dalekosiężne. Programom tym towarzyszą nie tylko przeżycia optymistyczne, ale i obawy antycypacyjne. Osoby szczęśliwe i religijne lepiej w tym funkcjonują, co przejawia się m. in. w większej liczbie długofalowych celów. (Por. Pullman i in., 2006). Prace doktorskie na temat antycypacji napisane pod moim kierunkiem (Redziak, 2002; Zachrestian, 2004) wskazują na wysoką kompetencję antycypacyjną człowieka już w okresie dorastania (12-17 lat) i młodzieńczym (18-24 lata) - w odniesieniu do tak subtelnej dziedziny życia, jaką jest religijność. Badania empiryczne wykazały, że antycypowanie swego życia religijnego (głównie poprzez przyszłościowe ujmowanie wydarzeń religijnych) - wykazuje swoistą osobliwość: perspektywa najdalsza (ujmowanie zdarzeń pod koniec życia) zazwyczaj bywa najbardziej rozbudowana, gdyż jest nasycona treściami ważnymi, a nawet doniosłymi. Wywołuje to nadzwyczajną koncentrację i uruchamia wyobraźnię. (Por. też Hager, 2006). Kompetencja antycypacyjna umożliwia ujmowanie wydarzeń "punktualnych" i "niepunktualnych" w biegu ludzkiego życia. Wydarzenia "punktualne" to te, które pojawiają się według określonego tempa, cyklów i etapów rozwoju oraz czynników warunkujących wystąpienie zdarzeń. Wydarzenia zaś "niepunktualne" mogą być "przyspieszone" bądź "opóźnione". Wydarzenia "przyśpieszone" mogą się pojawić w wyniku aktywności własnej, sprzyjających czynników zewnętrznych i pomyślnego zbiegu określonych form aktywności ze specyficznymi okolicznościami. Kompetencja antycypacyjna umożliwia też człowiekowi ukształtowanie alertności i gotowości na pojawienie się określonych wydarzeń (por. np. Flynn, 2006). W zakres kompetencji antycypacyjnej wchodzi także wrażliwość antycypacyjna, która w kontaktach międzyludzkich przejawia się w traktowaniu drugiego człowieka (zwłaszcza dziecka) "do przodu", czyli jak gdyby znajdował się on na wyższym poziomie rozwoju. Matki np. zazwyczaj mówią do małego dziecka językiem z wyższego poziomu jego rozwoju. (Por. Cangelosi, 2006; Stewart i in., 2006). Przy antycypowaniu wydarzeń własnego życia istotną rolę odgrywa poziom realizmu, który jest jednym spośród istotnych komponentów charakteryzujących perspektywę czasową (obok rozciągłości, zwartości i stopnia jej ustrukturyzowania). (Martin, 2006). Tak więc na umiejętność antycypowania składa się wiele zdolności, uwarunkowanych przez liczne czynniki. Ta umiejętność z kolei stanowi czuły wyznacznik procesów i tendencji życiowych. (Por. Curşeu, 2006). Człowiek zmaga się z ekspresją, wyrażaniem i przedstawianiem swego życia. W niektórych dziedzinach, np. w dziedzinie życia religijnego - jest to bardzo trudne. Zachodzi tu wypowiadanie niewypowiadalnego i wyrażania niewyrażalnego. W tej dziedzinie język ludzki występuje na krawędzi możliwości przedstawiania różnych znaczeń. Zdolność do przedstawiania i ekspresji własnego życia jako całości wynika z kompetencji autobiograficznej, w obrębie której znajdują się takie sprawności i dyspozycje, jak: pamięć autobiograficzna, ujmowanie realistyczne teraźniejszości, wyobraźnia i zdolności antycypacyjne; zdolność tworzenia autobiografii tematycznych, czyli własnych historii, dotyczących określonych dziedzin życia (decyzyjnego, estetycznego, moralnego, religijnego); zdolność "symbolizowania" rzeczywistości (m.in. rzeczywistości religijnej i patriotycznej), która uprzystępnia to, co jest możliwe jakby do "zobaczenia" i "dotknięcia" poprzez przedstawiające je symbole (por. Juujärvi, 2006). Niektóre spośród tych zdolności, sprawności i dyspozycji należałoby omówić szerzej ze względu na ich znaczenie, przeprowadzone badania i dostępną literaturę. I tak np. wyobraźnia przyobleka niewidzialne w ciało (zwłaszcza w dziedzinie duchowej) i udostępnia je człowiekowi. Wyobraźnią można wykroczyć poza dosłowne sformułowania i spłaszczone (okrojone z konotacji) ujmowanie. (Por. np. Czerniawska, 2006). Poszukując źródłowych i głęboko strukturalnych podstaw zdolności i sposobów przedstawiania, wyrażania i ekspresji własnego życia - należy zauważyć, iż może się to dokonywać (1) poprzez funkcje poznawcze człowieka, (2) za pomocą jego zachowań werbalnych, (3) procesów uczuciowych, (4) decyzyjnych i (5) działaniowych, (6) a także poprzez efekty tych procesów, stanów, zachowań i działań. Trzeba też zaznaczyć, że ekspresja swego życia inaczej przebiega (1) w poszczególnych jego okresach, np. w okresie dorastania mogą o tym decydować procesy buntu i naporu; (2) w specyficznych sytuacjach ekspresja życia przybiera formę do nich dostosowaną, np. w sytuacji zawierania małżeństwa, prowadzenia walki, nauczania szkolnego itd.; (3) w wyodrębnionych wspólnotach, np. we wspólnocie rodzinnej, zawodowej, religijnej; (4) na odpowiednim poziomie dojrzałości biologicznej, psychicznej, duchowej itd. i (5) przy określonym poziomie opanowania instrumentów ekspresji życia (są to odpowiednie zdolności, kompetencje, dynamizmy psychiczne itp.). Ekspresja życia odbywa się także poprzez (1) sposób bycia w świecie, (2) typ aktywności własnej, jak: twórczość naukowa czy artystyczna, przeżywanie szczęścia, akceptowanie swego cierpienia, wyznawanie swojej wiary religijnej itp.; (3) ilość i jakość zasobów oraz sposób i styl ich posiadania czy użytkowania; (4) wytwory pisarstwa autobiograficznego, jak: pamiętnik, autobiografia, wspomnienia z podróży, list; np. J. Czapski mówi: "Trzeba mieć swój świat tajny, żeby być i żeby dawać im coś"; (5) F. Dostojewski za istotną ekspresję swego życia uważa wypowiadanie ostatniego słowa (ostatecznego sensu i zakończenia). Ostatnie słowo rodzi się - według niego - w niewymownym cierpieniu. Wypełnia ono i udoskonala wszystkie wcześniejsze słowa, pozbawiając ich jadu sądzenia. Racjonalna ekspresja idzie w ślad za pełną realizacją swoich najlepszych możliwości. W ekspresji tej ważne jest adekwatne rozłożenie akcentów, np. Diogenes z Synopy tak to określił: "Uważaj, aby od pięknego zapachu twojej głowy nie zaczęło źle pachnieć twoje życie". Na ogół ekspresja życia bywa adekwatna do stylu życia, który odzwierciedla miejsce jednostki w społeczności, jej zawód, typ partnera życiowego i inne komponenty egzystencjalne. Styl życia wyznacza również czynniki ograniczające i kontrolujące ekspresję życia - wskazując na to, gdzie należy postawić "szlaban", którego nie wolno przekroczyć. Ograniczenie i kontrola przedstawiania swego życia może płynąć z religijności jednostki, z jej wrażliwości na piękno i uczucia wyższe, z reguł komunikowania się i dobrych relacji międzyludzkich, z poczucia, że wyrażanie swego życia odbywa się na serio lub jest formą gry, a także ze świadomości człowieka, iż jego życie odbywa się i spełnia w ramach określonej tradycji, która formułuje wezwania do danego typu ekspresji, np. tradycja chrześcijańska wzywa w określonej sytuacji do wyznania wiary - aż do przelania krwi. Ekspresja swego życia w danej tradycji i w określonych sytuacjach zostaje ujęta w specyficzne karby rytuału, obrzędu, ceremoniału, uroczystego obchodu zdarzenia czy wydarzenia egzystencjalnego, aksjologicznego kanonu i społecznej formy postępowania, dotyczących relacji międzyludzkiej i oddziaływania na otoczenie, a także identyfikacji jednostek, społeczności i kultur - kształtujących sztukę życia jednostki ludzkiej i społeczeństwa. Wspomniane karby rytuału ograniczają spontaniczność wyrażania swego życia, która to spontaniczność może być nawet groźna, gdy łączy się z odrzuceniem "zastanych form". Bunt np. przeciwko określonym formom życia religijnego bywa interpretowany jako zamach na samą substancję wiary. Anarchia w ekspresji swego życia może być równoznaczna z destrukcją tej ekspresji. W tym miejscu należałoby przedstawić dewiacyjne, zaburzone, zdeformowane i ograniczone formy ekspresji życia. Podaję listę, która nie jest wyczerpującą: (1) ekspresja pozorowana - oderwana od rzeczywistości i od życia naprawdę przeżywanego; (2) eksponowanie w ekspresji rzeczy nieistotnych, miałkich i banalnych - z akcentem na hedonizm oraz indywidualizm, a także subiektywistyczne brednie powstałe na gruncie niekiedy celowej niewiedzy o życiu i o naturze ludzkiej; (3) ekspresja uboga, statyczna, ciasna, drętwa i prymitywna, a nie dynamiczna, twórcza, otwarta i kulturowo bogata. Ta ograniczona forma ekspresji może wskazywać na to, że jednostka chce swoje życie przeczekać, a nie w pełni przeżyć i dokonać jego zwieńczenia; (4) nie wyrażanie i nie ujmowanie w ekspresji najwyższych wartości życia, np. miłości, nadziei, ofiary, patriotyzmu i mądrości. Wyrażanie tych wartości wymaga starannej pielęgnacji kultury swego życia; (5) ekspresja pod względem społecznym nieskuteczna, egocentryczna, a nawet egoistyczna, nie uwzględniająca umysłowej i uczuciowej perspektywy odbiorcy tej ekspresji i nie licząca się z wymaganiami rzeczywistości; (6) bieg życia danej jednostki może być prawidłowy, także samo życie może być akceptowane i należycie "smakuje", a mimo tego ekspresja może tego nie odzwierciedlać - jest ona jakby przytłumiona i zdeformowana; (7) niewolnicze trzymanie się schematów tam, gdzie w ekspresji swego życia konieczna jest prostota i spontaniczność; uleganie sztuczności w sytuacji, która wymaga zmagania się o prawdę, dobro i piękno życia. Może tu jednak wystąpić drugi kraniec: jakby wyrzucanie ze swego życia sztuki w obawie, aby nie być sztucznym, zamiast jej przezwyciężenia, aby być prawdziwym; (8) ekspresja życia niewolniczo naśladowcza, często kształtowana na gruncie symbolicznej przemocy i bezmyślnego podporządkowania się; (9) ekspresja jakby oficjalna, utrzymująca chłodny dystans z drugim człowiekiem, stanowiąca nie komponent komunikacji, ale coś odpychającego - służy do tego sarkazm, złośliwa ironia oraz inne formy niszczące Ja drugiego człowieka; (10) ekspresja schizofreniczna, zachodząca np. wtedy, gdy ekspresje werbalna i behawioralna pozostają niezgodne, a nawet sprzeczne. Człowiek np., który poddał się przymusowi zarobkowania i wszedł w krąg swoistej niewoli oraz zmęczenia - niekiedy przejawia ekspresję jednocześnie życzliwą (np. w zakresie słów i mimiki) i wrogą (np. w zakresie działania). (Por. Overton, Ennis, 2006; Welter, 2006). Jednym spośród pozytywnych efektów całościowego ujmowania swego życia jest sztuka życia, czyli wirtuozeria egzystencjalna, która wyraża zmysł rytuału we wszystkich dziedzinach - nie tylko w dziedzinie religijnej (por. Nichols, Mallon, 2006; Ruspi, 2006). Wielkim i wszechogarniającym efektem całościowego ujmowania swego życia jest autentyczność jako bycie sobą oraz jako istnienie zgodne z prawdą o sobie i o rzeczywistości zewnętrznej - w atmosferze szczerości. Tak pojęta autentyczność sprawia to, że w świadomości jednostki nie ma rozbicia na zewnętrzne nakazy i Ja, które im podlega, z czym współwystępuje panowanie nad sobą i nie kierowanie się pobudkami czysto zewnętrznymi, zwłaszcza ideowo obcymi. (Côté, 2006 a i b; Hardy, Kisling, 2006; Nikitorowicz, 2006). Autentyczność życia rozpoczyna się od rzeczy bardzo prostych i podstawowych: (1) człowiek staje się coraz bardziej uważny, rozumny i odpowiedzialny; (2) staje się coraz bardziej realistyczny; (3) coraz bardziej ceni prawdę, dobro i piękno; (4) staje się coraz bardziej zintegrowany, a jednocześnie otwarty na nowe zasady i reguły życia, a także zdolny do ich przekraczania wzwyż, czyli do swoistego transcendowania; (5) staje się coraz bardziej zdolny do odróżniania właściwego kierunku życia od kierunków dewiacyjnych i (6) nie poddaje się zranieniom; (7) wykazuje zdolność do autonomii oraz do homonomii (jednostka odnajduje się jako jedna z części większej całości, np. Kościoła); (8) staje się wrażliwy na dzieje własne oraz innych ludzi oraz na historię społeczeństw i narodów - wyróżniając w tym momenty istotne i kryterialne oraz nieistotne; (9) wyłania się u człowieka sfera potencjalności paradygmatycznej, ujmowanej w kluczu efektu i skuteczności oraz narracyjnej, ujmowanej w kluczu znaczenia i sensu - (10) przy czym zmaganie się i walka o autentyzm życia - to w gruncie rzeczy bitwa o podstawowy sens ludzkiej egzystencji. (Higgins, 2006; Trzebińska, 2005; Turbiaux, 2006). Istotnym, poważnym, a nawet doniosłym efektem czy owocem całościowego ujmowania swego życia jest umiejętność zagospodarowania tego życia. Na zagospodarowanie całościowe swego życia składa się zagospodarowanie poszczególnych jego dziedzin i wydarzeń życiowych (np. ślub, własne kalectwo, śmierć współmałżonka). Szczególnie ważna jest umiejętność zagospodarowania cierpienia i ryzyka. (Por. np. Bolle, Kritikos, 2006; Schaufeli, 2006). Człowiek na wyższym poziomie rozwoju duchowego staje się zdolny do dostrzeżenia i wykorzystania duchowych korzyści, płynących z różnych strat, a m. in. ze strat wpisanych w podejmowanie ryzyka, a zwłaszcza ryzyka egzystencjalnego (por. np. Delquite, Cillo, 2006; Johnson i in. 2006). Sztuki umiejętnego zagospodarowania życia uczymy się od mistrzów życia wewnętrznego, kierowników sumienia, przewodników na drogach w różnych dziedzinach życia i liderów wspólnot, zwłaszcza wspólnot osób wierzących (por. Velez Garcia, Ostrosky-Solis, 2006). Przy całościowym ujmowaniu własnego życia spotykamy się ze zjawiskami, których nie możemy poznawczo ogarnąć i zrozumieć. Niektóre spośród nich są wręcz tajemnicze. Chciałoby się wtedy powiedzieć za Demokrytem: "Nie staraj się zrozumieć wszystkiego, bo wszystko stanie się niezrozumiałe". Występuje tu różnorodność i niewyczerpywalność poznania dotyczącego własnego życia: w całości i w jego dziedzinach oraz komponentach. (Por. np. Derryberry, Thoma, 2005; Kim, Markman, 2006). I tak np. zrozumieć sens własnego cierpienia zasadniczo jesteśmy w stanie tylko ex post: gdy ono już przeminęło, a jednocześnie pozytywnie nas przemieniło. (Por. Helfenstein, Saariluoma, 2006; Nadelhoffer, 2005). Człowiek z natury oraz intuicyjnie poszukuje takiej informacji, która pomaga mu w całościowym i sensownym ujmowaniu swego życia. I tak np. narracja egzystencjalna, powieść, sztuka teatralna czy obcowanie z pięknem wyzwala nowe możliwości w zakresie samego życia oraz sposobów jego ujmowania i ekspresji. Człowiek może odczytać nową ofertę dla swego życia oraz ukształtować poczucie, że wkracza w nową erę, w której liczy się każda chwila. Życie i narracja zachodzą na siebie. Istnieje wtedy jakaś interferencja i wzajemna iluminacja. Za pomocą narracji klasycznych i mądrościowych (dla chrześcijanina to na przykład Biblia) człowiek interpretuje swoje życie. (Por. Nahmias i in., 2005). Należałoby wyróżnić różne perspektywy ujmowania swego życia. Jedną z nich jest perspektywa religijna (a może być także biologiczna, psychiczna, duchowa i egzystencjalna; albo też poznawcza, afektywna, dynamiczna, behawioralna i inne). Religijne ujmowanie swego życia pociąga swoistą dla tej religijności odpowiedzialność za jakość swego życia i za doskonalenie się ku świętości. Warunkuje też wyróżnienie czasu zwykłego (chronos), który przemija poza zasięgiem ludzkich możliwości wpływania i czasu zbawczego (kairos), na który człowiek może mieć wpływ przez swoje decyzje. Kairos to także "krytyczny moment", "rozstrzygająca chwila", "sprzyjająca okazja", "sposobność" - coś, co dokonuje się w kontekście jedynej, niepowtarzalnej i rozstrzygającej natychmiastowości - jako dobrze uświadomiony kryterialny moment życia. Chronos po prostu upływa, a kairos domaga się od człowieka rozstrzygającego działania, które dotyczy wydarzeń minionych (ich oznaczenia i nadania sensu), teraźniejszych i przyszłych (kairos "nawiedzenia" i "rozrachunku" lub "odpłaty"). Kairos człowieka religijnego (tu: chrześcijanina) jest "krótki" i szybko przepływa; jest czasem "skondensowanym", domagającym się świadomego przeżywania go - jest wyjątkową szansą, której nie wolno mu zmarnować. Dzięki procesom antycypacji nadchodzących wydarzeń i nadziei przyszłych dóbr - teraźniejsza egzystencja osób wierzących nabiera szczególnego znaczenia i otrzymuje głębokie znaczenie wychylenia ku przyszłości w pełni sensownej. (Por. Carbaugh i in., 2006; Chang i in., 2006; Lombrozo, Carey, 2006). Całościowe, a zarazem realistyczne ujmowanie swego życia wyróżnia w nim nie tylko okresy wzrostowe i łatwe, lecz także regresyjne i trudne. Do tych ostatnich należą choroby, starzenie się i śmierć. Wszystko to razem może uczynić z życia coś dynamicznego o pięknej strukturze. I tak np. starość dla osoby wierzącej jest (1) znakiem Bożego błogosławieństwa; (2) spełnieniem się ludzkiego życia; (3) końcowym etapem na drodze nabywania mądrości; (4) czasem świadczenia i przekazywania wartości najwyższych nowym pokoleniom; (5) czasem przemienienia i uświęcania tego, co człowiek dotychczas przeżył; (6) możliwością doświadczenia kruchości bytowania i rzeczywistości łaski; (7) dogłębnym doświadczeniem umykającego kairos: dopóki mamy czas, możemy czynić dobrze; (8) możliwością wtajemniczenia i uczestniczenia w ważnych momentach życia Jezusa Chrystusa (Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie); (9) okresem eschatologicznym, w którym procesy antycypowania zlewają się z wiarą religijną, a procesy wyboru przechodzą w nieodwołalne decyzje życiowo doniosłe; (10) doświadczeniem misterium życia. Wiele osób dopiero w starości mówi: "Nie przypuszczałem, że dopiero teraz przydarzy mi się coś tak wspaniałego". (Por. Anton, 2006; Kościelska, 2006). Całość ludzkiego życia może stanowić po prostu zjawisko - często nawet niekompletne - przynależne do określonego człowieka. Jeżeli jednak ta całość jest ujęta rozumnie, z wiarą religijną i dynamicznie - to może stać się czymś pięknym, czymś w pełni ludzkim i wzbogacającym kulturę. Piękno tego życia ma charakter swoisty i unikalny. Upodobanie wobec swego życia, jakie żywi np. człowiek wierzący, nie niweczy zaistniałych błędów, popełnionych grzechów i zawinionych klęsk - o ile jest on przekonany, że są one prześwietlone światłem z wysoka. (Por. DeClerq, 2005; Engeln-Maddox, 2006). Niniejsza praca może być pomocna m. in. dla osób uwikłanych w alkoholizm i w inne uzależnienia. Sugeruje ona to, że w życiu człowieka nie ma sytuacji beznadziejnych. Nawet tam bowiem, gdzie błędy, wykroczenia i grzechy kładą się paraliżującym ciężarem na przeszłości - życie nie musi być przegrane. Mocą bowiem własną lub życzliwych ludzi albo łaską daną z góry - może nastąpić zmiana sensu i znaczenia egzystencjalnego tego wszystkiego, co się w życiu wydarzyło. U człowieka np., w którego przeszłości dominowały wydarzenia destruktywne - może ukształtować się żal doskonały i pragnienie poprawy. Praca niniejsza jest skierowana nie tylko ku człowiekowi uwikłanemu w uzależnienie, ale i temu, który swoje życie określił jako stracone - na ważne komponenty procesu ujmowania swego życia, które mogą okazać się istotne na jego transformacji. W tym wszystkim autor liczy na wrażliwość i empatyczną aktywność Czytelnika. Czesław Walesa
Żar pod warstwą popiołu Marek smak alkoholu poznał w szkole średniej. Najpierw pił piwo w towarzystwie kolegów. W ten sposób w latach siedemdziesiątych licealiści demonstrowali swoją dorosłość. - A na prywatkach - wspomina - nie mogło obyć się bez wódki. Zapraszano mnie na różne spotkania towarzyskie, bo grając na perkusji w zespole rockowym, byłem osobą dość popularną nie tylko w środowisku rówieśników. Po koncertach, zwykle udanych, często piłem do rana. I w ten sposób wchodziłem w uzależnienie, nie zdając sobie z tego sprawy. Przełomowym momentem w życiu Marka była śmierć jego mamy. - Świat mi się zawalił - zwierza się. - A między mną i ojcem spotęgował się chłód i zostałem z tą negatywną emocją sam. To również wymagało opijania. A w tak zwanym międzyczasie, jeszcze przed śmiercią mamy, otrzymałem od szefa ultimatum. - Bardzo pana cenię - mówił - i właśnie dlatego postanowiłem: albo będzie się pan leczył i zostanie w firmie, albo rozwiążę z panem umowę o pracę. Poszedłem więc na sześciotygodniowe leczenie mojego alkoholizmu. Chodziłem na 8.00 do placówki lecznictwa odwykowego. Tam do 19.00 uczestniczyłem w różnych zajęciach, miedzy innymi słuchałem wykładów psychologów, lekarzy, terapeutów, a także wskazówek i świadectw przedstawicieli grupy Anonimowych Alkoholików. Potem, po intensywnej pracy nad sobą, na jakiś czas uspokoiłem głód alkoholowy. Nie straciłem posady, w domu zapanowała lepsza atmosfera. Niestety, po roku Marek wrócił do notorycznego picia. Ale sześć tygodni abstynencji nie poszło na marne. Był to, jak mówi, ważny etap w jego życiu. Bo patrząc z perspektywy tak zwanego dna, dowiedział się wiele o osobie, o swojej chorobie. - Bóg buduje na naturze ludzkiej - oznajmia - i widać między innymi na udziale alkoholików w zajęciach terapeutycznych. Do wspomnianego dna zbliżył się, gdy zmarł mu ojciec. - Nie pojechałem nawet na pogrzeb - mówi zażenowany. - Wyłgałem się zapaleniem korzonków. Rzeczywiście chorowałem, ale byłem też pijany i wstyd mi było spotkać się z rodziną. Po prostu bym nie ustał nad trumną... Jakiś czas po śmierci taty odeszła ode mnie żona i zostałem bez środków do życia. Znajomi przestali pożyczać mi pieniądze. Wreszcie, gdy zostałem już przez wszystkich opuszczony, coś we mnie pękło, nastąpiło zupełne załamanie. Szukałem rozpaczliwie pomocy, a jednocześnie odnosiłem się do świata z pogardą. Niekiedy mamiłem się jeszcze, że dam sobie radę. Szatan zawsze podpowiada człowiekowi, że może obejść się bez Boga. Tymczasem dotknąłem dna. Nie miałem zupełnie nikogo i niczego; był czas, że kradłem żywność ze sklepów, aby przetrwać. I, co gorsza, nieustannie towarzyszył mi przymus picia i brak nadziei. Dość nieoczekiwanie przyszedł do Marka kolega, abstynent, dawny kompan od kieliszka. Po pierwszej wizycie przychodził coraz częściej i opowiadał mu o swoim udziale w rekolekcjach ewangelizacyjnych zwanych Kursem Filipa. - On mówił - wspomina Marek - a ja słuchając go, piłem sobie gorzałkę. Tak było przez dwa lata - do 1997 roku. W lipcu tego roku żona Marka pojechała na rekolekcje do sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej. Tam prosiła Matkę Bożą Słuchającą o uratowanie rodziny, o pomoc w rozwiązaniu problemu alkoholowego męża. Gdy wróciła z rekolekcji, odwiedziła go. Był wtedy u niego również ów niepijący kolega. - Oboje zachęcali mnie - uśmiecha się Marek - żebym poszedł na Kurs Filipa. Uległem im. Dali mi pieniądze na noclegi i wyżywienie i cieszyli się... Pilnowałem się od poniedziałku, żeby w piątek dojechać trzeźwy na miejsce spotkania. Teraz jestem pewien, że wspierała mnie łaska uprzedzająca, bo przecież miałem pieniądze i pokusa była wielka, żeby je wydać na alkohol. A poza tym właśnie podjąłem nową pracę w Stoczni Gdyńskiej i mogłem nie otrzymać urlopu na wyjazd na rekolekcje. Wszystko jednak ułożyło się pomyślnie. Marek dojechał do Sobieszewa pod Gdańskiem na Kurs Filipa. - To był początek mojego zwycięstwa - podkreśla. - Najważniejsza była spowiedź z całego życia. Przygotowując się do niej, poszedłem do lasu z Pismem Świętym. Czytając fragmenty Biblii, przypominałem sobie, co dotąd zrobiłem dobrego, a co złego. Miałem ze sobą kartkę i skrupulatnie spisywałem na niej swoje winy, złe czyny; było ich kilkakrotnie więcej niż dobrych. Miałem pokusę, żeby na konto dobrych coś dopisać, ale głos wewnętrzny mówił mi: człowieku bądź raz uczciwy, zostaw kłamstwa. Trochę się przestraszyłem tego, co wypisałem po gruntownym rachunku sumienia. Bałem się podejść do księdza. A on, wysłuchawszy mojej długiej, szczerej spowiedzi pod drzewem, powiedział mi: "Marek, teraz nie musisz unikać Kościoła. Nie musisz kryć się pod chórem czy chować się za filarem. Siadaj w pierwszych ławkach - Bóg cię kocha. Twoje serce to czysty zeszyt. Idź i zapisuj go od początku..." Muszę mocno podkreślić - wzrusza się Marek - iż żona i wspomniany kolega są moimi duchowymi rodzicami. Poprzez swoje świadectwo, zachętę otworzyli mi drogę powrotną do Boga. Oni mnie zrodzili duchowo dla Jezusa. Gdy Marek w poniedziałek po rekolekcjach pojawił się w pracy, koledzy jak zwykle pili na dzień dobry. I jak zawsze zachęcali go do picia. Odmówił bez zastanowienia. Nie zmartwił się też, gdy po pracy nie znalazł w domu butelki piwa... I tak mijał dzień za dniem: praca - dom, praca - dom, ale już bez alkoholu, bez tęsknoty za nim. - Gdziekolwiek widziałem pijących - nie ruszało mnie, przechodziłem koło pijalni piwa - też nic mnie do niej nie ciągnęło. Ktoś namawiał mnie na kufelek. - Nie! Dzięki! Czułem, że Pan Bóg działa. Alkohol przestał dla mnie istnieć - rozpromienia się Marek - i zacząłem się modlić z prawdziwą radością. Nie miałem wątpliwości: zostałem uzdrowiony - 2 sierpnia 1997 roku. Od tego dnia w ciągu 10 lat - nigdy alkoholu nie wziąłem do ust. Nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że mógłbym to zrobić. Jestem uzdrowiony duchowo. Całym sobą brzydzę się alkoholem. Został wyrwany ze mnie korzeń zła. Dzięki Bogu, dzięki Jego miłosierdziu dostałem lepszą pracę, odzyskałem zaufanie rodziny, w końcu otrzymałem też przebaczenie żony. Wielkim znakiem dobroci Opatrzności Bożej było poczęcie się naszego ostatniego dziecka, dziś dziesięcioletniej już dziewczynki. Czyż to nie łaska Boża, że po piętnastu latach mordęgi z mężem pijakiem żona pozwala mu się do siebie zbliżyć? W Boże Narodzenie pamiętnego roku 1997 nasza rodzina świętowała już w komplecie. Zaczęło się - podkreślam - normalne życie. - Oczywiście - mówi dalej Marek - w domu obecnie nie jest stale sielankowo. Synowie wkraczają w dorosłość. A są przeze mnie najbardziej zranieni, bo dorastali w okresie moich pijackich wyczynów. Odkąd nie piję, zacząłem od nich więcej wymagać, aby nie poszli moją drogą. Spotykałem się raz po raz z oskarżeniem, że ograniczam im wolność. - Tato, może lepiej, żebyś dalej pił - mówili - bo jesteś nie do wytrzymania. Obecnie relacje nasze układają się coraz lepiej. Mimo wszystko domownicy doceniają wartość mojej trzeźwości. Wszystkie nasze rodzinne sprawy powierzamy Bogu. Żona najbardziej cieszy się z naszego - nazwijmy to - nowego życia, choć jeszcze nie przebaczyła mi do końca. I ja ją rozumiem. Nie chcę wpływać na nią w żaden sposób. Czasem jedynie podpowiadam nieśmiało, że Ewangelia mówi, iż nie można się oglądać za siebie. Często modlimy się wspólnie. Marek nie ma już żadnych objawów choroby alkoholowej. Nie ma śladów po niej. - Nigdy bym nie powiedziała - mówi sąsiadka Marka - że on przez ponad 20 lat pił. Jest przystojnym, bardzo inteligentnym, uroczym człowiekiem. - Miło jest się z nim spotykać - mówią bracia i siostry Marka ze wspólnoty "Marana Tha". - Patrząc z perspektywy czasu - wyznaje Marek - Pan Bóg czuwał nade mną zawsze. A ja też miałem Go głęboko w sercu. Gdziekolwiek się znalazłem, nawet w barze piwnym, gdy ktoś dowcipkował o Bogu, głupie kawały opowiadał o Maryi, mówiłem: człowieku albo odejdziesz od mojego stolika, albo ja stąd wyjdę. Można robić różne rzeczy, ale jest granica, której przekraczać nie wolno. I nie pozwalałem sobie ani innym na jej przekraczanie. Rodzice nie byli najlepszym przykładem ludzi wierzących. Mama, owszem, była pobożna, a tata był, jak to się mówi, wierzący, ale słabo praktykujący. Jednak dziękuję Bogu za rodziców i wszystkich krewnych, z którymi spotkałem się w młodości. Coraz bardziej upewniam się w przekonaniu, że zapamiętany wizerunek babci odmawiającej Różaniec, obraz mamy, która słuchając Mszy transmitowanej przez radio, przyklękała na podniesienie - to są te skarby wiary, duchowe perły, które teraz we mnie nabierają blasku. To są te wartości, które jak żar pod warstwą popiołu się tliły, a gdy Pan Bóg na nie dmuchnął, zapłonęły łaską, dzięki której nie odszedłem od Niego. Pamięć o nich dziedziczona po przodkach powodowała to, że potrafiłem odpierać ataki bluźnierców. - Nie wolno ci tak mówić, powtarzałem często, gdy ktoś plugawił imię Boże. Przecież nie przypadkowo też byłem jedynakiem - cycmüter mówią na Pomorzu. - Mama dawała mi dużo miłości i pozytywnie nastawiała do świata; przez to byłem delikatny, co mnie wyróżniało od kolegów z podwórka. Niejednokrotnie doświadczyłem kpin z ich strony. Gdy dochodziło do bójek, zaraz okno się otwierało. - Marek do domu - wołała mama. Zresztą nie lubiłem się bić. Dominował rys kobiecy w moim wychowaniu, bo tato nie za bardzo brał w nim udział. Miał tylko wobec mnie spore wymagania, którym nie udało mi się sprostać. Teraz domu Marka jest podobnie jak w jego domu rodzinnym. Jego żona wobec dzieci jest miękka. A on stawia sprawy jednoznacznie. - Na imprezie byłeś, to może idź trzeźwieć tam, gdzieś był - powiedział kiedyś do jednego z synów, który długo nie mógł mu tych słów darować. Żona jest delikatną, ale jakże mądrą kobietą - oświadcza Marek. - Jej pomoc w moim trzeźwieniu była najlepsza z możliwych, bo dawała mi odczuć konsekwencję mojego picia. Nie chroniła mnie przed ludźmi i sama siebie nie chroniła przed ich językami. Przychodzili do niej i mówili: Marek leży zmoczony na klatce schodowej, on się sam nie podniesie. - Trudno - odpowiadała - jak wytrzeźwieje, to wstanie. Alkoholik musi doświadczyć skutków swojego picia. Te incydenty pijackie, dyskomfort fizyczny i psychiczny nie idą w zupełną niepamięć. Pijak może wielu rzeczy nie pamiętać, ale coś się w nim koduje, odkłada jak warstwy mułu. W końcu je odkrywa i pyta, dlaczego. To nie prawda, że pijany nie myśli, że pozbawiony jest refleksji nad sobą. Jego myśli są chore, ale po jakimś czasie może dojść do słusznych wniosków. Gdy uskarża się do mnie jakaś żona na męża pijaka, pytam: Czy pani męża opiera? - No pewnie - odpowiada. A to błąd! - podkreślam - bo on zawsze w czystym odzieniu, w czystej pościeli, w ciepłym domu czuje się bezpiecznie. Któż w takiej komfortowej sytuacji nie chciałby dalej pić. Moja żona była wobec mnie, pijaka, twarda - i chwała jej za to. Dzięki niej mogę dziś posługiwać ludziom we wspólnocie "Marana Tha". Dzięki niej pojednałem się też z rodzicami po ich śmierci. Dwa lata się gryzłem, żeby pojednać się z ojcem, zrozumiałem wreszcie, że to ja muszę go przeprosić. Przebaczyłem mu jego chłód, gdy pojąłem, co to znaczy być ojcem. Uświadomiłem sobie, że on niejednokrotnie chciał też mnie przeprosić, ale nie umiał, bo moje zachowanie było odpychające. Dziękuję przede wszystkim Panu Jezusowi za wszystkie łaski, które stały się moim udziałem. Uzdrowienie duchowe poskutkowało tym, że przestałem odczuwać przymus picia. Przestałem zauważać wszystko, co dotyczy alkoholu. Czuję się tak, jakbym nigdy w życiu alkoholu nie pił i nie odczuwam potrzeby picia. Odrzucenie alkoholu to nie moja zasługa - to łaska dana mi z Góry. Po ugruntowaniu się we mnie przekonania, iż od alkoholu jestem uwolniony, zapragnąłem uwolnić się od palenia papierosów. Chodziłem do oliwskiej katedry i przed Jezusem Miłosiernym mówiłem: Nie chcę palić, proszę o łaskę. Owo proszenie pełne wiary wymagało mojej wytrwałości. Modliłem się około pół roku. I zdarzył się cud. Po trzydziestu latach palenia - nie palę! Nawet zapach papierosowego dymu mnie drażni. Chwała Panu! |
|