Strona główna

Trzeźwymi bądźcie
 numer 1/2008
 numer 2/2008
 numer 3/2008
 numer 4/2008
 numer 5/2008
 numer 6/2008

okładka"Trzeźwymi bądźcie" nr 2/2008
SPIS TREŚCI

Wstęp, Jan Karczewski OFMCap

* Problemy alkoholowe i abstynencja *

Pozwólmy się obdarować, Jan Karczewski OFMCap
Dekalog odkryty na nowo, ks. Marek Dziewiecki
Umiar bez abstynencji się nie obroni, Krzysztof Wojcieszek
Terminarz Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości
Świadectwa. Narodzona na nowo, D.
Porozmawiajmy... O sakramentach (spowiedź), Jan Karczewski OFMCap
Apostołowie trzeźwości. Ksiądz Michał Sopoćko, Tadeusz Pulcyn
Posługa duszpasterska. Wiedeńskie spotkania, Tadeusz Pulcyn
Z historii kaznodziejstwa. Struktura kazania o. Tadeusza Krawczyńskiego
Wieczór Wspomnień o Ojcu Benignusie Sosnowskim, T.P.
Z prasy. Wieczna libacja, Zbigniew Olejnik

* Apostoł Trzeźwości *

Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Dokumenty. Pro memoria, bp Tadeusz Bronakowski
List do Elżbiety Bieńkowskiej, Minister Rozwoju Regionalnego, bp Tadeusz Bronakowski
Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu

REFLEKSJE

Pozwólmy się obdarować

Jan Karczewski OFMCap

Każdy może znaleźć
swoje miejsce w naszym ośrodku.
Zapraszamy, abyście kształtując tu swoje umysly,
sumienia i serca, budowali nowe pokolenie chrześcijan.

     Rozpoczyna się kolejny rok historii świata i naszej historii. Stojąc na granicy czasu, być może oglądamy się wstecz, rozpamiętując to, co było, na nowo przeżywając radości i smutki płynące z minionych wydarzeń. Patrzymy w przyszłość, wierząc, że będzie lepiej. Nie zapominamy jednak o miejscu, w którym dokonuje się owo rozmyślanie nad przeszłością i przyszłością. Tym miejscem jest DZIŚ. W nim zbiegają się nasze doświadczenia przeszłości i stąd wyruszamy w przyszłość. W karnawałowym szumie zabaw trudno nam odkryć swoje

DZIŚ.

     Przemysł rozrywkowy chce nas z niego wyrwać i przenieść w światy, których nie ma, światy wymyślone. Umiejętność zabawy, radość są bardzo potrzebne w życiu każdego człowieka. Dzięki nim uczymy się dystansu do siebie, odpoczywamy, tworzymy relacje z innymi. Zabawa jest częścią życia. Problem pojawia się wówczas, gdy życie staje się zabawą. Można wtedy bardzo zranić siebie i innych. Jak do tego nie dopuścić? Potrzeba nieustannie troszczyć się o to, co najważniejsze w życiu. Co jest najważniejsze? Każdy z nas ma za zadanie poszukiwać odpowiedzi na to pytanie. Żeby je odnaleźć potrzebna jest nam

CISZA.

      Niejednokrotnie słuchałem wrażeń osób, które przyjeżdżają do naszego ośrodka. Byli zaskoczeni tym, jak inny jest świat za klasztornym murem. Słyszeli dobiegający gwar ulic, a jednak doświadczali przedziwnej ciszy, która dotyka serca. Cisza to przestrzeń, w której można odkryć to, co najważniejsze w naszym życiu, czyli Wolę Bożą wobec nas. Właśnie dlatego nie ma jednej odpowiedzi na pytanie o to, co najważniejsze. Jeżeli bowiem powiemy, że jest nią Boża Wola czy też miłość, to jednak sposób, w jaki ma się konkretnie ona wyrażać w życiu każdego z nas jest do odczytania przez każdego z nas osobiście. Trzeba zamknąć usta i otworzyć serce na Boże Słowo. W wydanym przez nasz ośrodek kalendarzu na 2009 rok, na jego pierwszej stronie, możemy ujrzeć wizerunek anioła, który palcem dotyka swoich ust, a drugą ręką, wzniesioną do góry, mówi niejako: "Zamilczcie! Słuchajcie!". Dla wielu ośrodek nasz jest miejscem, gdzie można znaleźć ciszę - warunek usłyszenia delikatnego głosu Boga. Potrzeba jeszcze wiary, aby przyjąć, wprowadzić w życie to, co On do nas mówi. Kapitalnie w tym kontekście brzmi rada australijskiej błogosławionej Marii Mac-Killop: "Uwierz w to, co Bóg szepce ci do ucha". Ten kto szepce do ucha jest kimś bliskim, szept brzmi w ciszy, szept dociera bardziej do serca niż krzyk. Pragniemy, aby zakroczymski ośrodek był miejscem, w którym Bóg szepce do ucha każdego, kto tylko zechce Mu wierzyć i Go słuchać. Dlatego też pragniemy poszerzyć naszą ofertę o nowy rodzaj spotkań rekolekcyjnych. Będą to "rekolekcje ciszy". W ich trakcie będzie czas na wspólne przeżywanie liturgii, adoracja Najświętszego Sakramentu, praca z Pismem Świętym, słuchanie Słowa Bożego, możliwość skorzystania z sakramentu pokuty. Wszystko to zanurzone niejako w ciszy, bez zbędnych rozmów przy posiłkach, w pokojach. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą słuchać tego, co Pan chce im szeptać do ucha. Pierwsze tego typu spotkanie odbędzie się w białym tygodniu: od 16 do 19 kwietnia. Zakończy się Świętem Miłosierdzia Bożego. Rekolekcje odbędą się w niedawno wyremontowanym pierwszym budynku OAT, gdzie w kaplicy króluje Jezus Miłosierny w swoim wizerunku z Wilna. Mamy nadzieję, że także nasza nowa inicjatywa wpisze się w program duszpasterski Kościoła w Polsce, który w roku liturgicznym 2008/2009 brzmi: Otoczmy troską

ŻYCIE.

      Dla wszystkich ruchów i działaczy trzeźwościowych program ten oznacza zintensyfikowanie swoich działań, wszak troska o trzeźwość jest troską o życie. Brak trzeźwości - tej w odniesieniu do alkoholu - niesie śmierć w różnych wymiarach. Zazwyczaj uważa się, że najgorszą konsekwencją niewłaściwe go używania (a więc nadużywania) alkoholu jest popadnięcie w uzależnienie. Okazuje się jednak, że to tylko (albo aż) jeden z wielu skutków. Iluż bowiem nie uzależnionych, ale pod wpływem alkoholu, ginie w wypadkach samochodowych, popełnia przestępstwa, czasami doprowadzając do czyjejś lub swojej śmierci - jeżeli nie fizycznej to duchowej. Ileż śmiertelnego zła dzieje się na tzw. imprezach, gdzie alkohol zwalnia hamulce wstydu i doprowadza do wielu tragedii młodych ludzi. Ostatecznie złe używanie alkoholu sprawia, że gubi się miłość w naszych rodzinach. Powstaje błędne koło - nietrzeźwi rodzice (w szeroko pojętej nietrzeźwości, a wiec w odniesieniu do alkoholu, pracy, zabawy itd.) sprawiają, że ich dzieci, głodne miłości, gubią się w tym świecie. Chcąc zapełnić w sobie pragnienie miłości, tracą siebie, swoje życie, niejednokrotnie popadając w różne uzależnienia lub popełniając tragiczne w skutkach błędy. Zadaniem każdego, kto pragnie być apostołem trzeźwości zdaje się być troska o trzeźwość, której sercem jest

MIŁOŚĆ.

      Tak rozumiana trzeźwość - a więc życie budowane na miłości - może stać się polem działania każdego człowieka na miarę swoich możliwości. Jedni mogą to czynić modlitwą, darem swego cierpienia, choroby, dobrowolną abstynencją. Inni dołączą do tego swoje działanie oparte o wiedzę z zakresu problemów alkoholowych. Jeszcze inni - troszcząc się o własną trzeźwość, podnosząc się z choroby alkoholowej, aby z miłością służyć życiu w swoich bliskich. Każdy może znaleźć swoje miejsce i spotkanie w naszym ośrodku. Zapraszamy, abyśmy kształtując tu swoje umysły, sumienia i serca budowali nowe pokolenie chrześcijan. Do tego wzywał papież Benedykt XVI wszystkich młodych zebranych na Światowych Dniach Młodzieży w Sydney w 2008 roku: "Nowe pokolenie chrześcijan, umacniane przez Ducha Świętego i czerpiące z bogatej perspektywy wiary, winno uczestniczyć w budowaniu świata, w którym życie - dar Boży - nie będzie odrzucane nie będzie budziło lęku, postrzegane jako zagrożenie i niszczone, lecz przyjmowane szanowane i pielęgnowane. Będzie to nowa epoka, w której miłość nie będzie chciwa i egoistyczna, lecz czysta, wierna i prawdziwie wolna, otwarta na innych, szanująca ich godność, dbała o ich dobro, promieniująca radością i pięknem. Nowa epoka, w której nadzieja uwolni nas od płytkości, apatii i koncentracji na sobie, które przytępiają nasze dusze i zatruwają relacje między ludźmi"1. Otoczyć opieką życie to - w najgłębszym sensie - żyć wiarą, nadzieją i miłością. Cóż to jednak znaczy - żyć wiarą nadzieją i miłością? Najpierw umieć je przyjąć, zaczerpnąć ze źródła, którym jest Dobry Bóg, pozwolić obdarować się tymi skarbami. Dobrze znamy słowa św. Pawła z Hymnu o miłości - "Teraz więc trwają wiara, nadzieja i miłość - te trzy. Z nich zaś największa jest miłość". Miłość, która jest darem Boga ma konkretne imię - MIŁOSIERDZIE. Pozwólmy się nim obdarować, nie ma nad nie nic większego.

W imieniu wszystkich duchownych i świeckich pracowników OAT życzę, aby rozpoczynający się Nowy Rok 2009 był dla każdego z Was - drodzy Czytelnicy - doświadczeniem największej łaski - Miłości Miłosiernej. Niech ona wzbudzi w Was pragnienie służby życiu poprzez apostolat trzeźwości.

Jan Karczewski OFMCap

do spisu treści


Copyright by OAT 2010

ŚWIADECTWA

NARODZONA NA NOWO

     Matka pragnęła mego przyjścia na świat, mimo że mój ojciec tego nie chciał. Odszedł zanim się urodziłam. Podobno musiała oddać mnie na wychowanie babci. Była babcia, chory na raka dziadek oraz pewien wujek... Z relacji rodzinnych wiem, że wujek wyciągał ręce w moim kierunku, darząc mnie dotykiem, nie tyle niestosownym, co w najwyższym stopniu zakazanym w stosunku do dziecka. A byłam wtedy niemowlęciem. Pamiętam, że w zakazany sposób dotykał mnie i później, gdy miałam lat kilka. Inny wujek zmuszał mnie do dotykania jego w sposób zakazany. W wieku trzech lat zamieszkałam z mamą, poszłam do przedszkola. Bywało, że zostawałam w przedszkolu do późna. Gdy wszystkie inne dzieci już poszły do domu, wreszcie przychodziła moja mama. Pijana. Gdy miałam 7 lat, mama wyszła za mąż. Za alkoholika. Czasy szkoły podstawowej to dla mnie życie w chaosie, napięciu i najtrudniejszych do zniesienia - strachu i lęku. Ciągle myślałam, czy matka wróci po pracy do domu trzeźwa, czy pijana. Nie wiedziałam, w jakim stanie wróci ojczym. Były kłótnie, awantury, bójki.
     Pierwszy raz piłam alkohol, gdy miałam 6 lat - dostałam trochę szampana w Sylwestra. Czułam się wyróżniona, ważna, dorosła. Gdy byłam nastolatką, chętnie wybierałam towarzystwo pijących, szukałam okazji do wypicia. Kiedy miałam 20 lat zostałam zgwałcona. W tym czasie alkohol stał się moim codziennym towarzyszem. Na początku wystarczały małe ilości - nieduża butelka w torebce, z której popijałam ukradkiem - zapewniały mi uczucie rozluźnienia, ulgi. Z czasem potrzebowałam coraz większych ilości - zaczynałam picie od rana, przed wyjściem z domu, i z trudem wytrzymywałam bez napicia się do końca pracy. Wracając do domu, zawsze kupowałam alkohol, który, bywało, zaczynałam pić już na schodach - nie mogłam doczekać się wejścia do domu. Piłam w towarzystwie i w samotności. Po przebudzeniu nie mogłam wstać z łóżka, czułam się okropnie. Często łączyłam alkohol z narkotykami. Szukałam ciepła i miłości w ramionach mężczyzn, którzy nie mogli dać mi tego, czego potrzebowałam. Bywa łam w kasynach - grałam i piłam. Po przebudzeniu kac alkoholowy, nikotynowy i moralny był nie do zniesienia.
     Wiedziałam, że mam problem z alkoholem, choć udawało mi się go nadal ukrywać przed światem. Moje życie ograniczało się do picia i wykonywania niezbędnych obowiązków. Piłam codziennie przez jakieś 9-10 lat. Musiałam pić codziennie. Bywało, że upijałam się kilka razy dziennie. W tym czasie byłam w szpitalu, miałam poważną operację, ale i tam umiałam zorganizować sobie coś do wypicia.
     Mówi się, że alkoholik musi osiągnąć dno, żeby chcieć przestać pić. Dla każdego to dno może być inne, na innej wysokości, czy raczej niskości; może to być jakieś konkretne wydarzenie, które nim wstrząśnie np. wizyta w izbie wytrzeźwień, wypadek, śmierć kogoś bliskiego, a może być tak, jak było w moim przypadku, że na dno złożyły się wydarzenia, rozłożone w czasie, może nie tak dramatyczne, na moją miarę. Wymiotowanie w taksówce. Zataczanie się na ulicy. Upadki i zranienia. Ciąża pozamaciczna. A w tym wszystkim najtrudniejsza do zniesienia dla mnie - utrata szacunku do siebie samej.
     Kiedyś piłam codziennie, dzisiaj od ponad 7. lat codziennie nie piję. Tak naprawdę to nie wiem, jak to się stało. Pewnego dnia (miałam wtedy 31 lat) nie kupiłam alkoholu i tak już zostało. To, że nie piję, postrzegam jako wielką łaskę, jako Dar. To cud, myślałam przecież, że będę piła do końca życia. Na początku liczyłam każdy dzień bez alkoholu. W 6. dniu abstynencji poszłam na pierwszy mityng AA, po dwóch miesiącach na terapię, zatroszczyłam się o to, żeby mieć spon-sorkę w AA. W czasie picia, właściwie od czasów dzieciństwa, negowałam istnienie Boga, ale kiedy przestałam pić, otworzyłam się na Boga, który zna drogę do mojego serca. Nie było tu żadnych spektakularnych zjawisk. Proces nawrócenia, a właściwie nawracania, zaczął się łagodnie (i trwa nadal) od przypominania sobie prostych, codziennych modlitw, poprzez sporadyczny udział we Mszy świętej, do przyjęcia sakramentu bierzmowania w wieku 35 lat, regularnej spowiedzi i codziennej Mszy świętej.
     Wiem, jak ważne jest dla mnie to, żebym się nie napiła i że jest to możliwe tylko dzięki opiece Bożej i chodzeniu na mityngi AA. Wiem, jak ważne jest, bym nie sięgnęła po pierwszy kieliszek. Tylko zachowanie abstynencji daje mi szansę rozwoju, a mam nad czym pracować... brak pokory, pycha i jednocześnie niskie poczucie własnej wartości, poczucie, że nic mi się nie należy i jednocześnie wiele oczekiwań, duża wrażliwość, nadwrażliwość nawet, głównie na własnym punkcie, egocentryzm - to tylko kilka cech, które chcę w sobie zmieniać.
     Ale do tego wszystkiego podarowano mi Nadzieję, Wiarę i Miłość. 7 lat temu zostałam narodzona na nowo, staram się tej drugiej szansy nie odrzucić i pragnę współdziałać z Bogiem, który stwarza mnie każdego dnia.

D.

Warszawa, 28 października 2008

do spisu treści


Copyright by OAT 2010