Strona główna

Trzeźwymi bądźcie
 numer 1/2009
 numer 2/2009
 numer 3/2009
 numer 4/2009
 numer 5/2009
 numer 6/2009

okładka"Trzeźwymi bądźcie" nr 5/2009
SPIS TREŚCI

Wstęp, Tadeusz Pulcyn

* Problemy alkoholowe i abstynencja *

Witaj szkoło, Anna Janik-Szewczyk
Psycho-bio-społeczny model uzależnień, Jerzy Piotr Marciniak
Świadectwa. Wygrałem życie, Ryszard
Spostrzeżenia. Patriotyzm, Anna Janik-Szewczyk
Nasi patroni. Święci Dominik Savio i Stanisław Kostka, Anna Janik-Szewczyk
Dokumenty. List Benedykta XVI na Rok Kapłański
Sylwetki. Krzysztof Pepławski we wspomnieniach przyjaciół
Książki. Próba zastosowania Viktora Emila Frankla koncepcji rozwoju noetycznego w programie terapii uzależnień
Z prasy. O uzależnieniach, Zbigniew Olejnik

* Apostoł Trzeźwości *

Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Homilie. Zacni Państwo Parlamentarzyści, bp Tadeusz Bronakowski
Biskup Piotr Libera do pątników

Świadectwa

Wygrałem życie

     Mam na imię Ryszard, jestem trzeźwiejącym alkoholikiem. Przez 20 lat piłem alkohol i się od niego uzależniłem. Nie zdawałem sobie sprawy, że alkoholizm to jest aż tak bardzo ciężka choroba. Z powodu mojego picia cierpieli wszyscy moi najbliżsi - żona, dzieci, cała rodzina. Z roku na rok piłem coraz więcej, straciłem praktycznie wszystko. Rozpadło się moje małżeństwo, miałem kolizje z prawem, utraciłem dobrą pracę, ale przede wszystkim ucierpiało moje zdrowie.

     W roku 1980 przeprowadziłem się z Wybrzeża na Warmię. Myślałem, że jak zmienię otoczenie, to będę mniej pił. Ale tak się nie stało. Choroba moja coraz bardziej się pogłębiała. W tym czasie poznałem moją obecną żonę, z którą mam dwóch synów. Jakoś udało mi się ułożyć życie mimo iż nadal piłem.

     W roku 1990 dzięki mojej żonie, rodzinie i znajomym zacząłem wreszcie coś robić, aby przestać pić. Bywałem w szpitalu na oddziale odwykowym, zacząłem uczęszczać na grupy Anonimowych Alkoholików, grupy terapeutyczne. Siedem razy miałem wszyty esperal (chemiczny "straszak"). Nie powiem, przez jakiś czas przynosiło to pozytywny skutek. Piłem mniej. Zdarzały się okresy - miesiąc, trzy miesiące, sześć miesięcy - w których nie piłem. Jednak po upływie każdego z nich wracałem do nałogu. Nie wiedziałem, co mam zrobić, zacząłem chorować, wszystko mnie bolało, nie mogłem spać ani pracować, nie mogłem funkcjonować normalnie. Obsesja picia była tak wielka, że nie mogłem sam sobie z nią poradzić, chociaż bardzo chciałem. Przyznawałem się do mojej bezsilności wobec alkoholu, lecz nadal piłem.

     W roku 2000 nastąpił wreszcie przełom w mojej chorobie alkoholowej. W Nowy Rok słuchałem przemówienia milenijnego Ojca Świętego Jana Pawła II. Bardzo mnie ono poruszyło. Jan Paweł II powiedział wtedy, że jeżeli bardzo chcesz coś zmienić w swoim życiu, mocno tego pragniesz, to ten rok 2000 jest rokiem, w którym pragnienie takie może się spełnić. Bardzo to do mnie przemówiło, bo ja pragnąłem przestać pić. Z tą myślą oswajałem się do czerwca tego roku. Wtedy to odbywała się piesza pielgrzymka grupy AA do Gietrzwałdu, aby modlić się o trzeźwość. Stałem na górce koło hotelu Novotel, miałem kaca i płakałem. Nie czułem w sobie sił fizycznych, aby iść z nimi, a tak bardzo chciałem. Widziałem jak grupka moich kolegów oddala się, kierując się w stronę sanktuarium gietrzwałdzkiego. Wtedy coś we mnie wstąpiło. Zacząłem prosić Pana Boga, aby dodał mi sił potrzebnych na drogę do Matki Bożej. Zszedłem na drogę i zatrzymałem samochód, który zawiózł mnie pod samo sanktuarium. Tam, pod bazyliką, stałem zrozpaczony i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. W pewnym momencie zobaczyłem zakonnika, szedł w klapkach, z rozwianymi długimi włosami. Zapytał mnie, co ja tutaj robię, czego potrzebuję? Odpowiedziałem mu, że jestem alkoholikiem i chcę przestać pić. I dodałem: "Ojcze, co mam zrobić?". A on, jak gdyby nigdy nic, przytulił mnie serdecznie i ciepłym głosem, jakby niebiańskim, powiedział: "Bracie, módl się". Zdziwiłem się bardzo, bo nie wiedziałem, jak mam się modlić. Zapytałem go: "Ojcze, ale jak mam się modlić?". On na to: "Stań przed bazyliką i przeczytaj, co tam jest napisane na murze". Byłem zaskoczony, przecież tyle razy we wrześniu przychodziłem tu z pieszą pielgrzymką, ale nigdy żadnego napisu nie zauważyłem. Poszedłem więc i przeczytałem słowa napisane dużymi literami, które Matka Boża wypowiedziała podczas objawień: "Módlcie się i odmawiajcie Różaniec". Wtedy już wiedziałem jak mam się modlić o moją trzeźwość. Dzisiaj mija równo 9 lat od tamtego zdarzenia. Codziennie odmawiam Różaniec w intencji mojej trzeźwości. Nastąpiła wielka zmiana w moim życiu. Teraz wiem, że to Pan Bóg zesłał Ducha Świętego, aby pomagał mi trwać w trzeźwości. Wszystko zaczęło się układać. Otrzymałem unieważnienie małżeństwa z moją pierwszą żoną. W kwietniu 2007 roku, po 25 latach wspólnego życia, wziąłem ślub kościelny z moją obecną żoną. Ceremonia odbyła się w bazylice Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Właśnie tam, gdzie otrzymałem łaskę trzeźwienia.

     Przed ślubem żyliśmy z żoną przez 40 dni w czystości. Teraz razem pielgrzymujemy, aby modlić się, do Gietrzwałdu, Lichenia, Częstochowy i innych sanktuariów maryjnych. Pamiętam, że na jednym z dużych mityngów AA, w roku 1996, abp Edmund Piszcz powiedział: "Wy, alkoholicy, którzy tyle w życiu wycierpieliście, jesteście wybrani przez Boga, aby nieść posłanie innym ludziom, jak żyć, jak się modlić i jak być trzeźwym". Wtedy tego nie rozumiałem, ale w tej chwili wiem jak głęboki sens mają te słowa.

     W moim życiu przytrafiło się wiele bardzo dziwnych zdarzeń, których nie potrafiłem wyjaśnić, dzisiaj wiem, że to były dzieła Boga.

     W 1960 roku miałem jechać z całą klasą na spływ kajakowy. Moja mama tego dnia miała jednak dziwne przeczucie i nie obudziła mnie o 5.00, przez co spóźniłem się i nie pojechałem na ten spływ. Wieczorem dotarła do nas informacja, że wszyscy uczestnicy spływu utonęli. Przeżyłem tylko ja jeden, bo nie pojechałem z nimi. Wiem, że to było dzieło Boga, który już wtedy czuwał nade mną i miał wobec mnie inne plany.

     W roku 2003, gdy już trzy lata byłem trzeźwy, a wszystko dobrze się układało, zachorowałem. Musiałem poddać się poważnej operacji szyi. Bardzo się wtedy bałem, przed samą operacją wziąłem do ręki różaniec i modliłem się. Prosiłem Boga, żeby operacja się udała, prosiłem też o jakiś znak, który pokazałby mi, że nie muszę się martwić. To była pycha! Jednakże pięć minut przed zabiegiem, kiedy już szykowałem się, aby udać się na stół operacyjny, otworzyły się drzwi na korytarz. Pojawił się w nich bp Julian Wojtkowski, przytulił mnie i pobłogosławił. Operacja udała się, ja czuję się dobrze. To niewątpliwie był znak od Boga.

     W czerwcu 2008 roku, będąc na Jasnej Górze, czułem potrzebę podziękowania w jakiś sposób Matce Bożej za moją trzeźwość. Początkowo nic mi nie przychodziło do głowy. W pewnej chwili wziąłem mój srebrny różaniec, na którym od 2000 roku się modliłem, i zawiesiłem go przy ołtarzu pomiędzy wieloma innymi.

     Parę godzin później, przechadzając się u stóp Jasnej Góry, znalazłem duży, 18 karatowy, złoty, łańcuch. Noszę go od tej pory na szyi, czując bliskość Matki Bożej, która nade mną czuwa.

     Opisałem tylko trzy zdarzenia, ale było ich co najmniej kilkanaście. Niewątpliwym cudem jest także moja trzeźwość, która jest najważniejsza.

     Odkąd powierzyłem mój problem alkoholowy Panu Bogu, moje życie bardzo się zmieniło. Stałem się człowiekiem dojrzałym, staram się żyć uczciwie. Kocham swoją rodzinę, a moja rodzina kocha mnie.

     Sypiam spokojnie, pracuję od pięciu lat w tym samym zakładzie pracy, co do roku 2000 nigdy mi się nie zdarzało. Nie martwię się, że zostanę zwolniony za nadużywanie alkoholu. Nie mam lęków, jestem wyciszony emocjonalnie.

     31 maja bieżącego roku skończyłem 60 lat. Moje urodziny uczciłem kilkugodzinną modlitwą w katedrze. Dziękowałem w ciszy i skupieniu Panu Bogu i Duchowi Świętemu za trzeźwość, a także prosiłem o dalszą opiekę.

     Jeden z moich przyjaciół księży, kiedy opowiedziałem mu moją historię podczas spowiedzi przed ślubem kościelnym, powiedział mi: "Wygrałeś życie, Rysiu!" Z niedowierzaniem spoglądam na dawnego siebie, takiego grzesznika, jakim byłem. Widzę teraz, w jaką osobę zmienił mnie Bóg i jak na dobre zmienił moje życie.

     Polecam Bogu w modlitwie moją żonę, moją rodzinę, przyjaciół, księży, lekarzy, terapeutów i wszystkich, którzy w jakimkolwiek stopniu pomogli mi w osiągnięciu trzeźwości. Szczególnie polecam Bogu moją świętej pamięci mamę, która tak bardzo modliła się o moją trzeźwość.
Bóg zapłać!

     Ryszard

do spisu treści


Copyright by OAT 2010