strona główna

czytelnia

Referat wygłoszony na sympozjum: "Ojciec Benignus Jan Sosnowski - pierwszy prowincjał Warszawskiej Prowincji Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Charyzmatyczny apostoł trzeźwości", 7 maja 2002 roku w Zakroczymiu.


PROFILAKTYKA UZALEŻNIEŃ
CELE, ZADANIA I KIERUNKI ROZWOJU W NOWYM WIEKU

dr Krzysztof Wojcieszek

     Dziękując organizatorom sympozjum za zaproszenie pragnę zauważyć, że w samym pojęciu "profilaktyka uzależnień" kryje się pewien problem. Ukazuje się bowiem uzależnienie jako zasadniczy albo główny powód podejmowania działań profilaktycznych. W przypadku alkoholu oznaczałoby to usunięcie w cień innych skutków kontaktu człowieka z tą substancją, na przykład aktów przemocy, wypadków czy rozmaitych zaburzeń społecznych. Wiemy zaś, że takie skutki się zdarzają i w większości przypadków (około 3/4 przypadków) dotyczą osób nieuzależnionych (nie wykazujących symptomów zespołu uzależnienia od alkoholu). Wiemy też, że w rozmaity sposób można redukować takie skutki (szkody) poprzez odpowiednie działania zapobiegawcze (choćby w stylu "responsible drinking"). Jeszcze większa bieda pojawia się, gdy rozważamy subtelne, choć bardzo powszechnie występujące skutki picia w postaci deformacji rozwoju osobowego. Nie mają one wiele wspólnego z uzależnieniem, gdyż dotyczą osób młodych, rozwijających się. To, że jakaś osoba ominie przy pomocy alkoholu naturalne zadania rozwojowe właściwe jej wiekowi i sytuacji nie jest związane z uzależnieniem. Większość osób doświadczająca takich szkód nie uzależni się od alkoholu nigdy, choć będą wśród nich i tacy, którzy z powodu objęcia przez tzw. czynniki ryzyka takimi się staną. Będzie to jednak zdecydowana mniejszość.

     W gruncie rzeczy, gdyby chodziło tylko o samo uzależnienie, to perspektywy jego profilaktyki byłyby znaczne. Rośnie bowiem nasza wiedza o wspomnianych czynnikach ryzyka, która pozwala wyodrębnić ze społeczności te osoby, w których życiu czynniki te dominują i poddać je odpowiednio wczesnej prewencji. Już dziś byłoby to możliwe na rozmaite sposoby, gdyby nie przeszkody natury społeczno-ekonomicznej. Na przykład coraz bliżej do perspektywy monitorowania biochemicznego ryzyka i rozwijającego się nałogu. I nic w tym dziwnego, gdyż uzależnienie jest najpierw pewnym "nawykiem" to znaczy odnosi się do cech cielesnych człowieka, do struktury jego władz poznawczych i dążeniowych opartych na ciele. Mogą być z nim związane pewne ważne aspekty duchowe (intelektualne i wolitywne), ale samo w sobie jest ono "śladem decyzji w naszym ciele". Poddaje się zatem wszystkim procedurom właściwym cielesnym chorobom. Trzeba tu zaznaczyć wielki wkład emocji w powstawanie uzależnienia, ale emocje to też składnik cielesny, subtelnie fizjologiczny. Gdyby zatem, powtórzmy, jedynym poważnym problemem było uzależnienie w takiej postaci, jak opisuje je wykaz chorób, to profilaktyka nie byłaby trudna czy zagadkowa. Mogłaby opierać się na sekwencji diagnoza-interwencja, chociażby takiej, jak swego czasu w Szwecji, gdzie osoby z podwyższonym wynikiem poziomu jednego z enzymów charakterystycznych dla rozwijającego się uzależnienia poinformowano o konsekwencjach dalszego masywnego picia. Spowodowało to redukcję poziomu spożycia alkoholu przez te osoby i zmniejszyło szanse na głębsze wejście w chorobę alkoholową. Trzeba zresztą przyznać, że sporo takich programów profilaktycznych zostało już skutecznie zaproponowanych i zbadanych. Czy zatem o takie zagadnienie chodziło inicjatorom sympozjum ? Nie sądzę, gdyż OAT w Zakroczymiu nie jest ani kliniką psychiatryczną ani referatem zdrowia publicznego. Jest sprawą naturalną, że Ojców Kapucynów interesuje cały człowiek, a zwłaszcza jego życie duchowe. Rozumiem zatem, że słowo "uzależnienie" pojawiło się w temacie w sensie szerokim i powinno brzmieć "uzależnienie z dobrodziejstwem inwentarza". A mnie z kolei najbardziej interesuje ten "inwentarz" czyli to, co będąc problemem alkoholowym nie jest bezpośrednio związane z uzależnieniem. A jest to inwentarz bogaty i liczny, jak liczne są zjawiska towarzyszące używaniu substancji psychoaktywnych przez człowieka. Rezygnuję tym samym z poszerzania skali możliwych uzależnień. Wiadomo bowiem, że ludzkie ciało ( w tym i psychika) może bardzo wiele rzeczy postawić na pozycji uzależniającej sprowadzając wszystkie do stosunkowo prostych mechanizmów neuronalnych systemu kary i nagrody. Z pewnością cały wiek XXI będzie areną dla nowych zachowań "uzależniających": internet, podróże, syntetyczne narkotyki, rzeczywistość wirtualna i co tam jeszcze wymyślimy. Nie usunie to w cień dawnych nałogów ani nie zmieni istoty kłopotów, bo to nie w uzależnieniu rzecz, a w... miłości. Za problemami alkoholowymi kryje się cała bogata problematyka miłości. Słowo miłość oznacza tu relację osobową, a nie jedynie uczucie (jak to się przyjęło rozumieć w języku polskim). I z tego powodu interesują się tym tematem Ojcowie Kapucyni. Bo czy nie jest z ich punktu widzenia ważne, że tak wiele dróg ludzkich prowadzących do innych ludzi i do Boga załamuje się i prowadzi donikąd? Samo już skupienie się na własnych przeżyciach charakterystyczne dla używania substancji ma dużą moc izolującą człowieka. Izolującą zarówno od ludzi, jak i od Boga. Alkohol jako sprawca samotności ? A tak ! Alkohol jako sprawca piekła (inna nazwa samotności) ? A czemu nie ? Można nie być uzależnionym, a ponosić nadzwyczaj poważne szkody duchowe w postaci utrwalającego się egoizmu, solipsyzmu, izolacji. Niektórym na tej drodze trafia się fizyczne uzależnienie, a niektórym wcale nie. Mimo to jestem skłonny bardzo poważnie traktować ten właśnie problem, jako w gruncie rzeczy bardziej powszechny, bardziej zasadniczy niż samo uzależnienie. Z punktu widzenia ośrodka życia duchowego, jakim jest każdy klasztor, najważniejsze są właśnie te sprawy. Ma znaczenie prosty fakt, że właściwie zawsze rozwojowi problemów alkoholowych towarzyszy jako najgłębszy skutek utrata życia duchowego, zerwanie relacji z Bogiem i zerwanie relacji z ludźmi. Traktuję picie alkoholu jako jedną z reakcji na ludzką samotność i tęsknotę, które to picie samo powoduje z kolei większą samotność i tęsknotę ("i tak stało się lekarstwo gorsze od samej choroby"). Właściwy zatem tytuł mógłby brzmieć: profilaktyka rozpaczy w XXI wieku. Dlaczego rozpaczy ? Gdyż stan przeżywania braku miłości (samotności, zerwania relacji z Bogiem i ludźmi) nazywamy rozpaczą. I każdy, kto spotykał i słuchał ludzi uzależnionych mógł bez trudu zauważyć ten właśnie rys rozpaczy, rys przeżywanej w cierpieniu i bólu samotności.

Drugie dno problemów alkoholowych

     Sądzę, że warto pokazać to drugie dno problemów alkoholowych. Choćby z powodu wypowiedzianych przez Chrystusa słów o tym, że nic komuś po całym świecie, gdyby duszę swoją stracił. Tę "utratę duszy" oznacza właśnie zejście z najbardziej naturalnej dla człowieka drogi - drogi bycia we wspólnocie osób, w relacjach zaufania, wymiany dobra, akceptacji. We wspólnocie z ludźmi i z Bogiem. To zejście to rezygnacja z miłości, z różnych zresztą powodów. Zawsze jest to rezygnacja, nigdy przypadek czy wypadek. Powody mogą być liczne, wśród nich na przykład przekonanie, że nie warto (że są lepsze rzeczy, np. chemia dająca przyjemność) albo, że cel jest nieosiągalny (Bóg nie odpowiada, ludzie nie kochają). Doznane krzywdy czy zawody stanowią tylko motyw czy pretekst, ale zawsze musi być decyzja. Czasami ten motyw jest bardzo silny, w tym znaczeniu, że ludzie mają naprawdę poważne powody do rozpaczy. Musi je jednak sankcjonować wolna decyzja. Dlatego sytuuję przyszłość profilaktyki w takich dziedzinach jak antropologia filozoficzna (a zwłaszcza teoria osoby i teoria relacji osobowych, również teoria wolności człowieka i jego ciała), etyka, pedagogika klasyczna (jako dziedzina filozoficzna), wreszcie teologia życia wewnętrznego (jako motywowana religijnie teoria duchowości). Zdumiony słuchacz zauważy, że brak tu psychologii, zwłaszcza społecznej lub rozwojowej. Traktuję jednak wkład psychologii jako pomocniczy, a nie zasadniczy. Perspektywy profilaktyki budowanej wyłącznie na gruncie psychologii są mizerne. Owszem, można w niej znaleźć wiele elementów przydatnych do rozumienia oddziaływań profilaktycznych (jako technologii, sztuki działań chroniących), ale nie znajdziemy tam najważniejszych przesłanek przyszłej profilaktyki, gdyż współczesna psychologia straciła pełny wgląd w człowieka, uległa redukcjonizmowi (i w gruncie rzeczy stale odwołuje się w sposób niepoprawny metodologicznie do ustaleń dziedzin filozoficznych). Proszę nie traktować tej uwagi jako niechęci do psychologii. Bardzo szanuję tę naukę i jej przedstawicieli, ale sądzę, że w tej sprawie ta dziedzina staje się niczym Mojżesz, prowadzący lud do Ziemi Obiecanej, ale sam nie wchodzący do niej. Warto znać i rozumieć psychologicznie motywowane teorie zachowań destrukcyjnych, bardzo warto. Jednak znając je i nawet ceniąc trzeba wyjść poza nie. Zwłaszcza w takich dziedzinach, jak analiza rozpaczy. Psychologia, mając dostęp jedynie do sfery wyobrażeń i uczuć nie rozumie rozpaczy, która jest wynikiem współdziałania władz i rodzi się w ludzkim duchowym wnętrzu, w "sercu" czyli w intelekcie i w woli człowieka, choć również ma swoje tło emocjonalne. Zatem wiedza psychologii to cenna wiedza o tle, tylko i aż o tle. Wiele w wiedzy psychologicznej cennych przyczynków, przesłanek do rozumienia rozpaczy, ale sedno tkwi gdzie indziej. W antropologii, w dojrzałej teorii osoby ludzkiej i jej działań.
     Podstawowym polem, na którym rozgrywa się dramat problemów alkoholowych jest pole humanizmu i religii, dodajmy humanizmu i religii w kryzysie. Inne przyczyny, choć bardzo warte uwagi, są wtórne. Swoista lektura wyników badań psychologicznych daje podstawę do analizy antropologicznej. Spróbujmy ukazać taką pogłębioną perspektywę.

Fakty i ich interpretacja

     Pierwszym faktem, który chcę poddać analizie jest zagadnienie czynników chroniących. W pracach wielu badaczy wskazuje się na pewne czynniki, które chronią przed popadaniem w problemy alkoholowe. Są to: silna więź z rodzicami, zainteresowanie nauką szkolną, praktyki religijne, szacunek dla norm i autorytetów społecznych, konstruktywna grupa rówieśnicza. W analizie psychologicznej trudno znaleźć wspólny mianownik tych czynników. Tymczasem są to bardzo proste i jednoznaczne wyrazy RELACJI MIŁOŚCI (relacji osobowej). Zmienia się przedmiot miłości, ale relacja pozostaje. We wszystkich tych przypadkach chodzi o miłość. Osobiście sądzę, choć nie jest to sąd ugruntowany, że zanik relacji rodzice - dzieci wynika z kulturowego przesunięcia akcentów z osób na rzeczy oraz ze szczególnego doświadczenia historycznego społeczeństw ery industrialnej - braku ojców i braku Ojca, zamachu na życie najmniejszych, pragmatyzmu. Wypada zatem zapytać o możliwości odbudowy tych relacji. Nie da się tego dokonać bez metanoji -nawrócenia: od rzeczy ku osobom. Metanoja, choć właściwa poszczególnym osobom dotyczyć też musi kultury. Sprzyja temu procesowi wszystko, co bardziej otwiera rodziców na dzieci i dzieci na rodziców. Treningi umiejętności wychowawczych, choć cenne, nie wystarczą. Wiele tu trzeba przebaczenia, "prędkiej" i czujnej miłości (zwanej miłosierdziem). Swoją rolę w tej sprawie mają również wszelkiej maści humaniści. I bardzo potrzebna jest prawda odsłaniająca kulisy pewnych niszczących prądów w kulturze, pewnych decyzji politycznych o wymiarze ludobójczym, które choć narodziły się, jak wszelkie decyzje w pojedynczych umysłach, to oddziałały na wiele istnień.
     Konkludując: jeśli doświadczasz autentycznej miłości rodzicielskiej, zagrożenie wszelkimi "substancjami" (czytaj: stanami wewnętrznymi związanymi z destrukcją) jest znacznie mniejsze. Oto jeden z zasadniczych i skutecznych nurtów profilaktyki - wzmocnić to, co działa od tysiącleci, a jest jedynie osłabione.
     Z tym tematem wiąże się ściśle problem kultury. Jeśli kultura ma charakter rzeczowy, w sensie odwracania się od osób, to naprawdę jest kulturą totalitarną. Elementem takiej kultury jest choćby wpływanie poprzez reklamę na wzrost spożycia alkoholu przez młodzież i dorosłych. Jest to wyraźny fałsz w kulturze, fałsz polegający na kilku kłamstwach jednocześnie. Największe z nich to przedkładanie rzeczy nad osobę. Główne bitwy przyszłej profilaktyki toczyć się będą na polu kultury zdominowanej przez politykę, ekonomię i technologię. Społeczeństwa, których nie będzie stać na odrzucenie fałszu w kulturze będą płacić wysoką cenę utraconego szczęścia swych obywateli.

     Drugi obszar problemowy dotyczy nie tyle humanizmu (relacji z ludźmi), ile relacji z Bogiem. W jakim stopniu współczesna kultura wspomaga tę relację ? W nikłym, o ile jej nawet nie niszczy. A przecież jest to sprawa zasadnicza dla rozważanych tu zagadnień. Widać to choćby w ciekawym zjawisku znaczenia relacji z Bogiem w terapii alkoholizmu. Dobrze pamiętam opinię Maxa Weismanna z John Hopkins University, że jego uzależnieni pacjenci mają szansę na zmianę, o ile uładzą się z tym Kimś, kto może zająć tron ich życia. Jeśli nie ustąpią mu miejsca regułą jest nawrót choroby. Wiele do myślenia daje pod tym względem struktura ścieżki zdrowienia w AA. Okazuje się jednak, że ta sprawa - kontaktu ludzi z Bogiem, relacji z nim (czyli religii rozumianej jako osobista więź z Bogiem) ma jeszcze jeden ciekawy wymiar, wprost profilaktyczny. O ile wiem, wymiar ten nie był dotychczas poruszany. Chodzi o związek inicjacji alkoholowej z rozwojem duchowym ludzi młodych. Teoria życia wewnętrznego, zarówno filozoficzna, jak i teologiczna mówi o trudnościach w rozwoju duchowym zwanych "ciemną nocą miłości". Jest to problem przeżywania przez człowieka zmian w rozwoju duchowym, często związanych z bólem, tęsknotą, niezrozumieniem zjawisk w sobie samym. Mówi się, że najtrudniejsze etapy naznaczone "ciemną nocą" są typowe dla pewnej fazy w rozwoju duchowym, która polega na niezrozumieniu, że z rozwojem tym wiąże się rewizja własnych wizji życia duchowego. Tęsknota psychiki za Bogiem nie może być zaspokojona, plany muszą być korygowane. Sądzę, że wielu młodych ludzi przeżywa takie stany akurat w okresie zwanym dojrzewaniem. Czyżby byli poszukiwaczami mistycznych wrażeń? Jest to prawdopodobne. Co byłoby zatem odpowiednią profilaktyką w takim wypadku? Sądzę, że jakość pedagogiki duchowej. Obecność autentycznych mistrzów życia duchowego. Nie jest przypadkiem, że młodzi ludzie ogarnięci zapałem ruchu oazowego lepiej sobie radzą z naciskami grupowymi, nawet są w stanie trwać wbrew naciskowi całej kultury!

     Zatem okazuje się, że to zapomniane i zapoznane elementy kultury, obecne w niej przecież, ale niedostatecznie, położone na terenach zupełnie niespodziewanych, jak choćby pedagogika filozoficzna, mogą być kluczowe dla rozwiązywania obecnych i przyszłych problemów alkoholowych. Zatem bardzo dobrze, że temat ten podjął ośrodek w Zakroczymiu, gdyż dysponuje on "mocami" znacznie ważniejszymi dla profilaktyki, niż się powszechnie sądzi. Pozostaje na koniec zadać retoryczne pytanie: czy współcześni profilaktycy w Polsce i na świecie zdają sobie sprawę z opisanych związków?

do góry


Copyright by OAT 2000-2002