Strona główna

Trzeźwymi bądźcie
 numer 1/2010
 numer 2/2010
 numer 3/2010
 numer 4/2010
 numer 5/2010
 numer 6/2010

okładka"Trzeźwymi bądźcie"  nr 2/2010
SPIS TREŚCI

Wstęp, Krzysztof Kościelecki OFMCap

Problemy alkoholowe i abstynencja

Święty Tomasz i profilaktyka, Krzysztof Wojcieszek
Droga Krzyżowa, Dariusz Sosnowski OFMCap
Pieśni wielkopostne
Ogrójec - szkoła modlitwy, ks. Marek Dziewiecki
Apostolstwo trzeźwości, Tadeusz Pulcyn
Terminarz Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości
Świadectwa. Na dobre i na złe, Danka
Uzależnienia. Anoreksja, Anna Janik-Szewczyk
Ogólnopolska Poradnia Telefoniczna dla Osób w Kryzysie Emocjonalnym
Spostrzeżenia. Wielkanocne dylematy, Anna Janik-Szewczyk
Święci kapucyni. Kryspin z Viterbo, Anna Janik-Szewczyk
Recenzje. AA w oczach psychologa, Magdalena Korzekwa
Rozważania różańcowe. Zło dobrem zwyciężaj, ks. Jerzy Popiełuszko
Kapłan - obrońca kobiet i rodzin, ks. Marek Dziewiecki
Warto przeczytać. Ksiądz Jerzy zwyciężał dobrem, T.P.
Z prasy. W Rzeszowie więcej wódki? Zbigniew Olejnik

Apostoł Trzeźwości

Wstęp, ks. Zbigniew Kaniecki
Grupy robocze Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości
Sylwetki. Pascha Matta Talbota, Krzysztof Wojcieszek

Problemy alkoholowe i abstynencja

Święty Tomasz i profilaktyka

Krzysztof Wojcieszek

Zubożona intelektualnie wiara zbyt rzadko prowadzi do kontemplacji prawdy.
Ktoś wierzy, ale nie czuje się dzieckiem Boga. Święty Tomasz się czuł.
Porzucił jedną miłość, aby zyskać większą.
Motyw miłości i kontemplacji prawdy wydaje się w profilaktyce najważniejszy.



     Co może mieć wspólnego średniowieczny święty z całkiem współczesnymi problemami? Pozornie niewiele, ale gdy zaproszono mnie do zabrania głosu na temat profilaktyki, niemal od razu przypomniał mi się ten właśnie człowiek, którego bardzo cenię, wręcz uważam za swego mistrza.

NIKT NIE UNIKNIE FILOZOFICZNYCH PYTAŃ

     Niedawno podczas międzynarodowej konferencji jeden z uczestników po moim referacie zadał mi pytanie: Zajmuje się pan profilaktyką, zwłaszcza alkoholową, współpracował pan z PARPA, a tymczasem usłyszałem filozoficzny referat na temat praw dzieci, rodziny, rodzicielstwa... Czy tym się pan teraz zajmuje? Zmienił pan branżę? Wyjaśniłem dociekliwemu słuchaczowi, że jestem od dawna aktywny na obu polach. Bardzo czynnie zajmuję się praktyką profilaktyczną, choćby ostatnio w Zielonce, gdzie prowadziłem kilkanaście spotkań według nowego autorskiego scenariusza, ale oprócz tej praktyki od ponad 30 lat zajmuję się również filozofią człowieka, i to jest moja ulubiona dziedzina akademicka. Konsekwentnie prowadzę też badania filozoficzne, których owocem jest wiele artykułów i kilka książek. Uważam się przede wszystkim za filozofa, choć po drodze ukończyłem studia z zakresu biologii molekularnej i zrobiłem kilka innych rzeczy. Muszę jednak przyznać, że we współczesnym świecie niełatwo być filozofem i czasem trzeba tego wyboru mocno i aktywnie bronić. Mimo to sądzę, że moje filozoficzne inklinacje nie tylko nie kłócą się z profilaktyką problemową, ale ją wydatnie wzmacniają. Głównie ze względu na pogłębione spojrzenie na człowieka, które filozofia zapewnia. Zresztą filozofem jest każdy, również Czytelnik "Trzeźwymi bądźcie", tyle że najczęściej filozofem amatorem. Nikt bowiem nie uniknie w życiu tak zwanych pytań filozoficznych, na przykład: Kim jestem? Po co żyję? Do czego zmierzam? Filozof profesjonalny też je stawia, ale jest bardziej wytrenowany w układaniu odpowiedzi i świadomy już dokonanych rozstrzygnięć.
     Zatem, jestem i profilaktykiem, i filozofem. I proponuję czytającym "Trzeźwymi bądźcie" przyjąć św. Tomasza z Akwinu (1224-1274) jako profilaktyka. Czego może nas nauczyć św. Tomasz na temat profilaktyki, zwłaszcza alkoholowej? Zwykle przy takim pytaniu zwracamy wzrok ku bibliotecznym półkom i szukamy tam dzieł dawno zmarłego myśliciela. Dzieł św. Tomasza jest sporo. Był bardzo pracowity, potrafił dyktować sekretarzom cztery dzieła filozoficzne i teologiczne jednocześnie! Jego zakon - dominikanie - poznał się na jego talencie i dał mu do pomocy stałego opiekuna-menedżera ( socjusza, towarzysza, Reginalda z Piperno) i kilku biegłych w pisaniu sekretarzy. Zdarzało się, że Tomasz dyktował, zdanie po zdaniu, do kilku tekstów jednocześnie! Krąży anegdota, że podczas procesu kanonizacyjnego, gdy zastanawiano się nad ewentualnym cudem, który miałby potwierdzić świętość Tomasza, zniecierpliwiony ekspert zawołał: A te 300 dzieł brata Tomasza to nie cud? Istotnie, to jest prawdziwy cud, gdy się rozważy warunki historyczne tej pracy. Chcę jednak nie od dzieł św. Tomasza zacząć, lecz od jego biografii. Zwłaszcza, że sam Doktor Anielski - jak go potem nazywano - pod koniec życia trochę swoje dzieła zdyskredytował, gdy na pytanie, dlaczego zaniechał pisania, odparł: Wszystko to wydaje mi się niczym słoma. Zostawmy więc na chwilę tę "słomę" i zatrzymajmy się przy jego życiu, szukając, profilaktycznych podpowiedzi.
     Z pozoru w biografii św. Tomasza nie ma nic, czym mógłby się pożywić współczesny profilaktyk, zwłaszcza alkoholowy. Trudno bowiem stawiać tego filozofa za wzór współczesnemu człowiekowi, trudno zachęcać do naśladowania w sytuacji, gdy upłynęło już prawie 800 lat od czasu, kiedy żył i tworzył, gdy od tamtej pory na świecie zaszły liczne, ogromne zmiany społeczne i technologiczne. Czy był abstynentem, krzewicielem trzeźwości? Nie bardzo. Jak większość w tamtym czasie "używał nieco wina". A może nauczał o trzeźwości? Tym aspektem jego nauczania zajął się ostatnio niejaki Christopher Cook, angielski pastor i terapeuta, zatem już nie muszę się temu przyglądać. Jest książka napisana przez Cooka w języku angielskim, ale możliwa do zdobycia. Zresztą większość dzieł św. Tomasza jest dostępna w języku polskim i stosowne fragmenty można tam znaleźć i samemu poczytać.

WYBRAŁ UBÓSTWO W STYLU "NO LOGO"

     Zatem, może Tomasz prowadził ascetyczny tryb życia, właściwy średniowiecznym zakonnikom? Z pewnością pościł bardziej niż my dzisiaj, ale to było w jego przypadku naturalne. A jednak z obfitującego w ciekawe szczegóły życiorysu Tomasza da się wyprowadzić wiele wskazówek profilaktycznych. Dla przejrzystości skupię się na tych sprawach, które mnie najbardziej fascynują i są najbardziej czytelne. Ponieważ jednak nie wolno skazywać Czytelnika na szperanie po encyklopediach, trzeba przypomnieć garść zasadniczych szczegółów biograficznych.
     Święty żył w średniowiecznych Włoszech. Urodził się w rodzinie hrabiego Aquino, spokrewnionej z panującymi rodami kilku państw. Ten potężny ród planował przyszłość dzieci. Dla Tomasza przewidziano lukratywny stołek opata klasztoru na Monte Cassino, skądinąd dobrze znanego Polakom. Tam pobierał pierwsze i bardzo solidne nauki. Benedyktyni z Cassino słynęli z uczoności i pobożności. Świetnie przygotowali ucznia, który miał się w przyszłości stać ich opatem. Tak się jednak nie stało. Tomasza pociągnął ówczesny "ruch hipisowski", którym były rewolucyjne zakony mendykanckie - augustianie, franciszkanie, karmelici i dominikanie. Ślubowali radykalne ubóstwo w stylu dzisiejszego "no logo", a przede wszystkim nauczali, wędrując i żebrząc. Wizja syna żebrzącego na europejskich drogach do żywego dotknęła dumną matkę Tomasza. Rozkazała jego starszym braciom sprowadzić go na rodowy zamek. Sprawni rycerze podołali zadaniu; wyrwali brata z rąk dominikanów w momencie, gdy ten usiłował cichcem uciec do odległego dominikańskiego klasztoru. W areszcie domowym miał kruszeć i pogodzić się z racjami rodziców. Okazał się jednak nadzwyczaj twardym zawodnikiem. Choć jego mama nie dawała za wygraną, przystał ostatecznie do dominikanów.

ZOSTAWIŁ DOWODY NA ISTNIENIE BOGA

     Najpierw młody dominikanin trafił na studia do Rzymu, a potem do Kolonii, gdzie uczył go jeden z najgenialniejszych uczonych średniowiecza, św. Albert Wielki, wybitny teolog, filozof i przyrodnik. Tomasz wziął od niego wiele. Mistrz i uczeń nawet się zaprzyjaźnili, ale adept szybko przerósł mistrza i wypracował oryginalną filozofię, akcentującą tak zwany prymat aktu istnienia w bycie. Był to istny przewrót kopernikański w myśleniu filozoficznym, który do dziś wywołuje gwałtowne dyskusje. Była to, innymi słowy, taka nowość, że trzeba było aż 800 lat, abyśmy zrozumieli i docenili należycie jego odkrycie filozoficzne. Jednocześnie św. Tomasz tworzył wspaniałą syntezę filozofii i teologii, chyba najdoskonalszą w dotychczasowych dziejach; syntezę, w której wiara i rozum idą razem, nie wykluczają się wzajemnie, lecz wspierają i uzupełniają.
     Zakon szybko zorientował się, kto wstąpił w jego szeregi i intensywnie "eksploatował" talent Tomasza, kierując go na uczelnie zakonne i między innymi do Paryża, na Sorbonę, główną uczelnię chrześcijańskiej Europy. W życiu tego wędrującego mnicha nie brakowało zatem podróży, ciężkiej pracy, licznych wyzwań. Bo to nie były spokojne czasy. Być może dlatego św. Tomasz nie żył długo. Wezwany przez papieża na sobór w roli eksperta, wyruszył w podróż, ale po drodze zachorował i zmarł w opactwie cystersów - w Fossanuova.
     Zanim został ogłoszony świętym, kilka jego tez uroczyście potępili ( pod karą klątwy!) arcybiskupi Paryża i Oksfordu. W końcu jednak odbył się proces kanonizacyjny i od tej pory Doktor Anielski stał się jednym z czołowych teologów Kościoła. Wydawało się, że to zapewni triumf jego myśli, ale tak się nie stało. Na kilkaset lat zwyciężyła w kulturze europejskiej myśl inna niż Tomaszowa (neoplatonizm). Był chyba zbyt trudny i radykalny. Trochę zapomniano o św. Tomaszu-filozofie. Dopiero w XIX wieku jeden z papieży wskazał na jego doktrynę, jako obowiązującą w katolickich uczelniach, co w dłuższej perspektywie bynajmniej nie pomogło Tomaszowi, wywołując opór rozmaitych "murmurantes". Zwłaszcza miano mu za złe przekonanie o zgodności wiary i rozumu, w tym myśl, że można udowodnić istnienie Boga siłami samego tylko ludzkiego intelektu. Dziś na świecie pracuje wielu tomistów, ale generalnie uważa się św. Tomasza za. szacowny zabytek. Polskiemu czytelnikowi jednak dużo wyjaśni fakt, że Jan Paweł II był w jakimś stopniu zwolennikiem filozofii św. Tomasza, choć zmodyfikowanej. Tomasz z Akwinu jest jedynym filozofem wymienionym z nazwiska w słynnej encyklice "naszego" Papieża zatytułowanej "Fides et ratio".
     Ten krótki biogram zamieściłem dla porządku, aby jakoś umiejscowić Świętego, wciąż zbyt mało znanego. Był dyskretny, jeśli chodzi o swoje przeżycia wewnętrzne ( to, co o nim wiemy, zachowało się z powodu niedyskrecji osób z jego otoczenia, które dostrzegły jego niezwykłość). Jest patronem studentów, teologów i uczonych, ale chyba każda z tych grup rzadko zwraca się do swego patrona o pomoc.

BYŁ ASERTYWNY

     Teraz już możemy wrócić do profilaktyki. Pierwszą kwestią niech będzie sprawa seksu. Każdego profilaktyka bardzo interesuje seks, nie z tej racji, że jest erotomanem, ale z powodów zasadniczych. Otóż seks jest źródłem ryzykownych zachowań, które według ekspertów WHO są drugim w kolejności (po głodzie) czynnikiem utraty życia i zdrowia na świecie! Zwłaszcza poprzez ryzyko zakażenia wirusem HIV. Nie o to jednak chodzi. Sądzę, że ten obszar w człowieku wyznacza w sposób zasadniczy wszystkie inne ryzykowne zachowania, które są pochodną spraw seksu. Widać to choćby w wynikach badań Szymona Grzelaka. Gdy solidnie pracował z młodymi ludźmi nad sprawami wstrzemięźliwości seksualnej przy pomocy programu PION, to jednym z nieoczekiwanych wyników tej pracy było. zmniejszenie ilości wypijanego przez nich alkoholu. To mnie dlatego nie dziwi, że wszystkie współczesne plagi (alkohol, tytoń, narkotyki, nawet przemoc) są oparte na schemacie pobudzania ośrodka przyjemności lub blokowania ośrodka przykrości w ośrodkowym układzie nerwowym człowieka ( mówiąc w bardzo wielkim uproszczeniu!). A seks jest naturalnym sposobem pobudzania ośrodka przyjemności. Dlatego przyjemność z nim związana, podobnie jak inne podstawowe przyjemności, na przykład jedzenie, są niejako archetypami wszelkiego posługiwania się ciałem dla przyjemności. Jak wielkie to ma znaczenie widać na przykładzie jednego ze sławnych założycieli ruchów samopomocowych, który do końca życia miał poważne problemy z opanowaniem tej sfery życia (właściwie dalej był w niej czynnie uzależniony i niezliczoną ilość razy zdradzał cierpliwą żonę).
     A jak było z seksem u św. Tomasza? Ciekawie, oj, ciekawie. Jak wspomniałem młodziutki Tomasz był porwany przez własnych braci i zamknięty w areszcie domowym, gdzie matka przemawiała mu "do rozumu", aby porzucił podejrzany zakon żebrzący i wstąpił do benedyktynów. Tomasz na to mówił: Nie! Swoją drogą, jaki był asertywny! Nie i nie!

UCZUCIA PODDAŁ ROZUMOWI

     Po wielu miesiącach presji matka postanowiła złamać nieugiętą wolę Tomasza za pomocą czysto "kobiecego sposobu"; z pewnością nie studiowała psychologii, ale słusznie założyła, że grzech cielesny może pomóc w "zmiękczeniu" syna. Pewnego dnia wprost wrzuciła do Tomaszowej komnaty urodziwą nagą wieśniaczkę, która miała uwieść jej syna.
     I niech mi kto powie, że średnie wieki są nudne! Ileż tam się działo. I oto więzień dostaje ten nieoczekiwany "podarunek". Co robi? Natychmiast (to ważne) sięga do ognia, chwyta płonące polano i rzuca w przerażoną dziewczynę. Ta krzyczy wniebogłosy, ucieka... A Tomasz odzyskuje wolność, bo jego matka widzi, że nic nie jest w stanie odwieść go od danego mu powołania. Odtąd mógł do woli: żebrać, studiować, nauczać, modlić się z biało-czarnymi mnichami św. Dominika. I robił to z zapałem.
     Jak interpretować opisane wyżej wydarzenie profilaktycznie? W jakimś stopniu tłumaczy się samo, gdy się mu przyjrzymy uważnie. Przecież nie wszystko musimy opisywać słowami. Słowa trochę zniekształcają rzeczywistość. Jednak spróbujmy. Najpierw zauważmy, że czyn Tomasza, oprócz uczucia gniewu, ujawnia wielką siłę, z której raczej nie korzystają profilaktycy - wolę. Współczesna psychologia zmaga się z tym tematem, raz go podejmując, raz porzucając. Poniekąd słusznie, gdyż wola jest tematem, który nie daje się uchwycić metodami pozytywistycznymi, zwłaszcza ilościowymi. A takimi psychologia się posługuje. Zatem psychologia "nie widzi" woli. Ponadto odwołania do woli słabo skutkują. Spróbujmy na przykład rozwiązać czyjeś uzależnienie, radząc wzmocnić siłę woli! Nie uda się. Zatem o co chodzi? W analizie tego typu kwestii zapominamy, że człowiek zawsze w jakimś stopniu jest wolny w tym znaczeniu, że zawsze jest w nim wola, która może go zwracać w obranym przez nią kierunku. Tyle tylko, że nie działa sama. Jak uważał św. Tomasz, człowiek jest spójną kompozycją wielu elementów - materialnych i niematerialnych. Mamy władze poznawcze - zmysły, wyobraźnię, pamięć, osąd, rozum, mamy władze dążeniowe - uczucia i sterowane nimi popędy. I dopiero wśród nich i w związku z nimi działa wola. Z jednej strony pobudza ją rozum, gdy ukazuje jej prawdę, gdy odsłania doskonałości badanego obiektu. Z drugiej zaś krępują ją uczucia i poznanie zmysłowe, sfera materialna. Aby wola mogła działać z pełną siłą - uczucia muszą być jej podporządkowane (zintegrowane). Zwyczajną drogą do tego typu integracji jest asceza, zwłaszcza w zakresie odraczanej gratyfikacji i tak zwanej aktywizacji intelektu.
     Młody Tomasz miał już za sobą niezły trening ascetyczny. Najpierw na Monte Cassino z mnichami reguły św. Benedykta, potem w nowicjacie dominikańskim, a w końcu w komnacie-areszcie. Zwłaszcza ten ostatni okres musiał dać niebywałą siłę młodemu zakonnikowi - ten roczny pobyt na pustelni we własnym domu. Uczucia Tomasza zostały w ten sposób jakby związane, poddane rozumowi. Wola mogła działać z całą właściwą jej siłą. We współczesnej profilaktyce boimy się ascezy, jakiegoś czynnego zaangażowania cielesnych sił człowieka, empirii, doświadczenia, akcji. Wszystko bierzemy na głowę, po platońsku lub kantowsku. A to nie wystarczy. Problem integracji uczuć ( podporządkowania ich rozumowi) jest jednym z kluczowych tematów profilaktyki.
     Pamiętam, jaki opór wywołał ten temat - asceza - w trakcie jednej z sesji Profesjonalnej Szkoły Profilaktyki Szkolnej i Rodzinnej, którą miałem przyjemność kierować przed laty. Opór dotyczył zespołu trenerów. Podniósł się krzyk, że to jakieś starocie (w dodatku tytuł wykładu miał brzmieć "Ascetyka chrześcijańska"!). Musiałem zaangażować cały mój autorytet kierownika, aby ówczesny doktor , obecnie profesor Artur Andrzejuk mógł przeprowadzić ten wykład.

KONTEMPLOWAŁ PRAWDĘ

     A zatem w profilaktyce trzeba dobrze przyjrzeć się metodom integracji uczuć, zespalania w człowieku tego, co duchowe, z tym , co cielesne ( bo uczucia są zasadniczo cielesne, a wola duchowa, niematerialna). Wszystkie kultury znają takie techniki. Zazwyczaj są one jakoś bolesne, odraczają gratyfikację. W wielu kulturach (właściwie we wszystkich) mamy praktyki postne, wyrzeczenia, trudne inicjacje! Dlaczego my z tego rezygnujemy? Prawdopodobnie z wygodnictwa i z powodów czysto ekonomiczno-politycznych; bez rozbuchanej konsumpcji (najlepiej na kredyt) nie buja się gospodarka. Trzeba żreć, nie ma rady.
     Dodajmy, że św. Tomasz, już jako dojrzały myśliciel, był zwolennikiem doceniania ciała ludzkiego, jego praw, słusznych dążeń, szlachetności. Był wielkim humanistą, znającym doskonale ludzką psychikę (patrz jego traktat o uczuciach w Sumie Teologicznej). Bowiem asceza nie oznacza śmierci ciała, ale jego porządek, jego rozkwit. Asceza musi mieć taką formę, aby nie niszczyła człowieka, dlatego tak łatwo z niej zrezygnować, gdy nie mamy pomysłu na twórczą ascezę.
     To jednak nie koniec. Przecież młody Tomasz odrzucił coś, co wydaje się naturalne, słuszne i dobre. I niewątpliwie takim jest, bo bez seksu nie byłoby ani nas, ani tej historii. Czy to znaczy, że współczesny profilaktyk powinien zamykać swych klientów w zakonie? Albo w surowym areszcie domowym? No cóż, są kultury, które to praktykują (np. buddyzm birmański czy tybetański). Nie to jednak jest tu ważne. Ważne jest, dlaczego zrezygnował z kobiety, która w aspekcie piękna jest szczytem widzialnego stworzenia? Dlaczego jego wola nie podążyła za nią, zgodnie z naturalną podpowiedzią uczuć? Musiało być coś większego, co konkurowało z tymi uprawnionymi uczuciami. Co takiego? Tu musimy zauważyć, że wola jest kierowana przez rozum. Jeśli rozum wykryje jakąś doskonałość bytową, to prezentuje ją woli, a ta idzie za nim.
     Musiał Tomasz coś odkryć, co przewyższało wartość kobiecego ciała. Co to było? Można tu snuć różne dywagacje, w każdym razie nie było to nic materialnego. Z pewnością też nie było to, na przykład, męskie ciało. Gwałtowność reakcji obronnej młodego człowieka ujawnia, że na poziomie uczuć ta wieśniaczka była pociągająca. Musiało to być coś innego.
     Powiadają o Tomaszu, że jako uczeń zamyślał się i uparcie stawiał pytanie - kim jest Bóg? Był urodzonym metafizykiem i teologiem zarazem. Kontemplacja tej prawdy stanowiła oś jego życia. Wyrzec się naturalnego piękna świata zaklętego w młodym ciele można było jedynie odkrywszy coś większego, co ten świat przewyższa. Wspaniałość samego Boga - Ipsum Esse Subsistens. Nie na darmo św. Tomasz stwierdził, zresztą zgodnie z Arystotelesem, że największą przyjemnością człowieka jest kontemplacja prawdy. W ostateczności każda droga do prawdy prowadzi do Boga. I pozwala odkryć człowiekowi, kim jest jako człowiek. Że jest . dzieckiem Boga.
     Nasza zubożona kultura, nasza zubożona intelektualnie wiara, zbyt rzadko prowadzą do kontemplacji prawdy. Ktoś może i wierzy, ale nie czuje się dzieckiem Boga. Tomasz się czuł. Porzucił jedną miłość, aby zyskać większą. I te dwa elementy - motyw głębszej miłości, powiedzielibyśmy relacji miłości (a w języku średnich wieków - cnoty wlanej miłości), a także motyw kontemplacji prawdy wydaje mi się w profilaktyce najważniejszy.
     W profilaktyce najważniejsze są relacje osobowe - relacja wymiany prawdy (wiara, zaufanie), relacja wymiany dobra (nadzieja) i relacja akceptacji istnienia drugiego - zwana miłością (choć nie uczuciem miłości, bo ono tak daleko nie sięga). Gdyby nie odkrycie Boga, w którym Tomasz się "zakochał", intryga jego mamy udałaby się (swoją drogą: jak często nieroztropność samych rodziców wikła nasze ścieżki rozwoju).      Wiele razy przekonywałem się o znaczeniu tej zasady w pracy profilaktycznej. Trzeba nauczyć młodych (i często starych) drogi do prawdy poprzez miłość. Prawda nieustannie, nawet w drobiazgach, ma znaczenie w profilaktyce. Jednak jeśli będziemy ją podawać bez miłości, jako relacji osobowej - nici z profilaktyki. Niby to rozumiemy, niby akceptujemy, przecież brzmi to tak podniośle. Ale jakoś rzadko stosujemy. Co nam przeszkadza?

WSKAZÓWKI PROFILAKTYCZNE

     Święty Tomasz uważał, że wszelkie nauczanie jest tylko pomocą w tym, aby uczeń sam odkrył daną prawdę ( patrz: kwestia "O nauczycielu"). Zatem, nauczyciel nie przekazuje wiedzy, ale jedynie wskazówki do jej zdobycia, aranżuje sytuacje odkrywcze. Aby mógł to robić, sam musi być wcześniej tam, gdzie chce zaprowadzić ucznia. Ta prosta zasada tłumaczy nasze profilaktyczne trudności. Jak wielu z grona profilaktyków przeszło w pełni drogę, którą proponuje młodym? Z powodu tej niedoskonałości chętnie szukamy nieosobowych substytutów naszego osobistego zaangażowania - gotowych programów, przedmiotów, ulotek czy filmów. Tymczasem zawsze nasz adept zapyta nas: A co z Tobą? Czy ty przeszedłeś już drogę, którą mnie proponujesz? Czy jesteś dojrzały? Z pustego i Salomon nie naleje. Jeśli nie mamy za sobą drogi znalezienia prawdy i nie mamy w sobie miłości jako podstawowej akceptacji drugiego - nie pomogą programy. Pozostaniemy nieskuteczni w wyzwalaniu naszych podopiecznych. I tyle.
     Druga ważna wskazówka biograficzna z życia św. Tomasza. Oto kiedyś brał udział w uroczystej publicznej dyspucie. Takie dysputy trwały dwa dni, brał w nich udział nawet sam król. Tym razem brat Tomasz dyskutował z 27 doktorami, którzy mieli odmienne od niego stanowisko. Gdy już wydawało się, że Tomasz ulegnie tej publicznej "presji rówieśniczej", on wyszedł przed szereg, wyjaśnił jeszcze raz dobitnie swój radykalny pogląd. Nie zmienił ani kropeczki! Nie ugiął się. Zastosował maksymę: prawda musi być większym dobrem niż przyjaciele. Taki twardy, ale też pokorny! Bo czym jest pokora? Usilnym trwaniem przy prawdzie, poddaniem się prawdzie. Jeśli poddajemy się prawdzie, to kiedyś zaszczyci nas sama Prawda w czystej postaci. Gdy jako profilaktyk rozważam treść tak zwanych skutecznych strategii Hansena, to wydarzenie przychodzi mi na myśl. Bo zbyt wiele problemów rodzi się z konformizmu.      I trzecia wskazówka biograficzna. Anegdota głosi, że pewnego razu Święty brał udział w uczcie wydanej przez francuskiego króla Ludwika (też zresztą świętego), jego przyjaciela. W pewnym momencie zamyślił się i waląc z całej siły w stół, krzyknął: I tak się rozprawimy z manichejczykami! Widocznie przyszedł mu do głowy jakiś intelektualny argument. Król był wyrozumiały i natychmiast rozkazał dostarczyć Tomaszowi pergamin i inkaust do zapisania argumentu, z czego ten skwapliwie skorzystał.      Zauważmy jednak, co św. Tomasz robił w trakcie obfitej, królewskiej uczty? Czy szukał najlepszych kąsków? Nie, myślał, rozważał, rozumował, kontemplował. Od dawna twierdzę, że praca profilaktyczna opiera się na wzmacnianiu pracy intelektu, na kształceniu. Mocny, ożywiony intelekt dobrze sobie radzi z problemami i pokusami. Jak w słynnym dowcipie, gdy umierający rabbi pytał syna, z czym najlepiej jest pić alkohol. Syn wymieniał rozmaite zakąski, ale to nie zadowalało ojca. W końcu wyszeptał: Alkohol, mój synu, najlepiej jest pić z rozumem! Ta anegdota ma więcej sensu, niż się wydaje. Z rozumem, drodzy Czytelnicy, żyjmy - z rozumem.

Krzysztof Wojcieszek

do spisu treści


Copyright by OAT 2010